Większość mediów w tej właśnie formie bezrefleksyjnie podała wiadomość dalej, mimo że w części materiałów opublikowano screeny inkryminowanego wpisu. Wystarczy rzut oka na nie, by stwierdzić, że to, co komorniczemu asesorowi zarzuca Sebastian Kaleta, jest prawdą, ale tylko w jednej trzeciej. Asesor fotografię budynku opatrzoną podpisem „Próba szturmu na siedzibę Ordo Iuris” skwitował bowiem słowami „Trzeba było spalić”.

Skomentowane zdjęcie tak skadrowano, że nie sposób się domyślić po pierwsze, że jest to zabytek, po drugie, że jest to budynek PAST-y. Trudno wymagać od asesora z Katowic takiej wiedzy varsavianistycznej. A już polityk, który kandydując w wyborach samorządowych w stolicy, nie potrafił dopilnować, by na billboardach poprawnie napisać nazwę dzielnicy – miejsca jego startu, jest ostatnią osobą, by tego wymagać. Owszem, gdy kliknie się na zdjęcie wpisu ze strajku kobiet, wówczas widać cały budynek z powstańczą kotwicą na dachu. Jednak po pierwsze nie wiadomo, czy asesor przed napisaniem swojego głupiego komentarza to zrobił, po drugie znów – czy osoba z Katowic musiała wiedzieć, że ma tu swoją siedzibę Światowy Związek Żołnierzy AK? Szczerze wątpię. Jeśli już można wpis odebrać jako nawoływanie do spalenia, to siedziby Ordo Iuris.

I już tylko to wystarczyło, by wszcząć przeciwko autorowi postępowanie dyscyplinarne. W końcu od kogo jak od kogo, ale od dorosłego człowieka z wykształceniem prawniczym nie tylko można, ale nawet trzeba wymagać odpowiedzialności za słowo. Nawet jeśli wpis był ironiczny, to nigdy nie wiadomo, czy nie znajdzie się jakiś idiota i nie potraktuje go dosłownie – jako zachętę do realizacji swych piromańskich fantazji.

Po co więc dodawać mu win i przypisywać intencje, których ten nie wyraził? Czy to nie byłaby manipulacja? Czy nie mogło to być odebrane jako ukazanie strajkujących i osób je popierających jako tępą tłuszczę, która nie liczy się z niczym, jest skłonna niszczyć zabytki i występować przeciwko tradycjom Armii Krajowej?

Jeśli się oburzamy, to oburzajmy się uczciwie. Zwłaszcza że nie tylko komornicy i asesorzy wykonują zawód zaufania publicznego. Ten przymiot odnosi się także do radców prawnych, do grona których wiceminister Kaleta się zalicza. Zgodnie z kodeksem etyki tej grupy zawodowej radca prawny nie może świadomie podawać informacji nieprawdziwych. Owszem, przepis ten odnosi się do wykonywania zawodu, ale czy to znaczy, że gdy ktoś nie wykonuje czynności, świadomie może manipulować?

Paragraf 11 radcowskiego kodeksu etyki zaś stanowi, że „radca prawny obowiązany jest dbać o godność zawodu nie tylko przy wykonywaniu czynności zawodowych, ale również w działalności publicznej i w życiu prywatnym”. A naruszeniem godności zawodu jest w szczególności takie postępowanie, które mogłoby zdyskredytować go w opinii publicznej lub podważyć zaufanie do zawodu.

Czy na coś takiego pozwoliłby sobie szanujący się radca prawny pełniący zaszczytną funkcję sekretarza stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości? To byłoby nie do pomyślenia, dlatego pozostaje mi uznać, że Sebastian Kaleta, który doskonale wie, gdzie się mieści siedziba Ordo Iuris, po prostu błędnie założył, że wie to każdy. W tym zawieszony asesor komorniczy z Katowic.

Jednak nadal niepokoi mnie dalsza część komunikatu: „Dzięki interwencji ministra Sebastiana Kalety, który sprawuje nadzór nad pracą komorników, został też skierowany wniosek dyscyplinarny o skreślenie tej osoby z listy asesorów za podżeganie i pochwałę przestępstwa z art. 163 par. 1 kodeksu karnego (pożar wielkich rozmiarów). – Nie ma akceptacji dla przemocy – podkreśla Sebastian Kaleta”.

Nie mam pojęcia, kim jest zawieszony Marcin S. Ani mi on brat, ani swat, a jego wpisu (za który przeprosił i który skasował) nie sposób bronić. Niezależnie czy chodziłoby o spalenie siedziby Ordo Iuris, czy organizacji z drugiej strony światopoglądowej barykady – powinien ponieść odpowiedzialność dyscyplinarną. Może nawet surową. Ale wyrzucenie z zawodu? Za głupi wpis? Proporcji! Przecież to łamanie motyla kołem. Gdyby w reakcji na głupie i nieodpowiedzialne wypowiedzi chcieć konsekwentnie stosować te same standardy i pozbawiać prawa do wykonywania zawodu posła, senatora czy członka rządu, to obawiam się, że w tych gremiach mało kto by pozostał. Ba, ktoś by jeszcze mógł pomyśleć, że może wtedy i Sebastian Kaleta by się nie uchował. Może więc, parafrazując wiceministra, powinniśmy zakrzyknąć: „Nie ma akceptacji dla głupoty”.