Podczas konferencji Fundacji Court Watch wspomniał pan, że transmitowanie rozpraw w internecie miałoby duże walory edukacyjne. Jakie?

Większość obywateli na co dzień nie ma kontaktu z salą sądową. Jeśli już znajdą się w sądzie, często jest to dla nich sytuacja stresująca i niekomfortowa, bo nie wiedzą, jak wygląda posiedzenie sądu. Dzięki ułatwieniu dostępu do posiedzeń w sieci wzrośnie wiedza obywateli o tym, jak wygląda posiedzenie, jak należy zachowywać się w stosunku do sądu czy stron, jak wyglądają zeznania świadków, jaki wyrok sąd wydaje, jakie przedstawia ustne motywy itd. Myślę również, że to dobra lekcja, pokazująca oblicze wymiaru sprawiedliwości, nie takie jak w filmach, tylko w rzeczywistości.

A nie obawia się pan, że wystąpienia pełnomocników zamienią się w show dla potencjalnych przyszłych klientów oglądających transmisję?

Myślę, że są to obawy na wyrost. Można przypuszczać, że takie wystąpienia będą miały pewną wartość marketingową, ale obecnie też taki „show” się odbywa i pełnomocnicy często występują publicznie również przy innych okazjach, prezentując swoje zdanie często w sposób bardzo dosadny i ekspresyjny. Na rozprawie przewodniczący może pilnować porządku i trochę takie zapędy hamować. Wybór pełnomocnika opiera się na innych czynnikach. Zwykle jest poparty opiniami innych klientów i pozycją rynkową pełnomocnika.

Można uczyć się argumentacji z pism procesowych czy uzasadnień wyroków, ale chyba mało jest materiałów, które pokazywałyby, jak dobrze przemawiać w sądzie?

To też może być duża korzyść dla aplikantów, którzy mogliby obserwować starszych kolegów. Dziś trudno poświęcić cały dzień na obserwację posiedzeń w sądzie, ale znaleźć chwilę, by obejrzeć rozprawę transmitowaną w internecie, może być łatwiej.

Udział w posiedzeniu w formie zdalnej różni się jednak od tego tradycyjnego, trzeba będzie dodatkowych szkoleń dla pełnomocników, jeśli ta forma się upowszechni?

Przypuszczam, że grupa pełnomocników będzie potrzebowała wsparcia, ale na to jesteśmy również gotowi jako samorząd. Opanowanie konkretnych narzędzi do prowadzenia takiej rozprawy raczej nie będzie sprawiać problemów. Istotne jest jednak, żeby w razie prowadzenia rozpraw online istniały precyzyjne instrukcje dotyczące przyjętych sposobów komunikacji, jasno opisane wymagania dotyczące narzędzi programistycznych czy sprzętu, jakie mają być stosowane. Należy też pamiętać o konieczności zapewnienia bezpieczeństwa transmisji, w tym np. metod uwierzytelniania uczestników czy szyfrowania połączenia. W tym zakresie potrzebne jest wypracowanie jednolitych standardów i przeszkolenie stron i pełnomocników z ich stosowania.

Podobno pełnomocnicy nie godzą się na rozprawę online, bo to wymaga podania e-maila, a to z kolei jest podstawą do doręczania pism w formie elektronicznej, co nie jest im na rękę, bo tradycyjny obieg daje więcej czasu, np. na pisanie apelacji.

Nie spotkałem się z podobną sytuacją. Mam oczywiście świadomość, że dotrzymanie terminu na wniesienie pisma bywa dla pełnomocników wyzwaniem. Nie wydaje mi się jednak, że powinniśmy to rozważać w kategorii przeszkody do prowadzenia rozprawy online. Warto się natomiast zastanowić nad zmianą przepisów dotyczących terminów wnoszenia pism. Pełnomocnicy mają na sporządzenie pisma 7 czy 14 dni, a sąd zapoznaje się z nimi za pół roku czy za rok, kiedy zbliża się wyznaczony termin rozprawy. Terminy są więc niedostosowane i często mogłyby zostać wydłużone bez szkody dla terminu rozpoznania sprawy.

Widzi pan jeszcze inne bariery, które mogłyby zniechęcać radców prawnych do udziału w zdalnych rozprawach?

Wszystko, co nowe, budzi na początku pewne opory, a potem szybko zapominamy, że kiedyś było inaczej. Dlatego trzeba trochę czasu, który pozwoli opracować metodologię i skonstruować precyzyjne przepisy, które pozwolą przeprowadzić, może nie wszystkie, ale dużą część czynności procesowych online.

Zdalne rozprawy wiążą się też z kosztami, choćby sprzętu, a nie każdy pełnomocnik prowadzi sprawy w całym kraju.

W większości przypadków do udziału w posiedzeniu online potrzebny jest komputer z kamerą i mikrofonem oraz podłączenie do internetu. Są to podstawowe narzędzia, z których wszyscy korzystamy w naszej codziennej pracy. Dodatkowe oprogramowanie, które może być potrzebne, nie jest bardzo kosztowne. Pełnomocnicy, którzy działają lokalnie, być może robią to właśnie po to, by uniknąć długich podróży.

Rozpowszechnienie się rozpraw online wpłynie na wysokość stawek za usługi radców prawnych?

Nie wydaje mi się. Może się natomiast przyczynić do zmniejszenia kosztów, np. kosztów podróży do odległych miejscowości. Warto pamiętać, że wprowadzenie trybu online i generalnie współpracy zdalnej pozwala łatwiej działać na odległość i współpracować z klientami z innych regionów, co normalnie byłoby utrudnione. Może to wpłynąć na zwiększenie konkurencji na rynku usług prawnych, gdyż radcy będą mogli oferować swoje usługi na większym terenie niż dotychczas. Nie spodziewam się jednak, że wpłynie to znacząco na wysokość stawek radców prawnych. Rozprawy online czy hybrydowe jeszcze długo nie zastąpią rozpraw na żywo. Bezpośrednia relacja z klientem nie straci na wartości i pozostanie podstawą współpracy.