W opublikowanym w czwartek oświadczeniu krakowska sędzia Beata Morawiec zapowiedziała, że nie stawi się na zaplanowanej na poniedziałek rozprawie przed Izbą Dyscyplinarną, gdzie rozpoznany ma zostać wniosek prokuratury o uchylenie immunitetu sędzi. "Wynika to z mojego głębokiego przekonania, co do charakteru organu prowadzącego postępowanie, który nie spełnia wymogów +sądu+" - napisała w oświadczeniu sędzia Morawiec.

Rzecznik Izby Dyscyplinarnej SN Piotr Falkowski, odnosząc się w rozmowie z PAP do oświadczenia sędzi, powiedział, że nie ma ona obowiązku stawiennictwa przed tą Izbą. "Sędzia może, ale nie musi uczestniczyć osobiście w tym posiedzeniu. Jednak poprzez sędzia ustanowienie swojego pełnomocnika, co, podkreślam, zrobiła, będzie uczestniczyć w sprawie" - wskazał rzecznik.

Zdaniem Falkowskiego zarzuty sędzi Morawiec wobec Izby Dyscyplinarnej są gołosłowne. "Pani sędzia w swoim oświadczeniu nie przytoczyła żadnych argumentów na rzecz pozbawienia jej w jakikolwiek sposób prawa do bezstronnego sądu, a twierdzenie, że jej sprawa nie będzie rozpatrzona przez sąd w rozumieniu polskim i europejskim jest zupełnie gołosłowne" - podkreślił rzecznik.

Zapewnił też, że sprawa sędzi Morawiec zostanie rozpatrzona przez niezawisły i niezależny sąd z wszelkimi gwarancjami wynikającymi z norm polskich i europejskich.

Falkowski zaznaczył też, że sędzia Morawiec, jak każdy obywatel, ma prawo do krytyki rozwiązań ustrojowych dotyczących systemu odpowiedzialność dyscyplinarnej. "Ten system jednak obowiązuje. Izba Dyscyplinarna istnieje już dwa lata. Od racjonalnej krytyki oczekiwałbym, aby zawierała konkretne przykłady braku niezależności lub niezawisłości w orzecznictwie Izby Dyscyplinarnej SN" - dodał.

Sędzia Morawiec to była prezes Sądu Okręgowego w Krakowie i prezes Stowarzyszenia Sędziów "Themis". Prokuratura zamierza postawić jej zarzuty przywłaszczenia środków publicznych, działania na szkodę interesu publicznego w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, nadużycia uprawnień i przyjęcia korzyści majątkowej. Czyny te są zagrożone karą do 10 lat pozbawienia wolności.

Według prokuratury, sędzia miała przyjąć wynagrodzenie za pracę na rzecz Sądu Apelacyjnego w Krakowie, której nie wykonała i nie miała wykonać, a zawarta przez nią umowa miała charakter fikcyjny i służyła ukryciu wyprowadzenia środków Skarbu Państwa. Z kolei zarzuty naruszenia uprawnień jako funkcjonariusza publicznego i przyjęcia korzyści majątkowej prokuratura chce przedstawić w związku z wyrokiem wydanym przez skład orzekający pod przewodnictwem sędzi, korzystnym dla oskarżonego o spowodowanie uszczerbku na zdrowiu swojej żony.

Morawiec jednoznacznie odpiera te zarzuty. W rozmowie z PAP zwróciła uwagę, że w podobnej sytuacji jest wielu innych sędziów w Polsce. "Stawia się zarzuty z wnioskami o uchylenie immunitetu sędziom, w ogóle z nimi nie rozmawiając, nie przesłuchując ich nawet w charakterze świadka" – wskazała.

Sędzia Morawiec w styczniu ubiegłego roku wygrała nieprawomocnie proces cywilny z ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobro. Sąd uznał wtedy, że szef MS musi przeprosić w oświadczeniu na stronie internetowej resortu sędzię Morawiec za naruszenie jej dóbr osobistych, poprzez podanie w komunikacie resortu sprawiedliwości, opublikowanym przy okazji odwołania sędzi, niezwiązane w żaden sposób z nią informacje o zatrzymaniach w ramach śledztwa dotyczącego korupcji w krakowskich sądach. Minister sprawiedliwości ma też wpłacić 12 tys. zł na Fundację Dom Sędziego Seniora. Minister złożył apelację od tego wyroku.