Jedno głosowanie, a tyle nerwów, sprzeczek i wycieczek osobistych, że i posłowie mogliby się czegoś nowego od sędziów nauczyć. I kto by przypuszczał, że posiedzenia Krajowej Rady Sądownictwa mogą być aż tak emocjonujące. A wszystko zaczęło się tak…
Zwykły konkurs, w zwykłym sądzie. KRS rozpatruje kandydatury osób, które aplikują na stanowisko sędziego Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Miejsca do obsadzenia są dwa. Wszystko toczy się normalnym rytmem. Aż do momentu, gdy okazuje się, że trzech kandydatów uzyskuje taką samą bezwzględną większość głosów. Zatem wskazań jest więcej niż wolnych stanowisk w sądzie. To jeszcze nie tragedia.
Uchwalony w 2019 r. regulamin KRS przewidział taką sytuację. Głosowanie zostaje powtórzone. Wynik jednak nie daje rozstrzygnięcia. I zaczynają się schody. Regulamin bowiem jasno stanowi, że głosowanie można powtórzyć tylko raz. Członkowie KRS zaczynają się więc głowić, co z tym fantem zrobić. Ze strony Rafała Puchalskiego, notabene rekomendowanego przez KRS do Sądu Najwyższego, pada propozycja powtórzenia głosowania. To wywołuje sprzeciw części członków rady. Sędzia Paweł Styrna przypomina, że głosowanie można powtórzyć, gdy dojdzie do naruszenia zasad postępowania. I chce, aby Rafał Puchalski wskazał, jakie zasady naruszono. W odpowiedzi słyszy, że konstytucyjne. Sędzia Styrna nie daje jednak za wygraną i docieka, który artykuł ustawy zasadniczej reguluje zasady postępowania przed KRS. Do dyskusji włącza się sędzia Dagmara Pawełczyk-Woicka. Jej zdaniem regulaminem KRS powinien zająć się Trybunał Konstytucyjny. Terasa Kurcyusz-Furmanik, sędzia WSA delegowana do Naczelnego Sądu Administracyjnego, twierdzi jednak, że regulamin jest aktem wewnętrznym i nie podlega kontroli TK. Jej głos popiera Wiesław Johann, sędzia TK w stanie spoczynku.
W tym miejscu warto przerwać narrację i wspomnieć, oczywiście dyskretnie i z zachowaniem należytego szacunku dla tak wysokich rangą sędziów, o wyroku TK z 4 grudnia 2012 r. w sprawie sygn. akt U 3/11. Wówczas sąd konstytucyjny badał regulamin SN. Było to możliwe, gdyż uznał, że zaskarżony przepis regulaminu cechowały abstrakcyjność i generalność, a skoro tak, to mógł on zostać uznany za „przepis prawa” w rozumieniu art. 188 pkt 3 konstytucji. Zgodnie z nim TK orzeka w sprawach zgodności m.in. z konstytucją przepisów prawa wydawanych przez centralne organy państwowe. Ponadto TK stwierdził, że zgromadzenie ogólne sędziów SN, które ów regulamin uchwaliło, jest centralnym organem państwowym. A to m.in. dlatego, że jest to jednostkowy w skali państwa organ, którego utworzenie jest obligatoryjne. Oczywiście to, że TK zbadał regulamin SN, nie oznacza, że chciałby pochylić się także nad regulaminem innego centralnego organu państwowego, jakim z pewnością jest KRS. Nie można jednak twierdzić, że z góry jest to sprawa przegrana.
Ale dość już tych szpileczek z mojej strony, zwłaszcza że złośliwości na ostatnim posiedzeniu KRS nie brakowało. Koniec końców wniosek sędziego Puchalskiego o reasumpcję głosowania nie przeszedł. Ten jednak nie poddał się i złożył wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy. Ustawa o KRS taką możliwość przewiduje, ale wówczas, gdy wystąpią nowe okoliczności. I znów sędzia Styrna bezlitośnie domagał się od Puchalskiego wskazania owych „nowych okoliczności”. Wtórował mu przewodniczący Leszek Mazur, podkreślając, że zajęcie się na nowo rozstrzygniętym konkursem mogłoby sprawiać wrażenie manipulacji. Sędzia Puchalski twierdził jednak, że nową okolicznością, o której nie wiedzieli w momencie głosowania członkowie KRS, był… wynik głosowania! Ostro zareagował na to sędzia Styrna, stwierdzając, że sytuacja przypomina mu film pt. „Piłkarski poker”, który opowiada o korupcji w świecie piłki nożnej. „Ja w piłkarskim pokerze nie zamierzam brać udziału” – podkreślił. Że nie weźmie udziału w ponownym głosowaniu nad kandydaturami do WSA w Warszawie zadeklarował również przewodniczący Mazur. Na nic to się jednak zdało, gdyż ostatecznie wniosek sędziego Puchalskiego znalazł akceptację większości członków rady.
Gdy obserwowałam całe to zamieszanie, tłukło mi się po głowie tylko jedno pytanie: no i po co, rado, uchwalałaś swój regulamin? Gdybyś, jak to było przez kilka tygodni 2019 r., procedowała bez żadnego trybu, do opisanej sytuacji w ogóle by nie doszło. Ach, ta nadgorliwość!