W 2015 r. w zależności od miesiąca liczba osób tymczasowo aresztowanych wahała się od 6,2 do 4,1 tys. Pod koniec czerwca br. w aresztach śledczych przebywało 8937 osób, wobec których zastosowano ten najsurowszy środek zapobiegawczy. Wzrost o 100 proc. to w dużej mierze wynik zmiany przepisów i powrót w kwietniu 2016 r. do starego brzmienia art. 258 par. 2 kodeksu postępowania karnego (Dz.U. z 2016 r. poz. 437).

Zgodnie z tym przepisem, jeżeli oskarżonemu zarzuca się popełnienie zbrodni lub występku zagrożonego karą pozbawienia wolności, której górna granica wynosi co najmniej 8 lat, albo gdy sąd pierwszej instancji skazał go na karę pozbawienia wolności nie niższą niż 3 lata, potrzeba zastosowania tymczasowego aresztowania w celu zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania może być uzasadniona grożącą oskarżonemu surową karą.

Jednakże 17 lipca ub. roku Trybunał Konstytucyjny wydał postanowienie sygnalizacyjne (sygn. akt S3/19), stwierdzając, że stosowanie tymczasowego aresztowania ze względu na surowość kary grożącej oskarżonemu stanowi uchybienie, którego usunięcie jest niezbędne do zapewnienia spójności systemu prawnego Rzeczypospolitej Polskiej. W ocenie TK niezgodny z konstytucją pozostaje też brak jednoznacznie określonych przesłanek przedłużenia tymczasowego aresztowania po wydaniu przez sąd pierwszej instancji pierwszego wyroku w sprawie.

Treść przepisu to jedno…

– To jest problem systemowy. Oczywiście przepisy mogłyby zostać zmienione, ale dużo winy za istniejącą sytuację ponoszą sądy. W art. 258 par. 2 k.p.k. mowa jest o zagrożeniu karą, niestety sądy interpretują to jako ustawowe zagrożenie karą, w oderwaniu od tego, co grozi konkretnej osobie za zarzucany jej czyn. W efekcie o zastosowaniu tymczasowego aresztowania często decyduje sama kwalifikacja prawna, którą przyjął prokurator – mówi dr Małgorzata Pyrcak-Górowska z Uniwersytetu Jagiellońskiego, adwokat. – Problem ten nasila się wtedy, gdy na etapie postępowania przygotowawczego sąd nie dokonuje weryfikacji, czy ta kwalifikacja prawna jest prawidłowa. Oczywiście nie zawsze tak to wygląda, ale z ubiegłorocznego raportu Court Watch Polska wynika, że w połowie spraw sądy utożsamiały realnie grożącą karę z ustawowym zagrożeniem.

Autorzy wspomnianego raportu („Aktualna praktyka stosowania tymczasowego aresztowania w Polsce”) przypominają, że zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka surowość grożącej kary nie powinna samoistnie przesądzać o zastosowaniu tymczasowego aresztowania. „Analizie należy poddać wpływ, jaki może ona mieć na zachowanie podejrzanego w indywidualnej sytuacji. Jeśli inne okoliczności za tym przemawiają, w sytuacji niskiego ryzyka ucieczki lub utrudniania śledztwa sama groźba wysokiej kary nie powinna być powodem pozbawienia wolności”.

Taka praktyka prowadzi do tego, że wraz z podwyższaniem sankcji za poszczególne przestępstwa automatycznie rośnie liczba osób tymczasowo aresztowanych. Przykładowo za pomocą tarczy 4.0. (Dz.U. z 2020 r. poz. 1086 ) został wprowadzony do kodeksu karnego art. 278a dotyczący kradzieży szczególnie zuchwałej, za którą grozi kara do 8 lat więzienia. Będzie to np. kradzież kieszonkowa 10 zł (bo przy kradzieży szczególnie zuchwałej wartość mienia nie ma znaczenia). A to rodzi ryzyko stosowania tymczasowego aresztu w naprawdę błahych sprawach. Zwłaszcza że wciąż w aż 95 proc. przypadków sądy przychylają się do wniosków prokuratury.

Zdaniem dr Pyrcak-Górowskiej jest możliwa prokonstytucyjna wykładnia art. 258 par. 2, co wymagałoby od sądu analizy, czy zagrożenie wysoką karą wpływa na możliwość ucieczki lub wzmaga obawy przed matactwem. – Jednak z jakichś przyczyn tak się nie dzieje, dlatego obawiam się, że bez zmiany przepisów praktyka sądów się nie zmieni. W teorii tymczasowe aresztowanie jest środkiem ostatecznym, przed którym pierwszeństwo mają środki nieizolacyjne jak dozór policji, poręczenie majątkowe bądź zakaz opuszczania kraju czy nawet mieszkania. I choć art. 257 par. 1 mówi wprost o tym, że tymczasowego aresztowania nie stosuje się, jeżeli wystarczający jest inny środek zapobiegawczy, w rzeczywistości areszt jest domniemanym środkiem, po który sięga się w pierwszej kolejności – podkreśla dr Pyrcak-Górowska. Dodaje, że podobnie jest ze środkami zabezpieczającymi. W tym przypadku również w pierwszej kolejności sięga się po te najbardziej ingerujące, pomimo prymatu środków wolnościowych.

Senat obiecuje nowelizację

Kolejny problem, na jaki zwraca uwagę ubiegłoroczny raport Court Watch, to długość stosowania tego środka zapobiegawczego. „W zdecydowanej większości analizowanych spraw były stosowane przez cały czas postępowania karnego. Sądy w znikomym stopniu sprawdzają, czy podstawy dla niezbędności środka izolacyjnego utrzymują się na późniejszych etapach postępowania i powszechnie podchodzą w sposób bezkrytyczny do tempa prowadzenia czynności przez organy ścigania, przedkładając «dobro śledztwa» nad prawo do wolności osobistej”.

Choć co do zasady obowiązek wykonania orzeczenia TK powstaje niezwłocznie, już w momencie ogłoszenia go w dzienniku urzędowym, a zobowiązane do tego są wszystkie podmioty mające zdolność inicjatywy ustawodawczej (od prezydenta, przez Parlament, rząd do 100 tys. obywateli), przez rok nikt nie podjął się przygotowania nowelizacji, która wykonałaby postanowienie sygnalizacyjne TK. – Sukcesywnie realizujemy wyroki TK. Jest wiele orzeczeń TK, które oczekują jeszcze dłużej. Jeśli chodzi o wykonanie orzeczenia dotyczącego zasad stosowania tymczasowego aresztowania, już się do tego przygotowujemy i mogę zadeklarować, że komisja ustawodawcza Senatu opracuje odpowiednią inicjatywę jesienią – mówi jej przewodniczący, Krzysztof Kwiatkowski.

RPO: prawo do kontaktu z obrońcą jest naruszane

Do rzecznika praw obywatelskich wciąż wpływają liczne skargi na ograniczanie możliwości kontaktu aresztowanego z pełnomocnikiem, zarówno osobiście, jak i telefonicznie. RPO wystąpił więc do ministra sprawiedliwości o podjęcie działań mających na celu wyeliminowanie niezgodnego z prawem postępowania prokuratury i służby więziennej. Chodzi przede wszystkim o odmowę organu, do którego dyspozycji pozostaje aresztowany (najczęściej jest to prokurator), zgody na telefoniczny kontakt z adwokatem lub radcą prawnym. Jako powód podaje się zwykle brak odpowiedniego systemu weryfikowania głosu i tożsamości rozmówcy, który pozwoliłby rozwiać wątpliwości czy aresztowany kontaktuje się tylko z obrońcą, czy także z innymi osobami (gdyż rozmowy nie są kontrolowane).

Problem w tym, że nie ma podstawy prawnej, która pozwoliłaby na odmowę z takiej przyczyny. Procedury przewidują, że to funkcjonariusz służby więziennej wybiera numer obrońcy, potwierdza jego tożsamość, a następnie blokuje klawiaturę telefonu tak, by oskarżony nie mógł zadzwonić do nikogo innego. System rozpoznawania głosu nie jest więc konieczny i organ nie może uzależnić zgody na rozmowę telefoniczną od jego istnienia.

Inne przypadki naruszania prawa do kontaktów z obrońcą dotyczą spotkań osobistych. Chodzi o to, że widzenia odbywają się w pomieszczeniach monitorowanych. Służba więzienna utrzymuje, że urządzenia rejestrują tylko obraz, a nie dźwięk. Ma to zapobiec przekazywaniu niedozwolonych przedmiotów aresztowanemu przed jego pełnomocnika. Przeciw takiemu stawianiu sprawy protestuje jednak nie tylko RPO, ale też Naczelna Rada Adwokacka. Jej zdaniem monitoring wizyjny może prowadzić do naruszenia tajemnicy adwokackiej. Służba więzienna ma zaś inne metody zapobiegania przemycaniu przedmiotów przez pełnomocników, choćby przez przeszukiwanie ich przy wejściu do aresztu. Samorząd adwokacki podnosi ponadto, że w ciągu ostatniego roku nie zgłoszono mu żadnych przypadków próby dostarczania takich niedozwolonych przedmiotów przez adwokata.