Opinia prokuratorii przedłożona w ramach opiniowania poselskiego projektu nowelizacji ustawy o komisji weryfikacyjnej (przez niektórych błędnie nazywanego ustawą reprywatyzacyjną) jest dla poselskich pomysłów druzgocąca. Tak zwani adwokaci państwa piszą wprost, że wprowadzenie rozwiązań, które znalazły się w projekcie, byłoby nie do pogodzenia z konstytucyjnymi normami.

Generalna odmowa

Chodzi o proponowaną zmianę art. 214a ustawy o gospodarce nieruchomościami (dalej: u.g.n.). Posłowie chcą znacznie rozszerzyć odmowne przesłanki dekretowe. W największym uproszczeniu chodzi o to, by nie trzeba było zwracać nieruchomości uprawnionym do ich odzyskania. W zamian za to uprawnieni otrzymaliby odszkodowania.

„Nowa przesłanka odmowy ustanowienia prawa użytkowania wieczystego dodana w punkcie 6 ma na celu ochronę praw lokatorów. Wskazać należy, iż obowiązujący obecnie przepis 214a u.g.n. całkowicie pomijał ochronę tej kategorii osób” – czytamy w uzasadnieniu poselskiego projektu. I dalej, że „postulowane zmiany legislacyjne stwarzają gwarancję ochrony praw lokatorów, w skład której często wchodzą najmniej zaradne grupy społeczne, którym system prawny powinien zapewnić należytą ochronę”.

Szkopuł w tym, że zdaniem prokuratorii tworzenie systemu gwarancyjnego dla lokatorów nie może odbywać się z pokrzywdzeniem uprawnionych do uzyskania decyzji zwrotowej.

Przykładowo projektodawca chce, by odmawiać zwrotu ze względu na „niemożność pogodzenia z prawidłowym ukształtowaniem stosunków sąsiedzkich”. Zdaniem prokuratorii zaś przesłanka ta wywołać może niebezpieczeństwo relatywizmu postrzegania wartości, do których odsyła. Innymi słowy, decyzje, w których podstawę odmowy stanowić będzie ta klauzula generalna, nie ostaną się – zdaniem PGRP – po weryfikacji sądowoadministracyjnej. Powodem będzie niejednolite rozumienie pojęcia „prawidłowego ukształtowania stosunków sąsiedzkich” przez organy stosujące prawo.

Kolejne zastrzeżenie prokuratorii dotyczy przesłanki odmownej w postaci „braku uprawdopodobnienia przez osobę uprawnioną, że jest w stanie ponieść koszty utrzymania nieruchomości, wykonania obowiązków wynikających z przepisów o ochronie zabytków o opiece nad zabytkami lub dostosowania nieruchomości bądź jej części do stanu zgodnego z przepisami prawa budowlanego”. W ocenie prokuratorii powstaje obawa, czy coś takiego byłoby dopuszczalne. Choćby dlatego, że zły stan warszawskich budynków wynika często ze złej gospodarki przez okres kilkudziesięciu lat przez Skarb Państwa lub miasta. W efekcie prawo uprawnionego zostałoby uzależnione od tego, czy jest w stanie łożyć na nieruchomość, na którą nie chciało łożyć przez wiele lat państwo.

Wiele wskazuje jednak na to, że tej konkretnej przesłanki w ostatecznie uchwalonej ustawie nie będzie. Sejmowa komisja sprawiedliwości wsłuchała się bowiem w głos prokuratorii, uznając, że rzeczywiście byłaby to sytuacja nieakceptowalna.

Prokuratoria przypomina rządzącym, że ograniczenia prawa własności oraz użytkowania wieczystego są prawnie dopuszczalne, ale jedynie wówczas, gdy jest to konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i wolności publicznej albo wolności i praw innych osób. Zatem na ustawodawcy spoczywa ciężar wykazania, że wszelkie ograniczenia dla uprawnionych są podyktowane potrzebami ochrony wyższego celu.

– Częściowo zgodziliśmy się z uwagami PGRP, ale nadrzędnym celem ustawy jest poprawa sytuacji lokatorów i lokalnych wspólnot. Dlatego uważamy, że ustawa powinna przede wszystkim zabezpieczać ich prawa – podkreśla Sebastian Kaleta, przewodniczący komisji weryfikacyjnej, a zarazem jeden z posłów projektodawców.

Bez ustawy reprywatyzacyjnej

Projekt ustawy niektórzy określają mianem ustawy reprywatyzacyjnej. A to dlatego, że przewiduje on w praktyce uniemożliwienie zwrotów nieruchomości, które są zajmowane przez lokatorów. Od dawna o to zabiegały środowiska lokatorskie. Ich zdaniem bowiem największe patologie wynikały stąd, że pojawiał się nowy właściciel, któremu zależało na pozbyciu się „lokatorskiej wkładki”. Wówczas dochodziło do rugów lokatorskich – podnoszenia opłat, odcinania mediów, a nawet zabijania okien deskami. Gdy zaś przestaną być zwracane nieruchomości z lokatorami, patologii powinno być znacznie mniej. Tak też uważa zresztą projektodawca. W uzasadnieniu wskazuje, że dotychczasowa działalność komisji weryfikacyjnej ujawniła częste przypadki podejmowania wobec dotychczasowych lokatorów przez beneficjentów decyzji reprywatyzacyjnych działań niezgodnych z prawem, polegających najczęściej na celowym uniemożliwieniu właściwego korzystania z nieruchomości poprzez przeprowadzanie pozornych remontów, odcinanie dostępu do mediów oraz możliwości swobodnego poruszania się w częściach wspólnych nieruchomości służącej do komunikacji.

Zarazem jednak projekt ustawy reprywatyzacyjnej z 2017 r., która ostatecznie nie została uchwalona, szedł znacznie dalej w swych założeniach. Zakładał bowiem wygaszenie roszczeń reprywatyzacyjnych poprzez wypłatę rekompensat w ustawowo określonej kwocie osobom uprawnionym. W ten sposób – zdaniem Ministerstwa Sprawiedliwości, w którym powstał projekt – udałoby się wreszcie zamknąć ciągnącą się od dziesięcioleci reprywatyzacyjną sagę, która nie ma końca. Co istotne, żaden państwowy organ nie jest w stanie policzyć, jaką wartość mają nieruchomości, co do których mogą zostać wysunięte roszczenia zwrotowe lub odszkodowawcze. 

Etap legislacyjny

Projekt po I czytaniu