Ogromne emocje, wzajemne oskarżenia o kłamstwa i zapowiedzi pozwów. W takiej atmosferze przebiegało uchwalanie dużej nowelizacji kodeksu karnego. Co z tego wynikło?
„Państwo nie może tolerować kłamstwa, które uderza w jego podstawy, które sprawia, że zaufanie obywateli zostanie zachwiane. Szczególnie, gdy kłamią prawnicy, profesorowie jednej z najznamienitszych uczelni w Polsce, a nawet na świecie. Uczeni Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, którzy byli do tej pory niekwestionowanymi autorytetami w dziedzinie prawa” – tak Ministerstwo Sprawiedliwości 15 czerwca ub.r. uzasadniało konieczność pozwania ekspertów z fundacji Krakowski Instytut Prawa Karnego, w której udzielają się głównie prawnicy związani z UJ. Była to odpowiedź na bardzo krytyczną opinię do nowelizacji kodeksu karnego.
Natychmiast zareagowały władze uczelni, które „z niepokojem oraz niedowierzaniem” przyjęły komunikat o pozwie. Jak podkreślały, kierowanie oskarżeń przez organy władzy państwowej wobec osób wyrażających swoje opinie w ważnych sprawach publicznych godzi w fundamenty porządku prawnego, a zdaniem Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka podobne pozwy mogą wywoływać efekt mrożący, uniemożliwiający w przyszłości debatę publiczną na temat stanowionego prawa.
Reklama
Nie minęło 48 godzin, a okazało się, że zapowiedzianego pozwu jednak nie będzie. Wtedy do kontrataku przystąpili pomówieni naukowcy.
– Nie może być tak, że urząd państwowy i jego przedstawiciele bezpodstawnie mówią, że obywatel kłamie, i nic się z tym dalej nie dzieje. Dlatego sprawa wycofanej przez MS zapowiedzi pozwu przeciwko karnistom staje się sprawą pozwu karnistów przeciwko Ministerstwu Sprawiedliwości – mówił wówczas dr Mikołaj Małecki, szef krakowskiego instytutu. Dodając, że nawet w oświadczeniu o rezygnacji z pozwu minister sprawiedliwości powtórzył tezy o manipulacji i kłamstwie.
To mógł być bezprecedensowy proces, gdyby nie to, że – jak się okazuje – pozwu ekspertów przeciwko ministerstwu… też nie będzie.
– Ostatecznie nie zdecydowaliśmy się na ten krok. Między innymi dlatego, że ministerstwo po cichu usunęło ze strony internetowej oszczerczy komunikat. Także linki do niego już nie są aktywne – tłumacz dr Małecki.