Drastyczne ograniczenia swobód i wolności obywatelskich w celu walki z koronawirusem wprowadzane są w sposób sprzeczny z konstytucją. A nie trzeba jej łamać, by działać efektywnie
Obowiązująca od 25 marca nowelizacja rozporządzenia ministra zdrowia w sprawie ogłoszenia na obszarze RP stanu epidemii została opublikowana w Dzienniku Ustaw dzień wcześniej, na krótko przed północą. Ten akt wykonawczy przewiduje w okresie od 25 marca do 11 kwietnia liczne ingerencje w gwarantowane konstytucyjnie prawa. W obawie przed rozprzestrzenianiem się epidemii ograniczono swobodę poruszania się, gromadzenia się, uczestnictwa w sprawowaniu kultu religijnego czy prowadzenia działalności gospodarczej (zakaz przewożenia więcej niż połowy pasażerów środkami komunikacji publicznej przerzuca na podmioty gospodarcze obowiązek finansowania strat wynikających z nierentownych kursów).
Tymczasem zgodnie z art. 31 ust. 3 konstytucji choć można, gdy jest to konieczne m.in. dla zapewnienia bezpieczeństwa, porządku publicznego czy ochrony zdrowia, ustanawiać tego typu ograniczenia w korzystaniu z konstytucyjnych wolności, to tylko w ustawie. Znajdująca się w art. 46 ust. 2 i 4 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1239 ze zm.) delegacja upoważnia ministra do ustanowienia w drodze rozporządzenia m.in. czasowego ograniczenia określonego sposobu przemieszczania. Tymczasem rozporządzenie wprowadza generalny zakaz, od którego są ewentualne wyjątki. Sama ustawa przewiduje też m.in. możliwość wprowadzenia czasowego ograniczenia lub zakazu obrotu określonymi produktami czy zakazu organizowania widowisk i zgromadzeń ludności.