statystyki

O potrzebie segregacji śmieci. Także prawnych [Felieton Kidyby]

autor: Prof. Dr Hab. Andrzej Kidyba21.01.2020, 11:39; Aktualizacja: 21.01.2020, 11:40
Mam wrażenie, że kodeks spółek handlowych z aktu stabilnego, przemyślanego, dopracowanego stanie się niedługo legislacyjnym śmietnikiem. fot. radoma/Shutterstock

Mam wrażenie, że kodeks spółek handlowych z aktu stabilnego, przemyślanego, dopracowanego stanie się niedługo legislacyjnym śmietnikiem. fot. radoma/Shutterstockźródło: DGP

Powszechna już, miejmy nadzieję, segregacja odpadów powinna dotyczyć także prawa.

T ytuł sugeruje, że zajmować się będę ustawą z 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 2010) i przepisami wykonawczymi do niej. Nic podobnego. Felieton dotyczyć będzie kodeksu spółek handlowych. Jego przepisy weszły w życie 1 stycznia 2001 r., ale w tym roku mija 20 lat od uchwalenia kodeksu, co stało się 15 września 2000 r. Może więc ten felieton jest o rok za wcześnie? A może warto było poczekać co najmniej do września? Wydaje się, że styczniowy numer będzie jednak w porządku, bowiem chciałbym odnieść się raczej do końcowego etapu przygotowania, gdy trwały jeszcze prace nad kształtem i treścią kodeksu. Jak inaczej to wyglądało niż teraz! Mędrcy byli mędrcami, jak ktoś nie miał nic do powiedzenia, to milczał. Jakże zmieniło się to wszystko w ciągu zaledwie 20 lat!

Prace nad kodeksem trwały kilka lat. Już w 1997 r. nieistniejąca dziś Komisja Kodyfikacyjna Prawa Cywilnego uznała za jeden ze swoich priorytetów przygotowanie aktu, który miałby zastąpić kodeks handlowy. I to był dobry dobrego początek. Powołano w związku z tym zespół problemowy nazywany SSS. Od nazwisk profesorów: S. Sołtysińskiego, A. Szajkowskiego i J. Szwai. Co ciekawe, do tego czasu osoby te zajmowały się problematyką własności intelektualnej. Jak się okazało, podkład intelektualny był tak duży, że przygotowali oni dobry projekt, który stał się podstawą szerokiej dyskusji. Nadmienić należy, że w toku prac zespołu jedno S zostało zastąpione przez inne, tj. prof. J. Szwaję zastąpił prof. A. Szumański.

W 1998 r. prace nad projektem toczyły się najpierw w komisji kodyfikacyjnej, z udziałem m.in. profesorów Z. Radwańskiego, T. Erecińskiego, A. Całusa, M. Kępińskiego, A. Mączyńskiego, M. Pazdana, J. Rajskiego, F. Zedlera, Cz. Żuławskiej. Przepraszam niewymienionych praktyków – członków komisji, ale brak miejsca. Tak przepracowany projekt został opublikowany i rozpoczęła się dyskusja. Prawdziwa dyskusja. Nic nie odbywało się pokątnie, ale dosłownie wszyscy mogli się wypowiedzieć. Tak więc były konferencje w Polskiej Akademii Nauk, na Uniwersytecie Warszawskim, w Berlinie i wielu, wielu innych miejscach. Projekt stał się przedmiotem prowadzonego dyskursu naukowego, nie tylko chwalącego, co było przewagą, ale i krytyki. Pamiętam m.in. głos prof. K. Kruczalaka, który zgłosił wątpliwości związane z koncepcją zaskarżania uchwał w spółkach kapitałowych. Okazał się proroczy, gdyż do dziś z jasną, jak się wówczas wydawało, regulacją mamy poważne problemy i nie wiadomo, jak ją rozgryźć. Następnie poprawki dokonywane przez Zespół, nie takie znów małe, i projekt komisji kodyfikacyjnej stał się projektem Ministerstwa Sprawiedliwości. Potem Sejm i bardzo ciekawe prace nad kodeksem. Pozytywne recenzje – co okazało się ważne – w imieniu wszystkich opcji politycznych, różniących się przecież, przygotowali w nadzwyczajnej zgodzie profesorowie (w kolejności alfabetycznej) J. Frąckowiak, A. Kidyba, W. Popiołek, A. Witosz.

Kodeks nie okazał się idealny, bo mimo tylu profesorskich głów, głosu praktyków itd. trzeba było dosyć szybko, bo już w 2002 r., dokonać tzw. dużej nowelizacji. Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo przygotowaniu kodeksu towarzyszyło kilka cech: jawność, transparentność, otwartość, merytoryczność, co w ostateczności przełożyło się na akt, którego nikt, ani jego protagoniści, ani krytycy, nie mogli się wstydzić.

Pierwsze zmiany na gorsze

Natomiast od pewnego momentu nastąpiła zapaść, nie waham się użyć tego słowa, gdy chodzi o kodyfikacyjną kulturę prawną. Nie wiem, w którym momencie się to stało. Chyba jednak w 2008 r., gdy w budzący zdziwienie sposób (jak się okazało, na tamte czasy, bo współcześnie to nie dziwi), już nie tak transparentny i merytoryczny, obniżono kapitał zakładowy spółce z o.o. do 5 tys. zł. Opisywałem proces tych zmian wielokrotnie, gdyż brałem udział w pracach komisji sejmowej z – jak mi się wówczas wydawało – sukcesem polegającym na tym, że projekt niczym nieuzasadnionych, wyrywkowych, pozasystemowych zmian „upadł”. Jak się szybko okazało, upadł i podniósł się w innej komisji sejmowej, tak że obudziliśmy się z ustawą z 23 października 2008 r. o zmianie ustawy – Kodeks spółek handlowych (Dz.U. z 2008 r. nr 217, poz. 1381). Od tego momentu, w którym niektórzy spróbowali już tworzenia prawa bocznymi ścieżkami, coś zaczęło się psuć. Jednak tylko trochę. Przypomnę bowiem wielką, publiczną dyskusję – co odebrałem bardzo pozytywnie – na temat spółki beznominałowej, w której wyniku projekt został zablokowany. I dobrze. Ostatnio, w trochę węższym gronie udało się powstrzymać projekt nieprzemyślanych przepisów o „odpowiedzialności przebijającej” czy kuriozalne i głupie propozycje dopuszczenia zbycia części ogółu praw i obowiązków w spółkach osobowych.


Pozostało jeszcze 62% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

  • StAAbrA (2020-01-23 21:41) Zgłoś naruszenie 00

    Segregacja i utylizacja schmaltzgojów , UBywateli i folksgojczów - od narodu , też uważam , że powinna być przeprowadzona ... Subito . O holokaście nie wspomnę .

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane