statystyki

Kidyba: Prawo to woda czysta [FELIETON]

autor: Prof. Dr Hab. Andrzej Kidyba07.12.2019, 08:30
Może więc warto zacząć od początku i wyjaśnić, na czym polega problem. A ma on kapitalne znaczenie. Nie chodzi więc tylko o jakąś definicję, ale o sprawy takiej wagi, że jeżeli np. w praktyce ktoś będzie się na taki pogląd powoływał, może „wywrócić” spółkę.

Może więc warto zacząć od początku i wyjaśnić, na czym polega problem. A ma on kapitalne znaczenie. Nie chodzi więc tylko o jakąś definicję, ale o sprawy takiej wagi, że jeżeli np. w praktyce ktoś będzie się na taki pogląd powoływał, może „wywrócić” spółkę.źródło: ShutterStock

Jeśli będziemy tworzyć koncepcje nieugruntowane i nieuzasadnione jurydycznie, to powstanie chaos.

M am świadomość, że wielu czytelników czeka na coś mocnego, związanego z cudami na opisywanym ostatnio egzaminie z prawa handlowego. Nie dotykałbym tego tematu, gdyby w mediach mleko się nie rozlało. Jednak ponieważ trwa proces wyjaśniania zdarzeń egzaminacyjnych, od początku postanowiłem nie wypowiadać się w tej kwestii do czasu stosownych rozstrzygnięć. Po prostu jest to postępowanie obok mnie, w którym w żaden sposób nie uczestniczę i nie chcę uczestniczyć. Sam jestem ciekawy, czy to cud, czy nie cud. Co nie znaczy, że kiedyś nie zabiorę głosu.

A więc dzisiaj o czymś innym. Niektórym może się wydawać, że redagowanie tekstów to sprawa prosta, łatwa i przyjemna. Otóż, jeżeli chce się to zrobić dobrze, to jest trudna i męcząca. A czasem wykańczająca. Dotyczy to w szczególności opracowań, w których jest wielu autorów z odmiennymi warsztatami, poglądami, a często manierami.

Trud redaktora

Jakież to uczucie – dojść do etapu, w którym zaczyna się być nudnym z tego powodu, że te redakcje się udają. Przywołuję po raz kolejny tekst P. Słowika „Profesor Kidyba jest już nudny” w DGP (nr 166/2018), gdyż nie ukrywam, sprawił mi on prawdziwą satysfakcję i był nagrodą za lata redakcji prac naukowych tak, że wygląda to na zadanie proste, łatwe i przyjemne. W szczególności to ostatnie jest najtrudniejsze. Rozmowy z autorami, krytyczne uwagi często powodują ich „stawanie dęba”, obrażanie się. Całe szczęście, że to mniejszość, ale wybujałe ego pracowników naukowych trudne jest czasem do ogarnięcia. Dlatego proszę sobie wyobrazić redagowanie tekstów kilkudziesięciu autorów z kilkunastu ośrodków naukowych, tak aby czytelnik uzyskał opracowanie ujednolicone nie tylko pod względem formy, ale i treści. I przez te lata, kiedy podejmowałem się zredagowania kilkunastu książek, jakoś dało się redaktorowi żyć. Ale nic nie trwa wiecznie i przyszło mi się zmierzyć z czymś, czego jeszcze nie widziałem, i to nie w kategoriach cudu. Dlaczego o tym piszę? Bo nuda się skończyła. Widocznie wszystko musi być szybkie i płaskie. Podejmując trud redakcji kolejnego już wydania dzieła o objętości ok. 2500 stron, przy udziale ok. 40 autorów – jak już wspomniałem, musiałem się zderzyć z czymś, czego jeszcze nie znałem. Do nauki weszła bowiem buta – jako nowa cecha naukowca.

Rolą redaktora jest bycie w cieniu, nienarzucanie się z treścią, bo już z formą tak (np. ujednolicenie systematyki i podziału tekstu, przypisów, bibliografii itp.). Źle jest, gdy jeden autor pisze, że coś jest zielone, a drugi, że czerwone. Wtedy należy dopuścić do tego, aby były zaprezentowane poglądy prowadzące do zieleni lub czerwieni. Ale twierdzenie na jednej stronie, że coś jest tak, a na drugiej przez innego, a czasem nawet tego samego autora, że inaczej, prowadzi czytelnika do schizofrenii. A z niej powinien uleczyć redaktor. Medykamentów na taką dolegliwość nie mamy wiele poza siłą argumentów, ale nie lubię argumentów siły. Są inne możliwości, np.: ingerencja w tekst (tzn. poprawienie go), tak aby był on spójny z innymi tekstami. „Pod redakcją” oznaczono, że autorzy opracowania muszą się czuć bezpiecznie. I pewni, że teksty które napisali spełniają wymogi merytoryczne i formalne. Czasem na początku drogi naukowej tego nie wiemy.


Pozostało 71% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

  • no tak(2019-12-07 20:33) Zgłoś naruszenie 00

    Powiedzmy sobie szczerze - książki prawne i prawnicze prawie nigdy nie mają redaktorów takich jak mieć powinna książka.Te książki to nie tylko dramat stylistyczny, ale najczęściej dzielenie się przemyśleniami, które nikogo nie interesują, poza autorem, i zupełnie nieprzydatnymi w praktyce. Gdyby w tych wydawnictwach był redaktor taki jak trzeba, to by powiedział takiemu autorowi: "słuchaj, nikt takiej książki nie kupi, jest nieczytelna, pełno w niej makaronizmów, zdania piszesz na kilkanaście linijek a przede wszystkim jest nieinteresująca, a my na książkach chcemy zarabiać. Co więcej ten nieinteresujący nudny tekst jest poprzetykany gęsto sygnaturami spraw, które oczywiści musza być w litym tekście, bo nie mogłyby być w stopce." Czasami odnoszę wrażenie, że wydawnictwa prawnicze nie chcą zarabiać. A do tego ceny. Jakby sprzedawali manuskrypty. Leży sobie taka książeczka za 130 zł (ok. 170 stron :))) albo 350 zł w księgarni. Za pół roku może być już tylko papierem toaletowym, bo połowa zdezaktualizowana. Jak wam się to ludziska opłaca?????? p.s. Prawo to nie nauka, bo nauka jest falsyfikowalna. Prawo do "ars". A żeby być artystą, to trzeba mieć taki talent, a nie takie wykształcenie. Większość największych artystów, nie jest nimi dlatego, że mają tytuł naukowy, tylko dlatego, że ludziom podoba się to co tworzą. A komu podoba się twórczość polskich "artystów prawa" ??? :))))

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane