I tak tuż po wejściu w życie nowych regulacji (Dz.U. z 2019 r. poz. 870) policjanci z Krapkowic na Opolszczyźnie zatrzymali do kontroli skodę, której liczbę przejechanych kilometrów zmniejszono prawie o połowę. Stan licznika wynosił 156 tys. km, a podczas ostatniego odczytu w stacji kontroli pojazdów – 342 tys. km. Z kolei policjanci ze Zduńskiej Woli w województwie łódzkim stwierdzili, że w zatrzymanym do kontroli BMW licznik cofnięty był o… 235 tys. km. Zatrzymany 7 stycznia przez radomskich policjantów volkswagen miał na liczniku 210 tys. km, podczas gdy jeszcze 12 listopada ub.r. miał przejechane 360 tys. km.

To tylko najbardziej spektakularne przykłady, bo wiele innych kontroli również wykazało manipulację wskazaniami drogomierza, lecz na mniejszą skalę. Jednak od stwierdzenia tego faktu do ukarania sprawców jeszcze droga daleka.

Zgodnie z art. 306a kodeksu karnego zmiana wskazań drogomierza stanowi przestępstwo, za które grozi od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności. Nie można więc ukarać kierowcy mandatem. Poza tym odpowiedzialności karnej z tego paragrafu podlega zarówno osoba, która fizycznie cofa licznik, jak i ta, która zleca wykonanie takiej zabronionej usługi. Samo stwierdzenie faktu cofnięcia nie oznacza automatycznie winy posiadacza pojazdu. Trzeba jeszcze wykazać, że albo sam tego dokonał, albo poprosił o pomoc np. mechanika.

– W takich sytuacjach mamy podejrzenie popełnienia przestępstwa i policjanci drogówki przekazują sprawę do wydziału dochodzeniowo-śledczego, którzy ustalą okoliczności. Jeśli będzie z nich wynikać, że to właściciel pojazdu zlecił manipulację drogomierza, wówczas usłyszy zarzuty – mówi Radosław Kobryś z biura ruchu drogowego Komendy Głównej Policji.

Oczywiście osoba, która przyzna się do winy i będzie żałowała swojego postępowania, może dobrowolnie poddać się karze i dzięki temu zostać potraktowana łagodniej, łącznie z zastosowaniem instytucji warunkowego umorzenia postępowania.

Warto też dodać, że art. 306a par. 3 k.k. przewiduje łagodniejszą sankcję – karę grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do lat dwóch – w przypadku mniejszej wagi. Co prawda w momencie uchwalania przepisów nawet ich autorzy nie potrafili za bardzo wskazać sytuacji, w których cofnięcie stanu licznika mogłoby być uznane za przestępstwo mniejszej wagi, jednak po wyposażeniu policji w nowe kompetencje przepis nabrał sensu.

– Przy ujawnieniu przez policję ingerencji we wskazania drogomierza mamy do czynienia z normalnym użytkowaniem pojazdu, a nie próbą oszustwa przy jego sprzedaży. To raczej przygotowanie do popełnienia oszustwa. Poza porządkiem publicznym i dobrem wymiaru sprawiedliwości nie ma tutaj pokrzywdzonego. Dlatego takie czyny ujawnione podczas kontroli policyjnej traktowałbym co do zasady jako przypadki mniejszej wagi – mówi dr Mikołaj Małecki, karnista z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

A co z osobami, które nie potrafią wyjaśnić, jak w okresie posiadania przez nich pojazdu doszło do cofnięcia licznika?

– Oczywiście nie ma możliwości automatycznego przypisania odpowiedzialności osobie, która w momencie kontroli użytkuje pojazd. Może to być żona czy dziecko właściciela lub posiadacza pojazdu albo kierowca prowadzący samochód służbowy. Sprawstwo musi być indywidualnie przypisane bez żadnej wątpliwości osobie, która zmieniła przebieg drogomierza albo zleciła tę czynność – zastrzega dr Małecki. – Z drugiej strony właściciel pojazdu jest zobowiązany dbać o to, by bez jego wiedzy nie doszło do ingerencji we wskazania drogomierza, czyli do złamania prawa – dodaje prawnik.

Innymi słowy, jeśli do cofnięcia stanu licznika doszło w okresie posiadania pojazdu przez daną osobę, istnieje domniemanie, że to on jest sprawcą czynu opisanego w art. 306a k.k. Ale to nie zawsze musi być prawda. – Wyobraźmy sobie, że ktoś oddaje samochód do komisu, ale np. przez pół roku auto nie znajduje nabywcy i wraca do właściciela. Tymczasem w tym okresie właściciel komisu mógł zaniżyć przebieg pojazdu, nawet nie informując właściciela. Dlatego w pewnych wyjątkowych sytuacjach przypisanie sprawstwa posiadaczowi pojazdu może nie być możliwe – przyznaje dr Małecki.