Minister sprawiedliwości – prokurator generalny może wnosić kasację od każdego orzeczenia adwokackiego sądu dyscyplinarnego – stwierdziła ID SN. Są wątpliwości, czy do tej uchwały należy się stosować.
Radosław Baszuk, adwokat, były wiceprezes Wyższego Sądu Dyscyplinarnego Adwokatury / DGP
pytanie Czy w postępowaniu dyscyplinarnym adwokatów przepis art. 521 k.p.k. znajduje zastosowanie do postanowień sądu dyscyplinarnego dla adwokatów, czy też art. 91a ustawy z dnia 26 maja 1982 r. – Prawo o adwokaturze w sposób wyczerpujący reguluje zagadnienie dopuszczalności kasacji od rozstrzygnięć wydawanych przez sądy dyscyplinarne dla adwokatów?
odpowiedź W postępowaniu dyscyplinarnym adwokatów art. 521 k.p.k. ma zastosowanie do postanowień sądu dyscyplinarnego dla adwokatów.
(Uchwała składu siedmiu sędziów Sądu Najwyższego z dnia 27 listopada 2019 r., sygn. II DSI 67/18)
To pierwsza uchwała Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, i to od razu wydana w składzie powiększonym. Przez większość adwokatów nazywana jest zamachem na adwokaturę dokonywanym przez prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobrę wespół z sędziami Izby Dyscyplinarnej.

Polowanie na Giertycha

Sprawa, która legła u podstaw wydanej uchwały, dotyczy adwokata Romana Giertycha. Na przełomie 2016 r. i 2017 r. w mediach społecznościowych skrytykował on prokuraturę. Prokurator krajowy poczuł się urażony i poinformował o delikcie dyscyplinarnym rzecznika dyscyplinarnego adwokatury. Ten postępowanie najpierw wszczął, a potem wobec braku znamion czynu zabronionego umorzył. Prokurator zaskarżył tę decyzję, lecz sąd dyscyplinarny przyznał rację rzecznikowi i Giertychowi. Zgodnie z wieloletnią linią orzeczniczą Izby Karnej SN sprawa powinna się zakończyć. Prokurator krajowy wniósł jednak kasację do Izby Dyscyplinarnej SN i skład, do którego kasacja trafiła, postanowił spytać skład powiększony o to, czy może ją rozpatrzyć.
Wątpliwości związane są z tym, że ustawa – Prawo o adwokaturze (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1513 ze zm.), która kompleksowo reguluje zasady postępowania dyscyplinarnego, nie przewiduje możliwości wniesienia kasacji od rozstrzygnięcia sprawy przez adwokacki sąd pierwszej instancji. Taką możliwość daje jednak art. 521 kodeksu postępowania karnego („Prokurator Generalny, a także Rzecznik Praw Obywatelskich może wnieść kasację od każdego prawomocnego orzeczenia sądu kończącego postępowanie”). Powstała zatem wątpliwość, czy przepis k.p.k. należy stosować także do postępowań dyscyplinarnych adwokatów, skoro ustawa korporacyjna sprawę reguluje szczegółowo.
Zdaniem składu orzekającego tak. Sędzia sprawozdawca Adam Tomczyński tłumaczył, że u podstaw takiego rozstrzygnięcia legła wykładnia prokonstytucyjna. Zgodnie z art. 45 ustawy zasadniczej każdemu obywatelowi przysługuje bowiem prawo do sądu i należy je rozumieć jako prawo do zajęcia się sprawą przez sąd powszechny. Jest to szczególnie istotne, gdyż w ocenie ID SN w postępowaniach dyscyplinarnych adwokatów nie ma mowy o równości stron. Jest strona słabsza – pokrzywdzony – oraz silniejsza, adwokat, członek korporacji. Jest też rzecznik dyscyplinarny oraz sąd adwokacki z tej samej korporacji.
– Trzeba wyrównać siłę broni, którymi dysponują pokrzywdzony i adwokat – stwierdził Tomczyński. Formą takiego wyrównania ma być możliwość wnoszenia kasacji przez prokuratora generalnego od każdego rozstrzygnięcia. W praktyce przekłada się to na to, że w każdej jednej sprawie dyscyplinarnej prokurator generalny może złożyć kasację.
– Zgodnie z art. 521 k.p.k. prokurator generalny może składać kasację od każdego prawomocnego postanowienia sądu kończącego postępowanie. A przecież w postępowaniu dyscyplinarnym adwokatów zarzuty mogą być szersze niż w postępowaniu karnym sensu stricto, adwokat odpowiada dyscyplinarnie również za naruszenie etyki zawodowej. Dlaczego więc w postępowaniu karnym dotyczącym zwykłych obywateli PG miałby móc więcej niż w postępowaniach adwokackich? – pytał na łamach DGP prof. Marcin Warchoł, poseł Prawa i Sprawiedliwości, były wiceminister sprawiedliwości.

Wątpliwa izba

Mimo wydania jednoznacznie brzmiącego orzeczenia są wątpliwości co do tego, jakie będzie miało ono znaczenie w praktyce. Po pierwsze, rzecznik dyscyplinarny adwokatury zaznaczył już, że choć Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego będzie mogła nakazywać ponowne zajęcie się sprawą, w której wcześniej nie dopatrzono się uchybień w działaniu członka palestry, to sąd nie może zmusić ani rzecznika dyscyplinarnego, by nie umorzył sprawy, ani sądu adwokackiego, by ponownie nie oddalił odwołania. Może się więc okazać, że postępowania dyscyplinarne niektórych adwokatów będą trwały bardzo długo, będąc w praktyce ping-pongiem między samorządem adwokackim a prokuratorem generalnym i Izbą Dyscyplinarną Sądu Najwyższego. Do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia adwokaci będą mogli wykonywać zawód. Będzie zatem niemożliwe ukaranie adwokata bez żadnego udziału organów samorządu zawodowego.
Po drugie, 5 grudnia 2019 r. Izba Pracy i Ubezpieczeń Społecznych SN wydała wyrok (sygn. akt III PO 7/18), w którym uznała, że Izba Dyscyplinarna nie jest sądem w rozumieniu prawa unijnego. A to oznacza, że nie jest także sądem w rozumieniu prawa krajowego, gdyż Polska, przystępując do Unii Europejskiej, zgodziła się na zasadę pierwszeństwa prawa unijnego nad prawem krajowym. To pokłosie wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z dnia 19 listopada 2019 r., w którym wyznaczono jednoznaczny i precyzyjny standard oceny niezawisłości i bezstronności sądu, jaki obowiązuje we wszystkich krajach Unii, w tym w Polsce. W wyroku z 5 grudnia 2019 r. uznano, że Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego tych standardów nie spełnia.
Tym samym powstaje wątpliwość, jak traktować uchwałę wydaną przez sędziów, którzy zdaniem samego Sądu Najwyższego sędziami nie są i nie mogą wydawać orzeczeń w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej. Część prawników zapowiedziało już, że nie będą się stawiali przed Izbą Dyscyplinarną SN, choćby zostali wezwani. ©℗
rozmowa

Uchwała Izby Dyscyplinarnej wiąże tylko jej składy

Radosław Baszuk, adwokat, były wiceprezes Wyższego Sądu Dyscyplinarnego Adwokatury
Występując w sprawie sędzi Aliny Czubieniak, wraz z mecenasem Jakubem Wende podawali panowie w wątpliwość, czy Izba Dyscyplinarna jest w ogóle sądem. W czwartek Izba Pracy i Ubezpieczeń Społecznych uznała, że nie jest. Wychodzi więc na to, że mieli panowie rację.
Nie chciałbym stawiać tezy, że to my „mieliśmy rację”. Nie był to bowiem nasz pogląd, tylko prof. Wróbla. Został pięknie i wnikliwie opisany w pierwszym numerze „Palestry” z tego roku. Jest to kompletny wywód o tym, że w przypadku Izby Dyscyplinarnej mamy do czynienia z sądem wyjątkowym w rozumieniu konstytucji. A zatem zabronionym w czasie pokoju, czy raczej dopuszczalnym wyłącznie w czasie wojny. My tę argumentację powtarzaliśmy, sam pisałem też o tym na swoim blogu, ale nie roszczę sobie prawa do autorstwa tego poglądu. Oczywiście cieszę się, że Sąd Najwyższy w czwartek też poszedł tym tokiem rozumowania. Z tego, co zdążyłem przeczytać w omówieniach wyroku w internecie, to właśnie ten aspekt wyjątkowości „sądu” i jej konstytucyjna niedopuszczalność były bardzo mocno podkreślone. Jest to organ orzeczniczy niemieszczący się w strukturze sądownictwa przewidzianego konstytucją, która zawiera ich zamknięty katalog: sądy administracyjne, wojskowe, powszechne, oraz Sąd Najwyższy. Nie ma tam miejsca na piątą grupę – sądy dyscyplinarne, a z tym właśnie mamy do czynienia.
Czy to otwiera drogę do kwestionowania wcześniejszych postanowień tej izby, w szczególności w sprawie sędzi Czubieniak?
Na pewno tak. Jesteśmy już, na gorąco, po pierwszych rozmowach. Skłaniamy się do podjęcia próby, by Sąd Najwyższy w Izbie Karnej wznowił postępowanie dyscyplinarne wobec pani sędzi z powodu zaistnienia bezwzględnej przyczyny odwoławczej w postaci niewłaściwej obsady sądu rozstrzygającego jej sprawę, przypomnę, że w dwóch instancjach. Po ewentualnym wznowieniu postępowania odwołania od uniewinniającego sędzię Czubieniak wyroku Sądu Dyscyplinarnego przy Sądzie Apelacyjnym we Wrocławiu rozpoznać powinien Sąd Najwyższy w Izbie Karnej.
Z punktu widzenia adwokatów ważna jest też uchwała przyjęta niedawno przy okazji postępowania dyscyplinarnego przeciw Romanowi Giertychowi. Izba Dyscyplinarna stwierdziła, że minister sprawiedliwości ma prawo wnosić odwołanie do tej izby także od wyroków sądów dyscyplinarnych I instancji. Tylko jeśli nie jest ona sądem, to co z takim zażaleniem?
Środkowi odwoławczemu bieg nadaje prezes właściwego „sądu” (w tym wypadku w cudzysłowie, bo sądy dyscyplinarne nie są sądami w rozumieniu konstytucji, tylko organami orzekającymi). Ten problem istniał także przed uchwałą, o której pan mówi, w przypadku kasacji od orzeczeń Wyższego Sądu Dyscyplinarnego Adwokatury. Jestem przekonany, że w tej nowej sytuacji wywołanej wyrokiem TSUE, a potwierdzonej przez Sąd Najwyższy, prezes WSD, w wypadku wniesienia kasacji od orzeczenia tego sądu, powinien przekazywać ją do rozpoznania Izbie Karnej Sądu Najwyższego jako sądowi w rozumieniu art. 47 Karty praw podstawowych oraz przepisów Konstytucji RP. Natomiast jeśli chodzi o kasację od postanowień i orzeczeń innych sądów dyscyplinarnych izb adwokackich, to pojawia się kwestia mocy wiążącej uchwały Izby Dyscyplinarnej dla korporacyjnego sądownictwa dyscyplinarnego. Funkcjonujemy w systemie prawa stanowionego, a nie precedensowego. Uchwała w sprawie Giertycha nie wiąże tak naprawdę nikogo poza składami orzeczniczymi izby dyscyplinarnej. Także prezesów izbowych sądów dyscyplinarnych w adwokaturze.
Jest to uchwała siódemkowa. Czy nie stanowi zasady prawnej?
Nie mamy wiążących wytycznych Sądu Najwyższego od 1990 r. Orzeczenia Sądu Najwyższego poza sprawą, w której zostały wydane, w zależności od swojej rangi – siedmiu sędziów, pełna izba czy pełny skład SN, nawet jeżeli nadano im moc zasady prawnej, wiążą jedynie w mniejszym lub większym zakresie składy orzekające Sądu Najwyższego. My, praktycy prawa, stosujemy się do nich tylko mocą autorytetu Sądu Najwyższego. Albo się nie stosujemy, bo nie jest to związanie w sensie prawnym. Możemy mieć odmienny pogląd, rzecz w tym, by dobrze i przekonująco go uzasadnić.
Czyli czwartkowy wyrok w sprawie legalności Izby Dyscyplinarnej też nie jest wiążący poza sprawą, w której została przyjęta?
W sensie prawnym nie. Natomiast na pewno będzie przywoływany w innych orzeczeniach. Po pierwsze – mocą autorytetu SN, po drugie – jako akceptacja tego poglądu. Tak tworzą się linie orzecznicze.
Czy uznanie, że Izba Dyscyplinarna nie jest sądem, oznacza, że korporacyjne sądy dyscyplinarne radców i adwokatów są pozbawione kontroli sądowej?
Absolutnie nie. Przepis prawa o adwokaturze w tym względzie jest prosty – od orzeczenia Wyższego Sądu Dyscyplinarnego przysługuje kasacja do Sądu Najwyższego. Istnieje więc podstawa normatywna i kontrola jest zachowana. Pytanie, na które muszą sobie odpowiedzieć i władze korporacyjne, i Sąd Najwyższy, to kwestia, kto ma te kasacje rozpoznawać. Uważam, że przy przyjęciu poglądu, iż Izba Dyscyplinarna nie spełnia kryteriów sądu w rozumieniu przepisów europejskich i konstytucyjnych, kasacje od orzeczeń WSD powinny być rozpatrywane w Izbie Karnej, albowiem przepisy kodeksu postępowania karnego stosuje się odpowiednio w postępowaniu dyscyplinarnym. Jest ona więc najbliższa merytorycznie temu postępowaniu.
Jeśli dyscyplinarne sądy korporacyjne też nie są sądami w rozumieniu konstytucji, a jedynie kasacje od ich orzeczeń trafiają do Sądu Najwyższego, to czy można tu mówić o zachowaniu zasady dwuinstancyjności postępowania sądowego?
Nie ma tu dwóch instancji sądowych. Natomiast Trybunał Konstytucyjny w latach 90. i 2000. wielokrotnie podkreślał, że w przypadku postępowań dyscyplinarnych konstytucja nie wymaga drogi sądowej. Krótko mówiąc, nie podlegają one regułom konstytucyjnym postępowania sądowego, także regule dwóch instancji. Dla zapewnienia prawa do sądu konieczne jest natomiast, by choć w minimalnym zakresie postanowienia tych organów poddane były kontroli sądu. W różnych modelach postępowań dyscyplinarnych kontrola ta jest różnie ukształtowana, ale jest.
Izba Dyscyplinarna nie przejęła się czwartkowym wyrokiem i w przyszłym tygodniu planuje rozpoznać kilkanaście spraw.
Nie spodziewałem się niczego innego. Wprowadzenie przez Izbę Pracy tej kwestii do krajowego porządku prawnego spowoduje jednak, że argumentacja, która legła u podstaw czwartkowego rozstrzygnięcia, będzie wykorzystywana przez inne sądy.
Kto wykonuje wyroki Izby Dyscyplinarnej?
Leży to w gestii samorządu, konkretnie dziekanów izb.
Czyli teoretycznie można też, powołując się na ten wyrok SN, odmówić wykonania wyroku Izby Dyscyplinarnej, jeśli nie miała ona prawa orzekać?
Chyba idziemy w złym kierunku. Wprowadzenie Izby Dyscyplinarnej nie zmieniło kasacyjnego charakteru kontroli sądownictwa dyscyplinarnego. Jedyne, co izba może zrobić, to uchylić wyrok i przekazać sprawę do ponownego rozpoznania albo oddalić kasację. Nie mamy więc problemów z wykonywaniem wyroków Izby Dyscyplinarnej SN na poziomie dziekanów, bo one są z założenia niewykonalne.
Przypuśćmy, że minister sprawiedliwości wniesie kasację od wyroku sądu izbowego, a Izba Dyscyplinarna ją uwzględni. Czy sąd izbowy musi się zastosować do wyroku i rozpoznać sprawę ponownie, czy może odmówić, powołując się na to, że ID SN nie jest sądem?
W moim przekonaniu, jeśli prezes izbowego sądu dyscyplinarnego, do którego wpłynie taka kasacja, nie podziela poglądu prawnego o dopuszczalności kasacji, powinien odmówić jej przyjęcia, zaś ewentualne zażalenie na odmowę przyjęcia przekazać do rozpoznania Sądowi Najwyższemu w Izbie Karnej. Jeżeli zaś akceptuje – w moim przekonaniu wadliwy – pogląd prawny o dopuszczalności kasacji, pozostając w zgodzie z wykładnią TSUE, powinien przekazać kasację wraz z aktami celem rozpoznania Sądowi Najwyższemu w Izbie Karnej. Krótko mówiąc, w każdym z tych wypadków powinien pominąć przepisy o właściwości izby dyscyplinarnej.