Ale konsekwencje ewentualnego wyroku Trybunału Konstytucyjnego wydanego w tej sprawie mogą być znacznie dalej idące. W grę może wchodzić chęć podważenia sporej części orzecznictwa trybunału, ale także otwarcie drogi do badania przez TK uchwał podejmowanych przez Sejm w sprawach indywidualnych. A tego typu uchwałą na stanowisko prezesa Najwyższej Izby Kontroli został powołany Marian Banaś.

Nagły pośpiech

Sprawa bezpośrednio dotyczy Stanisława Rymara, Pawła Tulei i Marka Zubika. Wszyscy 3 grudnia br. przeszli w stan spoczynku. To oni zostali wybrani do trybunału w 2010 r. i to ich wybór jest przed TK kwestionowany.

Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, nie mają wątpliwości – postępowanie w tej sprawie powinno zostać umorzone. I to nie tylko z powodu przejścia w stan spoczynku trzech sędziów, których uchwały te dotyczą. Wniosek złożony przez Zbigniewa Ziobrę, ministra sprawiedliwości – prokuratora generalnego, od początku bowiem budził liczne wątpliwości. Tym bardziej więc dziwi decyzja o kontynuowaniu sprawy. Co więcej, jak wynika z informacji DGP, decyzja o skierowaniu jej do rozpoznania przez pełny skład TK (wcześniej wniosek PG miał rozpatrywać skład trzyosobowy) zapadła w dniu, kiedy sędziowie wybrani do TK w 2010 r. przeszli w stan spoczynku. I, co również dziwi, trybunałowi najwyraźniej zaczęło się spieszyć z rozpoznaniem wniosku Ziobry, gdyż z nieoficjalnych źródeł wynika, że narada została wyznaczona już na 19 grudnia br. Tymczasem sprawa leży w TK już prawie trzy lata.

– Nie wiem, jak to wszystko interpretować. Nadal uważam, że nie ma innego wyjścia, jak umorzenie – słyszymy od jednego z sędziów TK w stanie spoczynku.

Drugi dodaje, że skutkiem ewentualnego orzeczenia, jakie TK podejmie w tej sprawie, może być odebranie sędziom wybranym w 2010 r. stanu spoczynku. Albo jego potwierdzenie.

– Może to być taka gra prawem: wy nam mówicie, że sędziowie w Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego nie są sędziami, to my stwierdzimy, że sędziowie TK wybrani za poprzednich rządów też sędziami nie są – zauważa dr hab. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego, nawiązując do głośnego czwartkowego wyroku SN opartego na orzeczeniu Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Personalne skutki

Dlaczego jednak, pod pozorem zawiłości, zdecydowano się na przekazanie sprawy pełnemu składowi TK? Odpowiedź nasuwa się sama, gdy weźmie się pod uwagę, że już raz kwestia uchwał Sejmu była przez TK rozpatrywana. Było to w 2016 r., kiedy jeszcze na czele trybunału stał Andrzej Rzepliński. Sprawę skierowali do trybunału posłowie PO w samym środku bitwy o tzw. sędziów dublerów. TK umorzył jednak wówczas tamto postępowanie, gdyż uznał, że nie ma kompetencji do badania uchwał podejmowanych przez Sejm w sprawach indywidualnych, gdyż nie są one aktami normatywnymi.

– Być może więc TK chce teraz odstąpić od tej linii orzeczniczej i jednak przyznać sobie prawo do oceny uchwał Sejmu. Żeby to zrobić, musi jednak orzekać w pełnym składzie – słyszymy od sędziego TK w stanie spoczynku.

A ewentualny wyrok idący w odwrotnym kierunku niż orzeczenie z 2016 r. potencjalnie mógłby rodzić dalekosiężne skutki także w kwestiach personalnych. Można sobie wyobrazić scenariusz, w którym grupa posłów wnosi o stwierdzenie nieważności uchwały Sejmu w sprawie powołania Mariana Banasia na szefa NIK. Pretekstem mogą być choćby nieprawidłowości w jego oświadczeniu majątkowym. Gdyby trybunał dał zielone światło i uznał wybór za wadliwy, wówczas PiS mógłby chcieć wymienić szefa NIK. To, że w partii Jarosława Kaczyńskiego myśli się o sposobach pozbycia się Mariana Banasia, nie jest tajemnicą.

– Rozważamy trzy pomysły – mówi nam polityk PiS. Ale jak wynika z jego wypowiedzi, w tych rozważaniach nie ma opisanego powyżej wariantu.

– To byłby zły precedens, bo to może prowokować trybunał do podejmowania takich kroków wobec innych organów państwa – dodaje ten sam polityk.

Ale nasz drugi rozmówca z kręgów rządowych taki sceptyczny już nie jest.

– Zobaczymy, co z tym będzie, na razie to spekulacja – mówi nam.

Krytyczny wobec takiego rozwoju sytuacji jest konstytucjonalista dr hab. Ryszard Piotrowski. – To są zachowania niestandardowe, niemieszczące się w regułach rozsądku i interpretowania prawa zgodnie z konstytucją, ale obecnie niczego nie można wykluczać – zaznacza.

Rodzi się również pytanie, czy zmiana dotychczasowej linii orzeczniczej nie jest przypadkiem potrzebna do tego, aby posłowie PiS mogli w przyszłości skarżyć np. uchwały Senatu, gdzie po ostatnich wyborach stracili większość. Tymczasem Senat bierze udział w obsadzie wielu istotnych stanowisk. Jego zgoda, wyrażana w formie uchwały właśnie, jest potrzebna np. do powołania rzecznika praw obywatelskich. Adam Bodnar będzie pełnił ten urząd już tylko do września przyszłego roku.

Orzecznictwo do kosza

Kolejną konsekwencją ewentualnego wyroku TK może być zakwestionowanie sporej części dorobku orzeczniczego trybunału.

– Wyroki wydane z udziałem tych sędziów mogą być, po stwierdzeniu nieważności ich umocowania, uznane za nieistniejące. W szczególności ten o sygn. akt K 34/15, gdzie sprawozdawcą był jeden z sędziów, których ta sprawa dotyczy. Orzekając w tej sprawie, TK wyraźnie powiedział, że prezydent ma obowiązek przyjąć ślubowanie od sędziów wybranych przez Sejm (chodzi o Sejm VII kadencji, gdzie większość miała koalicja PO – PSL). Aczkolwiek takie działanie stanowiłoby naruszenie konstytucji, ponieważ podnoszone zarzuty są moim zdaniem bezprzedmiotowe – zaznacza Ryszard Piotrowski.

Że taki właśnie cel chce osiągnąć Zbigniew Ziobro, może świadczyć fragment uzasadnienia wniosku, w którym jest mowa o tym, że „orzeczenia wydane przez takie składy (a więc z udziałem Rymara, Zubika lub Tulei – red.) mogą być uznane za wadliwe, a takie nie powinny funkcjonować w polskim porządku prawnym”.

Co gorsza, okazuje się, że w dłuższej perspektywie może nie chodzić tutaj tylko o orzecznictwo z ostatnich siedmiu lat. Zbigniew Ziobro w swoim wniosku kwestionuje tryb wyboru sędziów TK z 2010 r., twierdząc, że naruszał on konstytucję z tego powodu, że jedną uchwałą dokonano wyboru jednocześnie trzech sędziów. Ustawa zasadnicza stanowi bowiem, że sędziowie TK są wybierani przez Sejm w sposób indywidualny. Tymczasem w taki sposób, jak to miało miejsce w 2010 r., wybierano sędziów TK także w latach 1997, 2001 oraz 2006. Wówczas Sejm również wybierał do trybunału więcej niż jedną osobę.

Eksperci nie mają wątpliwości, że argumenty wysuwane przez PG są chybione. – Wniosek jest bez sensu, choć ma pozory prawnego wywodu. Najważniejszy zarzut w nim postawiony, a więc braku indywidualnych głosowań – w świetle sejmowej dokumentacji – jest po prostu fałszywy – zwracała uwagę prof. Ewa Łętowska, sędzia TK w stanie spoczynku. Jak dodawała, wymóg indywidualizacji jest tu zachowany, bo głos oddaje się na każdego kandydata z listy, a nie głosuje en bloc. Dopiero potem Sejm podjął uchwałę, w której potwierdził wybór wszystkich trzech sędziów TK.

DGP poprosił TK o potwierdzenie bądź zaprzeczenie informacjom na temat przeniesienia sprawy z wniosku PG do rozpoznania przez pełny skład oraz wyznaczenia narady na 19 grudnia br. Chcieliśmy też znać powody tych decyzji. TK na razie nie odpowiedział.