Trybunał Konstytucyjny nie zajmie się już ani reparacjami od Niemiec, ani aborcją eugeniczną, ani listami poparcia do KRS. Wnioski posłów złożone w tych sprawach trafią do kosza.
Wszystko przez wprowadzoną przez samych posłów PiS zasadę dyskontynuacji. Zgodnie z nią TK, gdy upłynie kadencja parlamentu, musi umorzyć wszystkie wnioski skierowane do niego przez grupę posłów lub senatorów. Oczywiście parlamentarzyści nowej kadencji znów mogą skierować je do trybunału. Tyle że mogą wcale nie chcieć. A nawet jeśli, to całe postępowanie musi ruszać od nowa.
Wola ponowienia wniosków do TK nie jest wcale oczywista. Te, które właśnie przepadły, dotyczyły akurat spraw niewygodnych dla rządzących. Gdy wpływały do trybunału, komentowano, że pojawiły się przede wszystkim po to, by – nie drażniąc opinii publicznej – zaspokoić oczekiwania środowisk, na których poparciu zależało Jarosławowi Kaczyńskiemu. A nie po to, by trybunał rozstrzygnął o zgodności lub niezgodności przepisów z konstytucją. Najlepszym tego przykładem jest kwestia dopuszczalności aborcji ze względu na ciężkie uszkodzenie płodu, która budzi chyba najwięcej emocji. Dwa lata temu o zbadanie tych przepisów zawnioskowało ponad 100 parlamentarzystów. Trybunał do dziś nie znalazł czasu, by wydać rozstrzygnięcie.