„Jako znacznie młodszy stażem i wiekiem wyciągnąłem natychmiast dłoń na przywitanie pana Prezesa. Reakcją pana Prezesa było demonstracyjne «wstrzymanie» wyciągniętej do niego na powitanie dłoni. Musiałem czekać długą chwilę z dłonią zawieszoną w powietrzu nim p. Prezes Zabłocki (wyraźnie się ociągając) zdecydował się – w końcu – podać mi dłoń”. Tak swoje pierwsze spotkanie ze Stanisławem Zabłockim, prezesem kierującym pracami Izby Karnej SN, opisuje Antoni Bojańczyk, jeden z tzw. nowych sędziów SN.
Reklama
Tego typu barwnych opisów sądowych perypetii sędziego Bojańczyka jest zresztą dużo więcej. Można się z nimi zapoznać, czytając pismo skierowane do Małgorzaty Gersdorf, I prezes SN. Podawane tam przykłady mają być dowodem na to, że osoby powołane do SN w ramach budzącej wątpliwości natury konstytucyjnej procedurze nominacyjnej są sekowane przez starą ekipę SN. Pismo trafiło także do prezydenta oraz Krajowej Rady Sądownictwa, która wczoraj przekazała je do komisji etyki.
DGP otrzymało pismo z biura prasowego SN. Zgodę na jego udostępnienie wydał zastępujący wczoraj I prezes SN Józef Iwulski, sędzia SN. Z pisma przebija urażona duma sędziego Bojańczyka. W barwnych i dramatycznych słowach opisuje on wiele sytuacji, które jego zdaniem świadczą o tym, że tzw. starzy sędziowie nie tylko są wobec nowych niekulturalni, ale wręcz ich poniżają. Na dowód wystarczy przytoczyć fragment poświęcony spotkaniu z trzema sędziami SN zaliczanymi do tej pierwszej grupy: M. Wąsek – Wiaderek, D. Świeckim, P. Kalinowskim. Bojańczyk z drobnymi szczegółami opisuje miejsce i czas zdarzenia („w ubiegły czwartek”, „o godz. 11:10”, „obok schodów głównych, przy samym wejściu do gabinetu Pani Prezes”, „w szklanych drzwiach”). Później wprowadza osoby dramatu, którymi są trzej wymienieni wcześniej sędziowie oraz on sam. Bojańczyk zaznacza, że ustąpił tym osobom pierwszeństwa w drzwiach. I relacjonuje: „Sędzia dr Przemysław Kalinowski zignorował wyciągniętą do niego w geście powitania dłoń. Reakcją na wyciągniętą do pana sędziego dra P. Kalinowskiego dłoń było jego szybkie przejście mimo”. Na jego pytanie, dlaczego sędzia Kalinowski nie podał mu dłoni, słyszy jedynie, że: „przecież panu powiedziałem «dzień dobry»”.
Pismo kończy się konkluzją skierowaną do prezydenta. Sędzia Bojańczyk niejako zwraca uwagę głowie państwa, że – według jego wiedzy – „nie zostały nigdy przedsięwzięte jakiekolwiek kroki instytucjonalne zmierzające do zadbania o stworzenie w najwyższej instancji sądowej atmosfery inkluzywności i koleżeńskiego traktowania nowych sędziów SN przez sporą grupę «starszych» (wiekiem, stażem) sędziów tego Sądu”.
Nie zostały przedsięwzięte kroki zmierzające do koleżeńskiego traktowania nowych sędziów SN