RPO: Niedopuszczalne jest stosowanie pozbawienia wolności, które jest tymczasowym aresztowaniem tylko formalnie, zaś materialnie jest karą. Minister: nie można ograniczać takiej możliwości, bo to zagraża ogółowi obywateli.
Jutro powinien zapaść jeden z najważniejszych wyroków Trybunału Konstytucyjnego ostatnich lat. Niestety z dużą dozą przekonania można stwierdzić, że będzie to wyrok niekorzystny dla obywateli. Chodzi o wniosek rzecznika praw obywatelskich dotyczący niekonstytucyjnych jego zdaniem zasad stosowania tymczasowego aresztowania (tzw. sanki).

Bez wyroku

Dziś jest tak, że tymczasowo aresztowany człowiek może siedzieć nawet 10 lat bez wyroku. Odsiadka po cztery, pięć lat nikogo już nie dziwi. A – pamiętajmy – mówimy o osobach w świetle prawa niewinnych, bo bez wyroku skazującego.
Reklama
Szeroko pojęty aparat państwa jest zadowolony: domniemany zbir siedzi, nie ucieknie, a prokuratura może spokojnie gromadzić materiał dowodowy. Jak człowiek posiedzi kilka lat, rośnie szansa na to, że skruszeje i się sam przyzna do zarzucanego mu czynu. Tajemnicą poliszynela jest, że nawet przy kiepskim materiale dowodowym sędziowie chętniej skazują tych, którzy już swoje odsiedzieli. Raz, że wielu orzekających ma problem z tym, by ktoś mógł uzyskać od państwa odszkodowanie lub zadośćuczynienie za niesłuszne tymczasowe aresztowanie. Ludzie nie rozumieją, dlaczego Skarb Państwa miałby płacić. Najlepszym dowodem na to jest orzeczenie sędziego Igora Tulei, który przyznał Ryszardowi Boguckiemu 264 tys. zł za przesiedzenie dziewięciu lat w areszcie. Reakcja wielu: „Ale żeby tak bandziorowi kasę dawać?”. A dwa – w grę wchodzi zawodowa solidarność, bo przecież zgodę na „sanki” wyraża sąd. A jak ocenić sąd, który niesłusznie wsadził człowieka na kilka lat za kratki? A wsadza często. Skuteczność wniosków prokuratorskich o tymczasowe aresztowanie oscyluje od wielu lat wokół 90 proc. W sprawach rozpoznawanych przez sądy okręgowe ponad 50 proc. tymczasowo aresztowanych przebywa w areszcie dłużej niż rok. Oczywiście nie wszyscy okazują się potem w toku procesu karnego winni.

Reklama

Niewłaściwe przesłanki

Rzecznik praw obywatelskich w swym wniosku kwestionuje dwa przepisy. Pierwszy – pozwalający na zastosowanie tymczasowego aresztowania tylko z powodu surowości kary grożącej podejrzanemu, także wówczas, gdy nie ma ryzyka, że podejrzany będzie utrudniał postępowanie. Tymczasowe aresztowanie jest przecież środkiem zapobiegawczym, a nie karą. Zatem dlaczego je stosować także wówczas, gdy grożąca sankcja jest jedyną przesłanką? Chodzi przecież o zabezpieczenie postępowania. Gdy więc np. prokuratura ma przytłaczający materiał dowodowy, a podejrzany nie będzie chciał uciekać, bo ma ciężko chorą matkę, z którą jest związany, po co trzymać człowieka w areszcie? Jest to zresztą niezgodne z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Przykładowo w orzeczeniu z 13 września 2011 r. w sprawie Bystrowski przeciwko Polsce ETPC stwierdził, że „waga zarzutów sama w sobie nie może stanowić uzasadnienia dla długich okresów tymczasowego aresztowania”.
Drugi zarzut dotyczy długotrwałości stosowania „sanek”. Rzecznik uważa, że możliwość wydłużania tymczasowego aresztowania w zasadzie dowolnie narusza konstytucyjne prawa obywateli. Szczególnie wątpliwa jest sytuacja, gdy przedłużenie tymczasowego aresztowania jest orzekane tylko na podstawie tego, że sąd pierwszej instancji orzekł o winie. W efekcie prowadzi to do naruszenia zasady domniemania niewinności przez nieprawomocny wyrok sądu.
„Niedopuszczalne jest stosowanie pozbawienia wolności, które jest tymczasowym aresztowaniem tylko formalnie, zaś materialnie jest karą” – konkluduje swe stanowisko rzecznik.

Zmiana stanowiska

Wśród polityków zasada jest taka, że ci, którzy są w opozycji, uważają reguły stosowane przy tymczasowym aresztowaniu za skandaliczne. Ci zaś, którzy akurat sprawują władzę, twierdzą, że są one potrzebne, by bandyci nie chodzili po ulicach. Sęk w tym, że te same osoby, wymieniając się na rządowych stołkach, zmieniają swe poglądy. Ocena reguł dotyczących tymczasowego aresztowania przypisana jest zatem do sprawowanej funkcji, a nie do człowieka.
Zbigniew Ziobro, Solidarna Polska oraz Prawo i Sprawiedliwość, gdy za rządów Platformy Obywatelskiej jedynie na podstawie zeznań świadka koronnego do aresztu na 40 miesięcy trafił kibic Legii Maciej Dobrowolski, gardłowali, że nie wolno ludzi wsadzać do aresztu z tak marnymi dowodami. I liczyli dni odsiadki Dobrowolskiego. Platforma Obywatelska zaś przekonywała wtedy, że trzeba nielegalnie działających kiboli traktować bezwzględnie. Dobrowolski po 40 miesiącach wyszedł. Okazało się, że obciążający go świadek koronny zmyślił historię. W lipcu 2018 r. polski rząd zaproponował Dobrowolskiemu 7570 zł zadośćuczynienia za zmarnowane ponad trzy lata życia.
Zbigniew Ziobro, już jako minister sprawiedliwości i prokurator generalny, uważa wniosek rzecznika praw obywatelskich za niepotrzebny. Ziobro twierdzi, że nie można ograniczać możliwości stosowania tymczasowego aresztowania, gdyż stanowiłoby to zagrożenie dla ogółu obywateli. Prokuratura jest przecież obciążona ogromem spraw. I byłoby doskonale, gdyby była w stanie w krótkim terminie przygotować akt oskarżenia, ale to nie zawsze jest to możliwe. Czy w takim razie – uważa Ziobro – należałoby kogoś podejrzanego o zbrodnię wypuścić na ulicę między ludzi? Podobnie argumentował zresztą sam Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 20 listopada 2012 r. (sygn. akt SK 3/12). W odpowiedzi na skargę konstytucyjną trybunał stwierdził, że „z konstytucji nie można wyprowadzić tak daleko idącego nakazu, żeby w każdym wypadku stosowania tymczasowego aresztowania konieczne było wprowadzenie maksymalnego, wyrażonego sztywno w miesiącach lub latach, okresu łącznego pozbawienia wolności w ramach tego środka zabezpieczającego”. W skrócie: niech formalnie niewinni ludzie siedzą nawet dekadę, skoro aparat państwowy nie potrafi w ciągu roku, dwóch czy trzech lat doprowadzić sprawy od dnia tymczasowego aresztowania do sądowego wyroku. A przecież można wyobrazić sobie model pośredni, gdy np. na tymczasowe aresztowanie powyżej dwóch, trzech lat zgodę wyrazić musi Sąd Najwyższy. Bardzo prawdopodobne, że wówczas działania prokuratury byłyby dokładniej oceniane, a sami śledczy nie wnioskowaliby tak ochoczo o kolejne wydłużenie sanek.
Jak orzeknie trybunał, dowiemy się jutro. Czy poprze rzecznika praw obywatelskich, który mówi rzecz oczywistą: że obywatele nie mogą ponosić konsekwencji ślamazarnego działania państwa? A może stanie po stronie polityków, u których – gdy są u władzy – odzywa się populizm penalny i traktują tymczasowo aresztowanych na równi ze skazanymi przez sąd?