Proponowana zmiana ma charakter rewolucyjny, zważywszy, że praktycznie likwiduje instytucję funkcjonującą w k.p.c. od jego uchwalenia, a więc wyjątkowo mocno zakotwiczoną w praktyce - wskazuje Adam Zwierzyński, adwokat, kancelaria Radzikowski, Szubielska i Wspólnicy, arbiter Sądu Arbitrażowego przy Konfederacji Lewiatan
Największa od uchwalenia nowelizacja kodeksu postępowania cywilnego z 1964 r. (k.p.c.) jest już procedowana w Sejmie. Zmiany nie ominą postępowania zabezpieczającego. O ile ograniczenie przypadków orzekania w przedmiocie zabezpieczenia na rozprawie i uporządkowanie kwestii doręczeń nie budzi większych wątpliwości, to projekt zawiera także pomysł zasługujący na szersze zastanowienie oraz mający ogromne znaczenie praktyczne.
Chodzi o udzielenie zabezpieczenia przed wszczęciem postępowania. Zgodnie z projektowanym brzmieniem art. 7301 par. 1 k.p.c. zabezpieczenie w takim wypadku będzie możliwe tylko, gdy wnioskodawca uprawdopodobni istnienie przeszkody do wniesienia pisma wszczynającego postępowanie. Łatwo przewidzieć, że spowoduje to wyrugowanie udzielanych przed wszczęciem zabezpieczeń z obrotu. Skoro termin na wszczęcie postępowania wyznaczany przez sąd w razie uwzględnienia wniosku i tak nie może przekraczać dwóch tygodni (art. 733 k.p.c.), liczba przypadków, w których zabezpieczenie przed wszczęciem będzie uzasadnione, nie przekroczy wartości symbolicznych.
Proponowana zmiana ma charakter rewolucyjny, zważywszy, że praktycznie likwiduje instytucję funkcjonującą w k.p.c. od jego uchwalenia, a więc wyjątkowo mocno zakotwiczoną w praktyce. Można powiedzieć, że ustawodawca nawiązuje tu do rozwiązań przedwojennych, kiedy na gruncie k.p.c. z 1930 r. zabezpieczenie przed wszczęciem było dopuszczalne tylko w szczególnych przypadkach. Ograniczenie to nie zostało wpisane do k.p.c. z 1964 r. Pomysł był więc już testowany i się nie sprawdził.
Reklama
Czy zmarginalizowanie procedury zabezpieczenia przed wszczęciem ma sens, także w kontekście celów, które sam projektodawca pragnie przez nowelizację osiągnąć?
Za zmianą rewolucyjną powinny przemawiać istotne i przekonujące argumenty. Tymczasem uzasadnienie nowelizacji poświęca tej kwestii dwa akapity. Projektodawca wskazuje, że możliwość uzyskania zabezpieczenia przed wszczęciem bywa nadużywana. Wytyka, że wniosek o zabezpieczenie bywa traktowany jako test wiarygodności przyszłego pozwu, za symboliczną opłatę.
Istotnie – wykorzystywanie wniosku o zabezpieczenie jako testu powodzenia przyszłego powództwa jest w praktyce powszechne. Trzeba jednak od razu zapytać – co w tym złego? Jakim wartościom służyć ma ukrócenie tej możliwości? Jeżeli centralnym założeniem nowelizacji jest przyspieszenie i usprawnienie postępowania (a argument taki pojawia się prawie na każdej stronie jej uzasadnienia), to omawiane rozwiązanie wywoła skutek odwrotny od zamierzonego.
Zabezpieczenia przed wszczęciem nie spowalnia biegu postępowania. Wstępna ocena meritum sprawy dokonana przez sąd przy okazji rozpoznawania wniosku o zabezpieczenie wywiera korzystny wpływ na dalszą postawę procesową stron. Oddalenie wniosku bardzo często zniechęca do procesów pieniaczych. Uwzględnienie porządkuje bieg postępowania i zwiększa szanse rozwiązania ugodowego. Dochodzenie roszczenia zabezpieczonego, jak też jego późniejsza egzekucja, jest łatwiejsze, a samo postępowanie sprawniejsze. Za cenę niewielkiego zaangażowania sądu w rozpoznanie wniosku o zabezpieczenie uzyskuje się wymierne korzyści spowodowane zmniejszeniem generalnego wpływu spraw oraz szanse na szybsze zakończenie tych, które i tak wpłyną. Na powyższe aspekty zabezpieczenia zwraca się w nauce uwagę od dawna, i właśnie względy prakseologiczne, a nie szczególne okoliczności sprawy, powinny przemawiać za zakotwiczeniem tej instytucji w procedurze cywilnej.
Kompletnie nietrafny jest podany w uzasadnieniu nowelizacji przykład, gdy przedsiębiorcy wnosili o zabezpieczenie roszczenia w sposób uniemożliwiający działanie konkurentom, nie mając w ogóle zamiaru wytoczenia powództwa – tylko po to, by uzyskać czas, w którym mogą działać bez konkurencji. Zakładając taką sytuację – brak wytoczenia powództwa w terminie dwóch tygodni od udzielenia zabezpieczenia spowoduje jego upadek i automatyczną odpowiedzialność odszkodowawczą uprawnionego (art. 746 k.p.c.). Nie istnieje więc żadna legislacyjna potrzeba ingerencji, by tak przedstawiony problem rozwiązać, bo on w rzeczywistości nie istnieje.
Wniosek o zabezpieczenie przed wszczęciem może stanowić nadużycie prawa procesowego. Będzie tak w sytuacji, gdy składany jest nie w celu uzyskania zabezpieczenia (tzn. prima facie nie ma on szans na uwzględnienie), a np. w celu przerwania biegu przedawnienia. Wówczas jego ocena będzie miała jednak miejsce na płaszczyźnie materialnoprawnej, przy ocenie skuteczności zarzutu przerwania biegu przedawnienia. Także i ten problem nie wymaga więc ingerencji ustawodawcy, a tym bardziej likwidacji instytucji o przeszło półwiecznej tradycji.
Konkludując – w komentowanym zakresie nowelizacja opiera się na wadliwym rozpoznaniu problemu i zaproponowania rozwiązania sprzecznego z naczelnym celem całej nowelizacji. Ograniczenie możliwości zabezpieczenia roszczeń przed wszczęciem postępowania zmniejszy sprawność postępowania, zamiast je przyspieszyć.