Nie będzie tzw. klapsa penitencjarnego, a sądy nadal będą mogły orzekać karę łączną. Tak wynika z najnowszej wersji projektu zmian w kodeksie karnym. Resort sprawiedliwości nie zamierza natomiast rezygnować z likwidacji kary 25 lat pozbawienia wolności oraz podniesienia górnej granicy terminowego pozbawienia wolności z 15 do 30 lat.

– To dobrze, że resort potrafi wycofać się z pomysłów, które, gdyby zostały wprowadzone w życie, prowadziłyby do destabilizacji systemu. Na to nie można się zgadzać. Natomiast kwestia tego, ile wynosić będzie górna granica kary pozbawienia wolności, pozostaje w sferze polityki karnej. Można się z nią zgadzać lub nie, jednak prawda jest taka, że każdy rząd ma prawo prowadzić ją w taki sposób, w jaki uważa za słuszny – komentuje Zbigniew Krüger, adwokat i partner w kancelarii Krüger & Partnerzy.

Są jednak głosy bardziej radykalne.

– Modyfikacje są kosmetyczne i nie usuwają podstawowych wad projektu, który jest oparty na ideologii, a nie faktach. Fakty są zaś takie, że przestępczość z użyciem przemocy systematycznie maleje i nie ma na to wpływu podwyższanie sankcji, do czego konsekwentnie zmierza projektodawca. Mam nadzieję, że projekt w obecnym kształcie nigdy nie stanie się obowiązującym prawem. Projektodawca skupia się na detalach, ignorując głosy o błędach, niespójnościach i niekonstytucyjności proponowanych przepisów – ocenia dr Mikołaj Małecki, karnista z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Bez klapsa

Jednym ze sztandarowych pomysłów resortu Zbigniewa Ziobry był klaps penitencjarny. Na wstępnym etapie prac legislacyjnych proponowano, aby polegał on na wprowadzeniu nowej kary – 15 dni pozbawienia wolności. Chodziło o to, żeby sprawca skazany na nie więcej niż półtora roku pozbawienia wolności mógł pójść do więzienia na 15 dni, a reszta wymierzonej mu kary pozostałaby zawieszona (a nie w całości, tak jak obecnie). Jeśli z kolei popełniłby kolejne przestępstwo, to wróciłby do zakładu karnego. Kara miałaby więc działać odstraszająco – sprawca miał poczuć na własnej skórze, co to jest więzienie, a to doświadczenie miało skutecznie zniechęcić go do powrotu na ścieżkę przestępstwa. Później jednak zmodyfikowano ten pomysł. W kolejnej wersji klaps penitencjarny miał polegać na umożliwieniu sądowi orzeczenia, iż wykonaniu podlega część kary w wymiarze od miesiąca do sześciu miesięcy, a pozostała część jest zawieszana. Jednak i z tego rozwiązania resort w końcu zrezygnował.

– Ta propozycja była absurdalna. Nie bardzo bowiem było wiadomo, co chciano osiągnąć, wprowadzając takie rozwiązanie. Klaps penitencjarny w takiej formie, jak proponowało ministerstwo, nie miałby ani charakteru odstraszającego, ani izolacyjnego. Przez tak krótki czas nie udałoby się również osiągnąć celu resocjalizacyjnego. Jest bowiem wielce prawdopodobne, że miesiąc pobytu w zamkniętym zakładzie karnym wystarczy, aby zdemoralizować osobę, która po raz pierwszy popełniła przestępstwo, natomiast sześć miesięcy to czas zdecydowanie za krótki, aby ją przywrócić społeczeństwu – stwierdza mec. Krüger.

Były jednak i takie głosy, które pochwalały ideę wprowadzenia do naszego porządku prawnego klapsa penitencjarnego.

- W innych krajach Europy Zachodniej takie rozwiązanie świetnie się sprawdza i nie rozumiem, dlaczego u nas miałoby być inaczej. Uważam, że swoisty wstrząs w postaci krótkiego pobytu w więzieniu, ale co najmniej miesięcznego, dałby wymierne rezultaty i skazany po odbyciu takiej kary z pewnością nie byłby już taki skory do popełniania kolejnych przestępstw - uważa Maciej Strączyński, sędzia, prezes Sądu Okręgowego w Szczecinie.

Nie są znane powody rezygnacji przez resort sprawiedliwości z tego rozwiązania. Odpowiedzialny za projekt wiceminister Marcin Warchoł naszą prośbę o kontakt pozostawił bez odpowiedzi. Poprzednio, gdy rezygnowano z 15-dniowej kary więzienia, mówił jednak, że takie rozwiązanie wymaga „szerszych i pogłębionych analiz w kontekście infrastruktury więziennictwa”.

– To jest postawienie sprawy na głowie. To nie system kar powinien być przystosowywany do więziennictwa, a odwrotnie – komentuje sędzia Strączyński, który ubolewa nad tym, że z klapsa zrezygnowano.

Kara łączna zostaje

Resort sprawiedliwości rezygnuje również z usunięcia z kodeksu karnego instytucji kary łącznej, co powodowałoby konieczność odbycia przez skazanego wszystkich kar po kolei z wyłączeniem możliwości zredukowania ich wymiaru.

– To kolejna propozycja, z której dobrze, że się wycofano. Gdyby odebrano sądom możliwość orzekania kary łącznej lub wydawania wyroków łącznych, to mielibyśmy do czynienia z mnóstwem paradoksalnych sytuacji. Dla przykładu – sprawca 20 włamań do kiosku ruchu spędziłby w więzieniu dużo więcej czasu niż gwałciciel – zwraca uwagę Zbigniew Krüger.

Kolejnym rozwiązaniem, z jakiego wycofuje się MS, jest ograniczenie możliwości wymierzenia przez sąd kary grzywny lub ograniczenia wolności zamiast kary pozbawienia wolności. W pierwotnej wersji projektu proponowano, aby taka możliwość istniała, gdy popełniony czyn jest zagrożony karą więzienia do pięciu lat (obecnie – do ośmiu).

Bójka i pobicie

Zrezygnowano także z rozdzielania art. 158 (udział w bójce lub pobiciu) na dwa odrębne przestępstwa. Według pierwotnych zamierzeń resortu kara za pobicie (a więc de facto napaść na inną osobę) miała być surowsza niż za udział w bójce (gdzie agresja występuje z obu stron). Jednak rozdzielenie tych sytuacji jest o wiele łatwiejsze na papierze niż w realnym życiu. Z uwagi na to, że tego typu zdarzenia są bardzo dynamiczne, w praktyce niejednokrotnie zarówno organy ścigania, jak i sądy miałyby problem z dobraniem odpowiedniej kwalifikacji karnej czynu do rzeczywistych stanów faktycznych. Przykładowo w jednej sytuacji ktoś może zostać napadnięty, po czym napaść może się przerodzić w bójkę, która z kolei może się zakończyć pobiciem napastnika przez pierwotnie napadniętego.

źródło: DGP

Pozostawienie bójki i pobicia jako jednego czynu wcale nie odbierze możliwości surowszego karania sprawców pobić, bo sąd bierze pod uwagę nie tylko skutek (śmierć lub stopień uszczerbku na zdrowiu), lecz także okoliczności sprawy.

Podobnie nie ma obaw, że rezygnacja ze stworzenia nowego typu kwalifikowanego stalkingu (nękanie w celu wymuszenia spłaty wierzytelności) pozostawi dłużników bez należytej ochrony. Po pierwsze, zastraszanie czy wywieranie presji na dłużnikach nadal będzie stanowić jeden z przejawów stalkingu. Po drugie, sprawca przestępstwa z art. 190a k.k. (niezależnie od motywów) będzie i tak surowiej karany niż obecnie. Grozić za to będzie już nie trzy, ale pięć lat pozbawienia wolności. Poza tym rezygnacja z wprowadzenia typu kwalifikowanego stalkingu zagrożonego karą do ośmiu lat więzienia przywraca proporcje sankcji karnych, bo czyn taki byłby surowiej karany niż stosowanie przemocy wobec innej osoby lub groźby pozbawienia życia, które są zagrożone karą pięciu lat więzienia. 

Etap legislacyjny

Projekt po konsultacjach