– Mamy dziś wolnoamerykankę. Potrzebna jest jak najszybsza nowelizacja – nie ma wątpliwości prof. Ryszard Stefański, specjalista od prawa ruchu drogowego. Obowiązujący kodeks drogowy nie definiuje bowiem pojazdów o napędzie elektrycznym. W ogóle nie sposób ich podciągnąć pod ustawowy katalog. Dlatego mimo że elektryczne hulajnogi potrafią przemykać nawet z prędkością 30 km/h, to formalnie mają to prawo robić tylko po chodnikach.

Bezradni policjanci

– W obecnym stanie prawnym osoby, które nimi kierują, są traktowane jak piesi. Nie mogą więc poruszać się ani po jezdni, ani po ścieżce rowerowej. Mają za to prawo przejeżdżać przez przejścia dla pieszych, czego rowerzystom robić nie wolno. Za korzystanie z dróg czy ścieżek dla rowerów policjanci w patrolu teoretycznie mogą dać pouczenie lub wystawić mandat – wyjaśnia nadkomisarz Maciej Święcichowski z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu. I dodaje, że wobec niedostatecznych przepisów jedyne, co mogą robić policjanci, to apelować o rozwagę i wzajemny szacunek na chodniku.

– Moim zdaniem hulajnogi elektryczne w ogóle nie powinny się poruszać po chodniku, bo stwarzają dla pieszych zbyt duże zagrożenie. I na pewno nie są mniej niebezpieczne niż rowery. Uważam, że należałoby je raczej traktować jak pojazdy mechaniczne, skoro przecież są napędzane silnikiem – przekonuje prof. Stefański.

Zarówno samorządowcy, jak i zarządcy dróg od dłuższego czasu apelowali do resortu infrastruktury o uwzględnienie w regulacjach nowoczesnych środków komunikacji. Ministerstwo przymierzało się do realizacji ich postulatów już w 2016 r. przy okazji wdrażania do porządku krajowego unijnej dyrektywy w sprawie okresowych badań technicznych pojazdów (2014/45/UE). Projekt ten zakładał wprowadzenie urządzeń transportu osobistego – nowej kategorii mającej objąć nie tylko elektryczne hulajnogi czy segwaye, lecz także deskorolki czy wrotki. Co prawda projekt jest obecnie na etapie prac parlamentarnych, ale przepisy odnoszące się do e-pojazdów ostatecznie z nich wyłączono, gdyż uznano, że wykraczają one poza zakres nowelizacji.

„Mając na względzie wzrastającą popularność oraz dostępność urządzeń transportu osobistego z napędem elektrycznym (głównie wśród mieszkańców dużych aglomeracji miejskich) i ich udział w ruchu drogowym, a także dostrzegając fakt, że korzystanie z tych urządzeń budzi wątpliwości w zakresie zgodności z prawem, uprzejmie informuję, że regulacje dotyczące wskazanych wyżej urządzeń będą przedmiotem nowelizacji ustawy – Prawo o ruchu drogowym” – wyjaśnia Ministerstwo Infrastruktury w odpowiedzi na interpelację poselską. Resort zastrzega też, że nadal prowadzi w tej sprawie prace analityczne.

Po ścieżce rowerowej

W założeniu urządzenia transportu osobistego mają obejmować wszelkie sprzęty napędzane siłą mięśni lub za pomocą silnika elektrycznego, którego konstrukcja ogranicza prędkość jazdy do 25 km/h, o szerokości nieprzekraczającej w ruchu 0,9 m, czyli takiej samej jak w przypadku rowerów. Użytkownicy takich pojazdów mieliby już zgodnie z prawem poruszać się po ścieżkach rowerowych, a jeśli jeżdżą z prędkością pieszego – także po chodniku bądź poboczu. W podobny sposób e-hulajnogi czy segwaye są unormowane w wielu innych krajach europejskich. Niektóre – tak jak Wielka Brytania – rozważają umożliwienie osobistym e-pojazdom poruszania się po drogach publicznych, mając nadzieję, że stanie się to zachętą dla rezygnacji z samochodów. Nad podobnym rozwiązaniem pracują włodarze niektórych metropolii, np. Nowego Jorku.

Brak precyzyjnych zasad poruszania się to jednak niejedyny problem władz miejskich z małymi pojazdami elektrycznymi. Ostatnio zarządców dróg o zawrót głowy przyprawiają bezmyślnie porzucane hulajnogi na minuty należące do firmy Lime. Warszawscy drogowcy w końcu zaczęli rekwirować te, które pozostawiono na chodnikach, uznając, że stanowią one mienie porzucone bądź zagrażające bezpieczeństwu. I zgodnie z uchwałą rady miasta naliczają kary za zajęcie pasa drogowego.