Możliwość samodzielnego prowadzenia auta daje oczywiste poczucie samodzielności, a wręcz wolności. Gdy więc ktoś zostaje tejże możliwości pozbawiony wskutek wypadku motoryzacyjnego kwota zadośćuczynienia powinna uwzględniać tę dolegliwość. Uznał tak Sąd Okręgowy w Zielonej Górze (wyrok jest nieprawomocny).
Powódka w pierwszej połowie 2015 r. postanowiła uzyskać prawo jazdy. W tym celu zapisała się na kurs. 20 maja 2015 r., podczas drugiej lekcji jazdy, doszło do wypadku komunikacyjnego. W jego wyniku kobieta doznała licznych obrażeń ciała, w tym m.in. urazu głowy, wstrząśnienia mózgu, a także obrażeń jamy ustnej oraz urazu klatki piersiowej i złamania żebra. Wkrótce później okazało się, że ma też pourazowy krwiak podtwardówkowy. Względem instruktora nauki jazdy wszczęto postępowanie karne. Zostało ono warunkowo umorzone, co oznacza, że stwierdzono winę mężczyzny. Zakład ubezpieczeń wypłacił kursantce 20 tys. zł tytułem zadośćuczynienia, zwrócił koszty leczenia w kwocie 523 zł oraz przyznał ryczałt na koszty związane z leczeniem w wysokości 100 zł. Kobieta oczekiwała jednak zadośćuczynienia w wysokości 100 tys. zł. Nie było więc sporu co do odpowiedzialności ubezpieczyciela, lecz jedynie co do należnej poszkodowanej kwoty. Sprawa trafiła do sądu. Ten zaś zdecydował się przyznać powódce 40 tys. zł, aby łączna kwota zadośćuczynienia wynosiła 60 tys. zł. Ustawodawca nie sprecyzował konkretnych mierników lub zasad ustalania wysokości zadośćuczynienia. Pozostawił to swobodnemu uznaniu sędziowskiemu. Sąd rozpoznający tę sprawę zaś zaznaczył, że po wypadku powódka mogła się źle czuć, cierpiała. Samo to jednak nie uzasadniałoby tak wysokiego zadośćuczynienia. Istotny wpływ na wyrok miało to, że kobieta, która uznała, iż potrzebuje prawa jazdy, ma teraz awersję do jeżdżenia samochodem.
„Powódka w wyniku przedmiotowego zdarzenia doznała urazu psychicznego. Z opinii biegłego psychiatry wynika bezsprzecznie, iż u powódki w dalszym ciągu utrzymują się zaburzenia snu, zaburzenia emocjonalne oraz nasilone stany lękowe, które dotyczą jazdy samochodem. Powódka nie ukończyła bowiem nigdy kursu nauki jazdy samochodem z powodu lęku przed jazdą, a sama jazda samochodem jako pasażer powoduje u niej znaczny dyskomfort i nasilony lęk” – wskazał sąd w uzasadnieniu. Dodał przy tym, że doszło w związku z tym do ograniczenia możliwości realizacji życiowych planów. Umiejętność samodzielnej jazdy samochodem daje bowiem poczucie samodzielności i wolności.
Reklama
Jednocześnie żądana przez kobietę kwota była w ocenie sądu zbyt wygórowana. Zadośćuczynienie ma służyć rekompensacie poniesionych krzywd, ale nie powinno prowadzić do wzbogacenia się wskutek niewspółmiernej relacji cierpienia do wypłaconych pieniędzy.
„Powódka po wypadku ma pewne ograniczenia, ale może samodzielnie funkcjonować, skutki wypadku nie wpłynęły na jej życie w ten sposób, że odebrały możliwość wykonywania pracy zawodowej (była już na emeryturze) albo odebrały jej radość z braku kontynuacji pasji życiowej. Pewne ograniczenia dotyczące czytania wystąpiły w pierwszym okresie po wypadku” – ocenił sąd.
Sąd musiał także rozstrzygnąć co do tego, czy zakład ubezpieczeń powinien pokryć wydatek ponad 1000 zł w postaci wyjazdu powódki do miejscowości uzdrowiskowej w celu podratowania zdrowia. W tym aspekcie wyrok jest korzystny dla ubezpieczyciela. Sąd wskazał bowiem, że pobyt powódki w uzdrowisku nie miał związku z rozstrojem zdrowia doznanym w wypadku. Przede wszystkim, wbrew twierdzeniom kobiety, brakło dowodów świadczących o tym, że takie było zalecenie lekarza. Z przedłożonych przez byłą kursantkę dokumentów nie wynikało, aby w trakcie leczenia była ona kierowana czy to na turnus rehabilitacyjny, czy zasugerowano jej zmianę otoczenia.
„Wprawdzie lekarz POZ zaświadczył, iż powódka ze względu na swój stan zdrowia (...) wymagała rehabilitacji i rekonwalescencji w warunkach sanatoryjnych, to niemniej jednak brak jest jakichkolwiek dowodów świadczących, iż pobyt powódki rzeczywiście odbywał się w warunkach sanatoryjnych, a przy tym, co najważniejsze, żeby związane to było ze skutkami wypadku” – wskazał sąd. Nie było też żadnego dowodu, by powódka korzystała z jakichkolwiek zabiegów zdrowotnych. Należało więc to uznać za prywatny wyjazd, a za taki ubezpieczyciel płacić nie musi.
Istotny wpływ na wyrok miało to, że kobieta, która uznała, iż potrzebuje prawa jazdy, ma teraz awersję do jeżdżenia samochodem

orzecznictwo

Wyrok Sądu Okręgowego w Zielonej Górze z 10 grudnia 2018 r., sygn. akt I C 194/17. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia