Problem dotyczy odwołań od tych spraw, które nie mają charakteru dyscyplinarnego, a są rozstrzygane przez Krajową Radę Sądownictwa w formie uchwały. Do tej kategorii należą decyzje m.in. o tym, kto zostanie przedstawiony prezydentowi do powołania na urząd sędziego, czy też o tym, kto z tego zawodu odejdzie, czyli zostanie przeniesiony w stan spoczynku.

– Wygląda na to, że ustawodawca przeoczył tę kategorię spraw i nie rozstrzygnął w sposób niebudzący wątpliwości, która z izb SN powinna je rozpatrywać. A są to sprawy niezwykle ważne, dotykają bowiem kwestii sędziowskiej niezawisłości – zauważa prof. Sławomir Patyra, konstytucjonalista z UMCS.

Dlatego też jego zdaniem najlepszym sposobem rozstrzygnięcia tej kwestii byłaby kolejna nowelizacja ustawy o SN.

Gorący kartofel

Problem ujawnił się na gruncie medialnej sprawy krakowskiego sędziego Waldemara Żurka. Ma ona swój początek w decyzji Dagmary Woickiej-Pawełczyk, prezes Sądu Okręgowego w Krakowie, która przeniosła sędziego Żurka z wydziału odwoławczego cywilnego tego sądu do wydziału pierwszoinstancyjnego. Zainteresowany odwołał się do Krajowej Rady Sądownictwa, ta jednak stanęła po stronie prezes. W takiej sytuacji sędzia skorzystał z przysługującego mu prawa i złożył odwołanie do Sądu Najwyższego. Najpierw sprawa, zgodnie z intencją odwołującego się, trafiła do Izby Pracy SN. Kierujący jej pracami prezes Józef Iwulski uznał jednak, że odwołanie powinno trafić do Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych (IKNiSP) i tam je przekazał.

Pełniący obowiązki tej izby Dariusz Czajkowski powziął z koleii wątpliwość, czy to przypadkiem nie Izba Dyscyplinarna powinna zająć się odwołaniem sędziego Żurka. Wszystko dlatego, że z ustawy o SN (Dz.U. z 2018 r. poz. 5 ze zm.), a konkretnie z przepisu mówiącego o tym, jakimi sprawami zajmują się poszczególne wydziały Izby Dyscyplinarnej, wynika, że jej wydział drugi rozstrzyga m.in. „odwołania od uchwał Krajowej Rady Sądownictwa”. Problem jednak polega na tym, że wcześniejsze przepisy określające właściwość tejże izby mówią, że zajmuje się ona sprawami dyscyplinarnymi m.in. sędziów sądów powszechnych oraz sprawami wynikającymi z prawa pracy, ale tylko w stosunku do sędziów SN (patrz: grafika).

– Odwołania od uchwały KRS dotyczącej przeniesienia sędziego do innego wydziału absolutnie nie można traktować jako sprawy dyscyplinarnej. Jej genezą nie jest bowiem delikt dyscyplinarny popełniony przez sędziego – uważa prof. Patyra.

Zapewne na skutek podobnych wątpliwości p.o. prezesa IKNiSP zwrócił się do I prezesa SN o rozstrzygnięcie, która ostatecznie izba powinna zająć się sprawą sędziego Żurka. Ten 19 listopada odmówił przekazania odwołania do ID. Sprawa ma jednak swój dalszy ciąg i nadal nie wiadomo, jaki będzie jej finał. A wszystko dlatego, że sędzia Żurek złożył wniosek o wyłączenie od orzekania w jego sprawie wszystkich sędziów nie tylko z ID, ale także z IKNiSP. Został on przekazany do izby cywilnej, gdzie nadal czeka na rozpoznanie.

Szerszy problem

W aktualnym stanie prawnym problem będzie zapewne powracał i za każdym razem będzie wymagał ingerencji I prezesa SN.

– Można się spodziewać, że już niedługo pojawią się odwołania od uchwał KRS, czy to o nieprzedstawieniu prezydentowi żadnego z kandydatów startujących na urząd sędziego, czy to tych, w których rada rekomenduje osoby, które nie wyróżniają się niczym szczególnym na tle innych kandydatów, a przy tym mają np. dużo mniejsze poparcie w środowisku. Tutaj też mogą się pojawić wątpliwości, czy takimi odwołaniami powinna zajmować się Izba Pracy czy raczej IKNiSP – zauważa Sławomir Pałka, sędzia Sądu Rejonowego w Oławie, były członek KRS. Jak bowiem podkreśla, przy obecnym kształcie ustawy o SN można się spierać o to, która z izb jest przy tego typu sprawach właściwa.

A w obecnej sytuacji ma to niebagatelne znaczenie. Należy przypomnieć, że cała IKNiSP została obsadzona w procedurze konkursowej, co do której wysuwane są bardzo poważne wątpliwości. Wskazuje się m.in. na to, że ogłoszenie prezydenta o wolnych stanowiskach w SN, które rozpoczęło nabór m.in. do IKNiSP, nie miało kontrasygnaty premiera, co może oznaczać wadliwość powołań.

– Przesądzenie przez ustawodawcę, że kwestie sporne dotyczące sędziów rozstrzyga Izba Pracy, pozwoliłoby uniknąć np. składania wniosków o wyłączenie sędziów IKNiSP, które z pewnością będą się pojawiać – zauważa sędzia Pałka.

Co do tego, że najlepiej by było, aby kwestia ta została rozstrzygnięta w drodze nowelizacji ustawy, wątpliwości nie ma prof. Patyra.

– Obecny stan prawny wprowadza element niepewności i niepotrzebnie wydłuża sędziom ścieżkę dochodzenia ich praw przed sądem – zauważa konstytucjonalista.

Autorem projektu ustawy o SN był prezydent. Nie udało nam się jednak uzyskać stanowiska kancelarii głowy państwa w kwestii tego sporu.

Zmarnowana szansa

Jednak ze środowiska sędziowskiego płyną głosy niezadowolenia skierowane nie tylko przeciwko ustawodawcy. Sędziowie mają bowiem żal również do prezesa Józefa Iwulskiego.

– Gdyby nie przekazał sprawy IKNiSP, być może nikt by nie podniósł wątpliwości co do właściwości izb w tego typu sprawach i w spokoju mogłaby je rozstrzygać Izba Pracy. Budzi ona większe zaufanie sędziów nie tylko dlatego, że w zdecydowanej większości orzekają tam starzy sędziowie, ale także dlatego, że wypracowała już pewien dorobek orzeczniczy w tego typu postępowaniach – słyszymy od jednego z sędziów.

Oczywiście, można sobie wyobrazić, że po pewnym czasie rządzący sami by się zorientowali, że występuje tu swego rodzaju niedoróbka legislacyjna, i przeprowadziliby szybko nowelizację rozstrzygającą tę kwestię na korzyść nowej IKNiSP.

– Do tego czasu jednak zapewne kilka orzeczeń w sprawach uchwał KRS zdążyłaby Izba Pracy wydać. Sędzia Iwulski zmarnował tym samym doskonałą okazję do tego, aby zapewnić rzeczywistą kontrolę nad tym, co wyczynia obecna KRS – słyszymy od jednego z sędziów. Sposób, w jaki KRS chociażby uzasadnia swoje decyzje o przedstawieniu danej osoby prezydentowi, czy to do powołania na urząd sędziego, czy też do awansu do wyższej instancji – zdaniem sporej części środowiska – pozostawia sporo do życzenia.

– Zazwyczaj jest to kilka lakonicznych zdań, które niczego nie tłumaczą. Przypuszczam, że gdybym w taki sposób uzasadnił chociażby decyzję dotyczącą kosztów sądowych, to by się nie ostała w wyższej instancji. A co dopiero mówić o tak fundamentalnych kwestiach jak powołania sędziów – zauważa jeden z naszych rozmówców.