Fakt nabycia rzeczy w trakcie trwania małżeństwa nie oznacza, że w każdym przypadku wejdzie ona do majątku wspólnego małżonków. I to nawet przy obowiązującym reżimie ustawowej wspólności majątkowej. Jeśli bowiem żona zainwestowała ogrom swych prywatnych pieniędzy w dom, nie ma żadnego powodu, aby po rozwodzie uważać, iż nieruchomością należy podzielić się po połowie. To sedno piątkowej uchwały Sądu Najwyższego.
Sprawa, która trafiła do sądu, dotyczyła uzgodnienia treści księgi wieczystej z rzeczywistym stanem prawnym. Chodziło o sytuację po rozwodzie. W trakcie trwania związku kobieta postanowiła kupić nieruchomość kosztującą ponad 500 tys. zł. 310 tys. zł pochodziło z jej majątku odrębnego, zaś pozostała kwota ze wspólnego. W księdze wieczystej jako właścicielkę ujawniono kobietę.
Związek się rozpadł, zaczęły się rozliczenia. Mężczyzna zażądał wpisu w księdze wieczystej sprowadzającego się do tego, że on jest współwłaścicielem nieruchomości w połowie. Sąd rejonowy uznał, że nie ma ku temu podstaw. Postanowił wpisać w księdze wieczystej udział powoda w prawie własności w wysokości 20/100. Powód wniósł apelację. Sąd okręgowy zaś stwierdził, że aby wydać wyrok, potrzebuje wsparcia Sądu Najwyższego. Zarysowały się bowiem aż trzy możliwości. Pierwsza – popierana przez powoda – opiera się na kryterium czasu nabycia. Skoro rzecz została nabyta w trakcie małżeństwa przy udziale środków wspólnych, wchodzi ona w całości do majątku wspólnego, a zatem mężczyźnie należy się połowa. Druga koncepcja – forsowana przez pozwaną – opiera się na założeniu, że rzecz wchodzi do tego z majątków, z którego pochodzi większa część środków na nabycie rzeczy. Jako że większość pieniędzy kobieta wyłożyła z majątku odrębnego – cała nieruchomość jest jej.
Reklama
Trzeci wariant to wyliczenie stricte matematyczne. Czyli rzecz wchodzi do majątku odrębnego jednego z małżonków i jednocześnie do ich majątku wspólnego w udziałach odpowiadających stosunkowi środków przeznaczonych z tych majątków na nabycie rzeczy.
I właśnie do tego ostatniego wariantu przychylił się Sąd Najwyższy. Jak wyjaśniała sędzia sprawozdawca Marta Romańska, małżeństwo nie może uniemożliwiać wchodzenia w relacje cywilne z całym światem. – Jeśli ktoś ma majątek odrębny, osobisty, to nie ma podstaw, aby sam fakt zawarcia związku małżeńskiego prowadził do wyzbycia się tego majątku. A taki byłby realny skutek przyjęcia, że kluczowe jest kryterium czasu nabycia – stwierdziła prof. Romańska.
Nie ma też powodu, by całość rzeczy przypisać jednemu z małżonków, skoro część środków została wyłożona ze wspólnego budżetu. Teoretycznie mogłoby się przecież okazać, że jeden grosz przesądzałby o własności nieruchomości wartej setki tysięcy.

ORZECZNICTWO

Uchwała SN z 19 października 2018 r., sygn. akt III CZP 45/18.