Zgodnie z zasadą koncentracji materiału dowodowego proces powinien stanowić zwarty ciąg czynności, które dokonywane są bez zbędnej zwłoki. Czyli zasadą powinno być nie odraczanie rozpraw, lecz ich przerywanie. Jednak ciągle sprawy karne są wyznaczane raz na kilka miesięcy i ciągną się latami.
Czasem wynika to z obiektywnych przyczyn (mała liczba biegłych powoduje duży okres oczekiwania na ekspertyzę), ale zdaniem Ministerstwa Sprawiedliwości sprawy mogłyby być wyznaczane częściej, gdyby wydłużono maksymalny czas przerwy w rozprawie. Dlatego resort w ramach reformy kodeksu postępowania karnego planuje zmianę art. 401 par. 2 przez wydłużenie maksymalnego okresu, na jaki można zarządzić przerwę, z 35 do 42 dni.
Jak słyszymy w ministerstwie, zmiana ma być wyjściem naprzeciw postulatom zgłaszanym przez środowiska sędziowskie.
Reklama
– Praktyka pokazuje, że obecna regulacja, która zakreśla maksymalny czas przerwy na okres do 35 dni, nie sprzyja realizacji zasady ciągłości postępowania. Zwłaszcza że po upływie przerwy zasadą jest prowadzenie rozprawy od początku, a kontynuacja jest możliwa tylko wyjątkowo – tłumaczy Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości.
A to, zdaniem pomysłodawców zmian, utrudnia postępowanie zwłaszcza w dużych, skomplikowanych sprawach. Coraz większa liczba obowiązków referentów sprawia, że rozprawy są odraczane i coraz trudniej jest koncentrować ich terminy. A każde odroczenie zwiększa obowiązki sądu, głównie związane z obsługą korespondencji. W przypadku wyznaczenia przerwy w rozprawie sąd nie musi zawiadamiać stron o nowym terminie nawet w przypadku ich nieobecności. Odraczając sprawę, takie zawiadomienie należy już stronom dostarczyć. Wydłużenie przerwy do 42 dni może zatem sprawić, że mniej rozpraw będzie odraczanych, dzięki czemu rysuje się szansa, że sprawy karne będą rozpatrywane szybciej.
Z drugiej strony zmiana ta rodzi też ryzyko zwiększenia absencji stron. Więcej może również być przypadków, w których wyroki będą zapadać podczas rozpraw, o których skazany nie był zawiadomiony. To z kolei może implikować sytuacje, w których skazany zostanie pozbawiony możliwości odwołania się od niekorzystnego orzeczenia. Może tak być, bo przygotowany przez resort sprawiedliwości projekt nie przywraca w art. 100 k.p.k. bezpiecznika w postaci zobowiązania sądu do dostarczenia pocztą wyroku stronie, która nie była obecna podczas jego ogłoszenia. Gdyby przepisy obligowały sądy do dostarczania nieobecnym stronom wyroków, zmiana art. 401 par. 2 k.p.k. nie naruszałaby ich gwarancji procesowych.
– Rozumiem te argumenty, choć ich nie podzielam. Sąd nie ma obowiązku wykazywać więcej troski o prawa oskarżonego niż on sam. W związku z tym strona musi wykazywać pewną staranność i dowiadywać się, co się w jego sprawie dzieje i na kiedy został wyznaczony kolejny termin – tłumaczy Marcin Warchoł.
Zapewnia, że ma świadomość, że stroną postępowania są też np. pełnomocnicy posiłkowi, dlatego jeszcze raz podda tę kwestię do analizy zespołowi pracującemu nad zmianami, tak by wyważyć wszystkie wartości.