Od 22 czerwca kierowca nie straci prawa jazdy za zbyt szybką jazdę, jeśli np. wiezie kogoś do szpitala. Tymczasem ostatnio zaczęła spadać liczba dużych przekroczeń prędkości.
Natychmiastowe zatrzymanie prawa jazdy na trzy miesiące za przekroczenie prędkości w obszarze zabudowanym o więcej niż 50 km/h na godzinę to jeden z najbardziej dolegliwych, a jednocześnie kontrowersyjnych środków karnych. Dolegliwych, bo w przypadku kontroli drogowej kierowca odczuwa negatywne skutki zbyt szybkiej jazdy od razu po popełnieniu czynu. Kontrowersyjnych, ponieważ sankcja nakładana jest niezależnie od okoliczności. Nieważne, czy ktoś pędził nocą po dwupasmowej drodze, czy w dzień wąską uliczką przed przedszkolem. Nie ma też znaczenia powód, dla którego kierowca złamał przepisy.
To wszystko prowadzi do paradoksalnych sytuacji. Zdarzało się, że policja zatrzymywała jadący za szybko pojazd, a dowiedziawszy się, że to np. rodzic spieszy się z dzieckiem do szpitala, wręcz eskortowała go, by mógł jak najszybciej dotrzeć do placówki. W takim przypadku odstępowała też od nałożenia mandatu karnego (zgodnie z art. 16 kodeksu wykroczeń nie popełnia wykroczenia, kto działa w celu uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego dobru chronionemu prawem, a dobro poświęcone nie przedstawia wartości oczywiście większej niż dobro ratowane). Jednak zatrzymać dokument na trzy miesiące funkcjonariusze musieli.