W połowie 2017 r. poza biologicznymi rodzinami przebywało 74,6 tys. dzieci. Spośród nich 56,6 tys. znajdowało się w rodzinach zastępczych i rodzinnych domach dziecka, a 17,9 tys. w formach instytucjonalnych (głównie placówkach opiekuńczo-wychowawczych).



Tak wynika ze statystyk Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, obejmujących pierwsze półrocze ubiegłego roku. Dane pokazują, że ogólna liczba podopiecznych pieczy – w porównaniu do 2016 r. – zmniejszyła się o 143, przy czym w stosunku do rodzin zastępczych nastąpił wzrost o 97 dzieci, natomiast w odniesieniu do placówek – spadek o 243.
– Nie są to jeszcze pełne dane i ogólna sytuacja w pieczy na ich podstawie nie wygląda najgorzej, ale jeśli popatrzy się na bardziej szczegółowe statystyki, to nie napawają one optymizmem – mówi Joanna Luberadzka-Gruca z Koalicji na rzecz Rodzinnej Opieki Zastępczej.
Reklama
Widać to w przypadku rodzinnych form pieczy zastępczej, które powinny stanowić podstawę systemu opieki (domy dziecka mają pełnić funkcję marginalną). W okresie od stycznia do czerwca 2017 r. ich łączna liczba zwiększyła się o 42, jednak ten wzrost dotyczy głównie rodzin zastępczych niezawodowych oraz rodzinnych domów dziecka. Liczba rodzin zastępczych zawodowych pełniących funkcję pogotowia rodzinnego spadła w tym samym czasie o 11.

Reklama
Wprawdzie nie jest to spadek drastyczny, ale biorąc pod uwagę, że powiatom od dawna brakuje osób, które będą podejmować się opieki nad dziećmi w trybie interwencyjnym, utrata każdej takiej rodziny jest problemem. Ponadto praktycznie bez zmian pozostaje liczba rodzin zastępczych zawodowych typu specjalistycznego, do których trafiają m.in. dzieci niepełnosprawne lub nieletnie matki. W pierwszym półroczu 2017 r. było ich 244, o jedną mniej niż rok wcześniej.
Co ważne, widać, że wyhamowała obserwowana od momentu wejścia w życie ustawy z 9 czerwca 2011 r. o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej (t.j. Dz. U. z 2017 r. poz. 697 ze zm.) tendencja związana ze wzrostem liczby placówek opiekuńczo-wychowawczych. O ile np. w ciągu 2014 r. powstały 94 nowe domy dziecka, a w 2016 r. – 52, to w pierwszych sześciu miesiącach ubiegłego roku pojawiły się tylko dwie nowe instytucje – ogółem było ich 1100. Może to świadczyć o tym, że w części samorządów zakończył się proces podziału większych placówek na mniejsze, liczące do 14 podopiecznych. W ten właśnie sposób powiaty starają się spełnić wymagany przepisami ustawy standard dotyczący wielkości placówek, gdy brakuje im rodzin zastępczych (ostatecznie wszystkie domy muszą zmniejszyć liczbę miejsc do 2 stycznia 2021 r.).
Niestety wciąż nierozwiązanym problemem jest przebywanie w instytucjonalnych formach pieczy dzieci poniżej 7. roku życia. Zgodnie z przepisami powinny być umieszczane w rodzinach zastępczych, ale w rzeczywistości dalej mieszkają w domach dziecka. W pierwszym półroczu liczba ich podopiecznych z tej grupy wiekowej wynosiła 1777 (w 2016 r. było ich 1876).
– Placówki tylko dla starszych dzieci to jeden z najważniejszych elementów reformy systemu pieczy, a jego realizacja cały czas pozostawia wiele do życzenia – podkreśla Joanna Luberadzka-Gruca.
Dodaje, że już za niecałe dwa lata, bo od 2020 r. będzie obowiązywał zakaz kierowania oraz pobytu w domach dziecka małoletnich, którzy mają mniej niż 10 lat. Skoro więc teraz powiaty mają takie trudności z zapewnieniem rodzinnej opieki dla najmłodszych, to te kłopoty będą jeszcze większe wraz z kolejnym zaostrzeniem standardów.
– Po tych kilku latach widać, że lokalne akcje pozyskiwania przez powiaty kandydatów na rodziny zastępcze nie przynoszą spodziewanych efektów. Konieczna jest ogólnopolska kampania zorganizowana przez MRPiPS, zwłaszcza że ostatnia taka akcja miała miejsce w 2005 r. – zauważa Joanna Luberadzka-Gruca.