statystyki

Korporacje w sądzie mogą więcej. Nie trzeba być lewakiem, żeby to dostrzec

autor: Mateusz Rodzynkiewicz06.02.2018, 11:52; Aktualizacja: 06.02.2018, 12:27
Konsekwencje stanowiska SN zdają się zatem urągać podstawowym wymogom praworządności

Konsekwencje stanowiska SN zdają się zatem urągać podstawowym wymogom praworządnościźródło: ShutterStock

Jeśli przyjrzeć się niektórym wypowiedziom Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego, okaże się, że najwyższe organy władzy sądowniczej w Polsce nie dostrzegają negatywnych skutków uprzywilejowania korporacji w relacjach z otoczeniem rynkowym.

Dyskusja o uprzywilejowaniu we współczesnym świecie korporacji, szczególnie tych największych i najsilniejszych kapitałowo, ma wymiar przede wszystkim społeczno-filozoficzny, przy czym w kanonie poprawności politycznej zdaje się mieścić przekonanie, że ten, kto piętnuje takie uprzywilejowanie w debacie publicznej, zasługuje na epitet „alterglobalisty” (np. Naomi Klein) albo lewaka (np. Tony Judt). Obecnie jednak coraz więcej wskazuje na to, iż klasyczny paradygmat neoliberalny wyczerpuje swą atrakcyjność. Przyczyniły się do tego zapewne przede wszystkim ekonomiczne skutki praktycznego wdrożenia tzw. konsensusu waszyngtońskiego, w wyniku którego we współczesnym świecie koncentracja ogromnego kapitału w rękach bardzo nielicznej elity konfrontuje się z pauperyzacją klasy średniej. Sytuacja taka przeczy neoliberalnym mantrom, jak wyświechtany już nieco bon mot, jakoby „przypływ podnosił wszystkie łodzie”. Jak widać, nie wszyscy pływają w tym samym oceanie, większość społeczeństwa znajduje się raczej na grząskim terenie przybrzeżnym, do którego ów mityczny przypływ nie sięga... Także niektórzy z „wielkich tego świata” przestrzegają, że albo skończymy z kulturą chciwości i wynikającym z niej uprzywilejowaniem wielkich koncernów, albo może się zdarzyć tak, że ci wielcy nie zdążą nawet wsiąść do swoich prywatnych odrzutowców w ucieczce przed buntem mas, jak napisał swego czasu w jednym z dzienników ekonomicznych któryś ze współtwórców potęgi Doliny Krzemowej.

W takiej atmosferze intelektualnej tym ciekawsza staje się analiza niektórych wypowiedzi polskiego Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego z ostatnich lat, gdyż judykaty, których krytycznym omówieniem zajmiemy się poniżej, świadczą raczej o tym, że najwyższe organy władzy sądowniczej w Polsce nie dostrzegają negatywnych skutków uprzywilejowania korporacji w relacjach z otoczeniem rynkowym.

Złapani w błędne koło


Pozostało jeszcze 82% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

  • prawnik(2018-02-07 06:02) Zgłoś naruszenie 102

    Korporacje nie: "mogą wiecej", tylko: "korzystają w pełni z tego, co każda strona procesu może". A osoba fizyczna często korzysta w 0%, bo uznaje, że najlepszą strategią procesową jest nieodebrane korespondencji z Sądu. I nie mówię tu o sytuacji, w której korporacja świadomie wskazuje zły adres (taki stan od kilku lat można zwalczać nawet na etapie egzekucji, w trybie art.139kpc), ale o bardzo powszechnym przekonaniu, że niepodjęcie listu z Sądu się opłaca. Bo, zdaniem wielu, odwleka sprawę. Nie odwleka. Proszę Was ludzie! Dajcie sobie sami szansę!

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane