Odciążenie sądów od rozpatrywania drobnych spraw cywilnych oraz wykroczeniowych. Taki ma być cel wypracowanych w resorcie sprawiedliwości dwóch projektów ustaw – podała w piątek PAP, powołując się na anonimowe źródło. Informację tę w rozmowie z DGP potwierdził Łukasz Piebiak, wiceminister sprawiedliwości.
Wiadomo, że tylko jeden z przygotowanych projektów trafi do konsultacji. O tym, który to będzie, zdecydować ma minister sprawiedliwości. Wszystko wskazuje na to, że jedną z koncepcji ma być wprowadzenie do porządku prawnego tzw. sądów pokoju. Jest to postulat, który od wielu lat jest zgłaszany przez środowiska prawnicze. Co ciekawe, niemal dokładnie rok temu przedstawiciele resortu sprawiedliwości na łamach naszej gazety zarzekali się, że powołanie tego typu sądów jest niemożliwe.
Reklama

Reklama
– Wprowadzenie sędziów pokoju do rozstrzygania spraw drobnych w lokalnych społecznościach jest na razie koncepcją. Do takiej zmiany potrzebne jest jednak porozumienie ponadpartyjne w parlamencie, bowiem wprowadzenie sędziów pokoju wymaga zmiany konstytucji – tłumaczyła w lutym zeszłego roku Wioletta Olszewska z biura prasowego Ministerstwa Sprawiedliwości.
Innego zdania byli wówczas eksperci, z którymi rozmawiał DGP.
– Mamy art. 177 konstytucji, który stanowi przecież wprost, że sądy powszechne sprawują wymiar sprawiedliwości we wszystkich sprawach z wyjątkiem spraw ustawowo zastrzeżonych dla właściwości innych sądów. I kto powiedział, że tymi innymi sądami nie mogą być właśnie sądy pokoju? – podpowiadał dr hab. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego. Jak jednak tłumaczył, aby nie budzić wątpliwości konstytucyjnych, ustawodawca musiałby po pierwsze, umiejscowić tego typu sądy w obecnej strukturze sądownictwa.
– W Polsce wszelkie spory muszą być rozstrzygane przez sądy. To wynika z art. 175 ustawy zasadniczej. Nie ma więc możliwości powołania jakiegoś innego organu, który by się tym zajmował w sposób prawnie wiążący, a nie byłby sądem – wtórował mu dr Jacek Zaleśny, konstytucjonalista z UW.
Drugim warunkiem, którego spełnienie byłoby konieczne, aby nie narazić się na zarzut niekonstytucyjności przy wprowadzaniu sądów pokoju, byłoby stworzenie ścieżki odwoławczej od rozstrzygnięć przez nie wydawanych.
– W ten sposób zagwarantowane zostałoby obywatelom prawo do sądów, które jest jednym z fundamentalnych zasad państwa prawa – wskazywał Piotrowski. Jego zdaniem wprowadzenie sędziów pokoju przy spełnieniu tych dwóch warunków nie stałoby w sprzeczności z obecną konstytucją.
Być może do podobnych wniosków doszli autorzy jednego z przygotowanych ostatnio projektów. Przedstawiciele resortu nie chcą jednak rozmawiać o szczegółach, dopóki nie zapadnie decyzja o tym, który projekt zostanie oficjalnie skierowany na ścieżkę legislacyjną.
O drugiej koncepcji wiadomo jeszcze mniej, a konkretnie tylko tyle, że również ma na celu wyprowadzenie drobnych spraw z sądów. Warto jednak przypomnieć, że w resorcie sprawiedliwości kilka lat temu bardzo poważnie rozważano przekazanie spraw o wykroczenia referendarzom sądowym, którzy mieli rozpatrywać je w postępowaniu nakazowym. O tym również informowaliśmy na łamach DGP. Od takiego nakazu karnego miało przysługiwać odwołanie do sądu. Wniesienie sprzeciwu przez obwinionego miało skutkować utratą mocy przez nakaz. W tym trybie miały być nakładane kary nagany i grzywny. Referendarz nie miał więc mieć prawa decydować o nałożeniu kary aresztu lub ograniczenia wolności. Co więcej, do jego kompetencji należałoby rozpatrywanie jedynie takich spraw wykroczeniowych, w których nie zachodzi potrzeba orzeczenia środka karnego, a okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości.
Choć pomysł ten zyskał swego czasu przychylność w środowisku sędziowskim, to należy mieć na względzie, że powstał on w okresie, kiedy kierownictwo resortu sprawiedliwości było zupełnie inne. Rodzi się więc pytanie, czy obecni rządzący będą chcieli korzystać z pomysłu poprzedników.