Już dziś mamy jedne z najwyższych opłat sądowych w krajach Unii Europejskiej. Mimo to resort sprawiedliwości planuje ich podwyżkę.



Z 30 do 100 zł wzrośnie minimalna opłata sądowa, trzeba będzie płacić za wniosek o doręczenie uzasadnienia orzeczenia, mniej będzie opłat stałych. To najważniejsze zmiany, jakie zamierza wprowadzić w systemie kosztów sądowych w sprawach cywilnych resort sprawiedliwości. Zdaniem profesjonalnych pełnomocników spowodują one, że występująca już obecnie bariera w dostępie do wymiaru sprawiedliwości jeszcze wzrośnie.
Reklama
Jak zapewniają pomysłodawcy, zmiany są konieczne, bo obecny system „nie spełnia zakładanych celów motywacyjnych i fiskalnych”. Tyle, że plany resortu sprawiedliwości przedstawione w wykazie prac legislacyjnych Rady Ministrów stoją w sprzeczności z postulatami zgłaszanymi od dłuższego czasu przez środowisko prawnicze. Problem zbyt wysokich opłat sądowych był podnoszony m.in. podczas majowego Kongresu Prawników Polskich. Wówczas zapadła decyzja o powołaniu społecznej komisji kodyfikacyjnej, której pierwszą z inicjatyw miało być podjęcie działań zmierzających do zmiany tego stanu rzeczy.

Reklama
– Wysokość opłat sądowych jest bardzo ważnym czynnikiem wpływającym na dostęp do wymiaru sprawiedliwości. Tymczasem z naszych badań wynika, że już w chwili obecnej mamy jedne z najwyższych stawek w Europie – zauważa Maciej Bobrowicz, prezes Krajowej Rady Radców Prawnych.
Dlatego też jego zdaniem pomysły resortu sprawiedliwości co do zmian w ustawie o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (Dz.U. z 2016 r. poz. 623 ze zm.) trudno uznać za trafione. – Nie dość, że wielu ludziom utrudni się w ten sposób dostęp do sądu, to jest jeszcze mało prawdopodobne, aby spowodowało to spadek liczby spraw wpływających do sądów – ocenia mec. Bobrowicz.
Z doświadczenia profesjonalnych pełnomocników wynika bowiem, że osoby, które zarzucają sądy bezpodstawnymi pismami, i tak zazwyczaj są zwalniane od kosztów sądowych.
Nieprzychylnym okiem na propozycje MS patrzy również sędzia Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”. – To niezbyt mądre. Takie proste podniesienie opłat, bez przeprowadzenia odpowiednich analiz na temat zamożności społeczeństwa oraz stopnia skomplikowania spraw, w których opłaty mają być podwyższone, skończy się przecież tym, że sądy zostaną zasypane wnioskami o zwolnienie od kosztów sądowych – zauważa Markiewicz.
Dlatego też jego zdaniem resort, jeżeli już chce wprowadzać zmiany w wysokości opłat, powinien najpierw zastanowić się nad przeprowadzeniem reformy, której efektem byłoby odebranie sądom kompetencji rozstrzygania o kosztach sądowych i przekazanie jej innemu podmiotowi.
– W ogóle zmiany zmierzające do odciążenia sądów od pracy należałoby zacząć od próby ograniczenia ich kognicji. No ale to jest dużo trudniejsze zadanie niż proste podniesienie stawek – zauważa sędzia.
Mniej jednoznacznie prawnicy wypowiadają się za to o pomyśle wprowadzenia opłat sądowych od wniosków o doręczenie uzasadnienia orzeczenia. Resort proponuje, aby koszty te były później zaliczane na poczet opłaty od wniesionego środka zaskarżenia. To, zdaniem projektodawców, powinno zapobiec powszechnej obecnie praktyce składania takich wniosków nawet przez strony wygrywające sprawę i nie mające interesu prawnego w jego zaskarżeniu.
– To prawda, że strony często nie stawiają się na rozprawie, aby wysłuchać ustnych motywów rozstrzygnięcia. W efekcie nawet ta, która osiągnęła swoje cele procesowe, składa wniosek o sporządzenie uzasadnienia. A to dodatkowa praca dla sędziego – przyznaje Krystian Markiewicz.
Dlatego też nie krytykuje on pomysłu wprowadzenia tego typu opłaty.
– Skoro obywatele płacą za apelację czy zażalenie, nie widzę nic złego w tym, żeby ponosili również koszty sporządzenia uzasadnienia – kwituje prezes Iustitii.
Z kolei Maciej Bobrowicz zauważa, że opłata ta powinna być raczej symboliczna, tak aby nie stanowiła bariery nie do przejścia dla osób chcących skorzystać z przysługującego im prawa do II instancji.
69,61 proc. pensji minimalnej stanowi w Polsce opłata sądowa w sprawie, w której wartość przedmiotu sporu wynosi 6 tys. euro