Organizacje pozarządowe wspólnie apelują do Andrzeja Dudy, by zawetował projekt ustawy powołujący Narodowy Instytut Wolności. Budzącym kontrowersje rządowym projektem ustawy o Narodowym Instytucie Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego wczoraj zajmował się Senat. Wszystko wskazuje na to, że ustawa szybko trafi na biurko głowy państwa.
Organizacje pozarządowe (NGO) nie zostawiają na dokumencie suchej nitki i liczą, że prezydent stanie po ich stronie. – Część z nich chce zwrócić się do prezydenta o zawetowanie przepisów. Wersja robocza apelu jest już przygotowana – przyznaje Łukasz Domagała z Ogólnopolskiej Federacji Organizacji Pozarządowych. Jak zareaguje na niego adresat? Najbliżsi współpracownicy Andrzeja Dudy nie chcieli wczoraj komentować sprawy.
Przedstawiciele trzeciego sektora zgłaszali zastrzeżenia już na wczesnym etapie prac nad koncepcją Narodowego Instytutu Wolności (NIW), który decydować ma o dystrybucji ok. 100 mln zł rocznie dla NGO. – Na 48 opinii przesłanych w procesie konsultacji aż 33 sprzeciwiały się jego utworzeniu – zwracają uwagę przedstawiciele NGO.
Reklama
– Konsultacje były ponadprzeciętne. Odbywały się specjalne spotkania w regionach z przedstawicielami organizacji pozarządowych. Było ponad 200 wniosków, z czego duża część została włączona do projektu – zapewniał niedawno w Sejmie wicepremier Piotr Gliński.
Ale już po konsultacjach rząd dodał do projektu preambułę, do której społecznicy mają dużo zastrzeżeń. Ich zdaniem duży nacisk kładzie na wartości chrześcijańskie, a nie na uniwersalne. – Daje więc możliwość podejmowania decyzji nie na podstawie tego, co organizacja chce zrobić, ale tego, jaki jest jej profil i z jakimi wartościami się utożsamia. W efekcie jeśli dyrektor instytutu będzie uważał, że dana organizacja wpisuje się w filozofię rządu czy ma profil prawicowy, to na tej podstawie ten podmiot dostanie środki – przekonuje Łukasz Domagała.
Ważne pieniądze od samorządów i rządu / Dziennik Gazeta Prawna
Z kolei Katarzyna Batko-Tołuć z Watchdog Polska wskazuje na art. 30 ust. 1 ustawy. Zgodnie z nim instytut realizuje programy „wspierania rozwoju społeczen´stwa obywatelskiego” – samodzielnie lub w drodze otwartego konkursu. I właśnie ten samodzielny tryb budzi wątpliwości. – Bardzo prawdopodobne, że nie będzie stosowana tu ustawa o działalności pożytku publicznego, tylko regulamin, który ustali sam dyrektor instytutu – obawia się Katarzyna Batko-Tołuć.
Kolejny artykuł wprowadza pojęcie „wsparcia instytucjonalnego”. Społecznicy nie mają pewności, co to oznacza. Wsparcie dla NGO z reguły ma charakter projektowy – pieniądze trafiają na konkretne przedsięwzięcia, które potem trzeba rozliczyć. Tu prawdopodobnie mowa jest o pieniądzach na wzmocnienie samych organizacji, czyli np. doposażenie biur czy opłacenie stałych pracowników. – Tego rodzaju wsparcie jest potrzebne trzeciemu sektorowi. Tyle że w świetle preambuły i priorytetów NIW pojawiają się wątpliwości, do kogo pieniądze będą trafiać i czy nie będzie to czysto uznaniowe. Można też zadać pytanie, czy pieniądze te nie będą służyły budowaniu zaplecza poparcia politycznego dla partii rządzącej ze strony podmiotów, które otrzymają wsparcie finansowe – mówi Filip Pazderski z Instytutu Spraw Publicznych.
– Demokratyzujemy system, a najgłośniej krzyczą ci, którzy najlepiej z niego żyją – broni pomysłu jeden z działaczy PiS. W rozmowie z nami wskazuje też na tegoroczne dane GUS. Wynika z nich, że w 2014 r. całkowita wartość przychodów wykazanych przez wszystkie rejestrowe organizacje non profit wyniosła 26,1 mld zł (przy kosztach 23,7 mld). Z tego tylko połowa pochodziła z publicznych źródeł nierynkowych. – Jak do tego ma się 100 mln zł, o które teraz jest awantura? – pyta polityk PiS.