Prezydencka ustawa o Sądzie Najwyższym położy kres rozproszonej kontroli konstytucyjności ustaw przez SN. I powierzy rozstrzyganie wątpliwości co do ważności wyborów sędziom zasiadającym w izbie, która zostanie zbudowana od podstaw.
Na pierwszy rzut oka pomysł prezydenta na reformę Sądu Najwyższego sprawia wrażenie bardziej proobywatelskiego niż zawetowana przez niego w lipcu koncepcja PiS. Teoretycznie projekt Andrzeja Dudy łagodniej obchodzi się także z aktualną kadrą sędziowską SN i nie demoluje jego wewnętrznej struktury tak, jak przewidywały to przepisy uchwalone przez posłów. Sama instytucja – w myśl prezydenckich propozycji – nie traci zaś żadnej części swojej dotychczasowej autonomii i niezależności od wpływów politycznych. A przede wszystkim nie zostaje poddana szczelnej kontroli ministra sprawiedliwości, jak chcieli tego autorzy pierwotnego projektu, powstałego w resortowych kręgach. Po bardziej wnikliwej lekturze rozwiązań przedstawionych przez Andrzeja Dudę te pierwsze wrażenia w dużej mierze ulegają zatarciu. Nie dość, że prezydent chce wzmocnić Trybunał Konstytucyjny kosztem SN (odbierając temu ostatniemu możliwość bezpośredniego sięgania po konstytucję), to jeszcze prospołeczne rozwiązania zawarte w tym projekcie okazują się pełne luk. I w rezultacie zamiast niwelować sądowe niesprawiedliwości, propozycje prezydenta Dudy mogą je tylko pogłębić. Co więcej, pomysł głowy państwa na wymianę personalną w SN jest wprawdzie nieco bardziej subtelny niż błyskawiczny odsiew kadr, jaki planowało ministerstwo, ale efekt będzie niemal ten sam: prócz usunięcia prof. Małgorzaty Gersdorf z funkcji I prezesa na emeryturę może odejść ok. 38 proc. sędziów.
Oskarżony bez obrońcy
Skazany lub oskarżony podczas rozpoznawania sprawy przez Sąd Najwyższy wskutek skargi nadzwyczajnej nie będzie mógł ani korzystać z obrońcy, ani ze swoich gwarancji procesowych. Taki będzie efekt jednego z przepisów prezydenckiej ustawy. Stanowi on, że w przypadkach nieuregulowanych ustawą o SN do postępowania w sprawie skargi nadzwyczajnej stosuje się odpowiednio przepisy kodeksu postępowania cywilnego.
Reklama
Rzecz w tym, że postępowania ze skarg nadzwyczajnych będą mogły być prowadzone również w sprawach karnych. Co to oznacza? Wyobraźmy sobie osobę oskarżoną o zabójstwo. Zostaje ona uniewinniona przez sąd okręgowy, a następnie decyzję tę podtrzymuje sąd apelacyjny. Rodzina ofiary decyduje się jednak wnieść skargę nadzwyczajną. Popiera ją minister sprawiedliwości – prokurator generalny. Naprzeciwko oskarżonego staje prokurator. Dziś w toku każdego postępowania karnego oskarżonemu przysługuje obrońca. Ma też pewne gwarancje procesowe, jak choćby prawa do odmowy składania wyjaśnień. Teoretycznie nie może skłamać w ramach swych wyjaśnień, ale nie ponosi odpowiedzialności karnej za okłamywanie sądu. Zgodnie z prezydenckim projektem zostanie tych praw jednak pozbawiony. Regulacje te znajdują się bowiem w kodeksie postępowania karnego, a nie cywilnego.
– To kuriozalny błąd, który musi zostać poprawiony na etapie prac parlamentarnych – przyznaje w rozmowie z DGP jeden z posłów PiS, prawnik.

Reklama
Poprawkę byłoby wprowadzić łatwo. Wystarczyłoby w wątpliwym przepisie dodać, że w sprawach karnych do praw oskarżonego lub skazanego stosuje się odpowiednio stosowne przepisy kodeksu postępowania karnego.
Koniec z rozproszoną kontrolą konstytucyjności
Sąd Najwyższy zostanie pozbawiony prawa interpretowania konstytucji na potrzeby prowadzonych przed nim postępowań, jeśli będą one efektem wniesienia skarg nadzwyczajnych. Jeśli dojdzie do wniosku, że w rozpatrywanej sprawie przyczyną naruszenia przez orzeczenie praw człowieka i wolności obywatelskich jest niezgodność ustawy z ustawą zasadniczą, to „występuje z pytaniem prawnym do Trybunału Konstytucyjnego”. A wówczas całe postępowanie ulega zawieszeniu. Oznacza to, że skład sędziowski w SN ma obowiązek zwrócić się do TK, gdy tylko uzna, że konieczne jest porównanie określonej normy z konstytucją.
Jest to zmiana podyktowana najprawdopodobniej tym, że Sąd Najwyższy w ostatnich latach znacznie częściej samodzielnie interpretuje ustawę zasadniczą bez oglądania się na trybunał. Czyni tak głównie w sprawach karnych, lecz sporadycznie zdarza się to również w izbie cywilnej. To efekt osłabionej wiary w funkcjonowanie TK. Prezydencki projekt być może jej nie przywróci sędziom, ale zobowiąże ich do przekazywania swych wątpliwości Julii Przyłębskiej.
Wybory pod lupą nowych sędziów
Stworzona od podstaw Izba kontroli nadzwyczajnej i spraw publicznych uzyska niezwykle szerokie kompetencje. Oprócz rozpoznawania skarg nadzwyczajnych od prawomocnych orzeczeń przejmie także znaczą część postępowań, którymi dotychczas zajmowała się izba pracy, ubezpieczeń społecznych i spraw publicznych. Chodzi o tak ważne kompetencje, jak badanie protestów wyborczych i ważności referendów, procesy z zakresu ochrony konkurencji, regulacji energetyki, telekomunikacji, transportu kolejowego, rozpoznawanie odwołań od decyzji dotyczących koncesji czy nałożonych kar Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, odwołań od uchwał Krajowej Rady Sądownictwa, a także skargi na przewlekłość postępowań przed sądami powszechnymi i wojskowymi. Co ważne, w kadrze izby kontroli nadzwyczajnej znajdą się całkiem nowi sędziowie (ich liczbę określi dopiero regulamin określony przez prezydenta po zasięgnięciu opinii kolegium SN). – Technicznie jest możliwe, że trafią tam osoby związane z partią rządzącą, bo tak się dzieje, gdy tworzy się coś od podstaw – powiedział wczoraj w TOK FM rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.
Sąd w sądzie
Podobnie jak w przypadku PiS-owskiej ustawy zawetowanej w lipcu prezydencki projekt przewiduje powołanie odrębnej izby dyscyplinarnej, która będzie się cieszyć znacznie większą autonomią niż pozostałe izby (otrzyma np. oddzielny budżet). Będzie odpowiedzialna za rozpoznawanie spraw związanych z naruszeniem etyki zawodowej zarówno przez samych sędziów SN, jak i wszystkich przedstawicieli innych zawodów prawniczych oraz lekarzy. Szef izby dyscyplinarnej, w przeciwieństwie do prezesów pozostałych izb, będzie praktycznie zupełnie niezależny od I prezesa SN, jeśli chodzi o sposób przydziału spraw i inne kwestie organizacyjne. Uzyska także wpływ na opiniowanie wniosków sędziów SN o zgodę na dalsze orzekanie po ukończeniu 65. roku życia. Co więcej, prezydent powoła szefa izby dyscyplinarnej samodzielnie, bez wymogu konsultacji z I prezesem. Głowa państwa (a nie jak w PiS-owskiej ustawie – minister sprawiedliwości) uzyska także prawo powołania nadzwyczajnego rzecznika dyscyplinarnego, którego zadaniem będzie prowadzenie dochodzenia w sprawie któregoś z sędziów SN.
Pięć lat niepewności
Jak pisaliśmy wczoraj, możliwość wniesienia skargi nadzwyczajnej – nowego środka podważania prawomocnych, lecz rażąco niesprawiedliwych orzeczeń sądowych – nie będzie ograniczona czasowo. Zgodnie z proponowaną ustawą sięgnięcie po ten środek będzie dopuszczalne w terminie pięciu lat od uprawomocnienia się podważanego rozstrzygnięcia. Co ważne, nie będzie można uwzględnić skargi nadzwyczajnej na niekorzyść oskarżonego, jeśli zostanie ona wniesiona po sześciu miesiącach od uprawomocnienia się orzeczenia lub rozpoznania kasacji. W ciągu trzech lat po wejściu w życie nowej ustawy otworzy się droga do zaskarżenia w trybie nadzwyczajnym wszystkich orzeczeń kończących postępowanie, które uprawomocniły się po 17 października 1997 r. Ale jeżeli od uprawomocnienia się rozstrzygnięcia sądowego minęło już pięć lat i wywołało ono nieodwracalne skutki prawne bądź jest ono ważne z punktu widzenia praw i wolności obywatela, to SN może ograniczyć się do stwierdzenia, że zaskarżony wyrok wydano z naruszeniem prawa. O wniesienie skargi nadzwyczajnej mają prawo ubiegać się zarówno osoby fizyczne, jak i prawne (czyli np. skonfliktowane ze sobą spółki) tylko za pośrednictwem m.in. prokuratora generalnego i rzecznika praw obywatelskich. Jak zasugerował sam Adam Bodnar, istnieje ryzyko, że bez zwiększenia budżetu biura RPO nie da się w szybkim tempie rozpatrywać wniosków w tej sprawie. A pretensje o powstałe z powodu zaległości i tak spadną na rzecznika.
Dłuższa droga do Strasburga
Wprowadzenie do porządku prawnego skargi nadzwyczajnej na prawomocne, lecz rażąco niesprawiedliwe orzeczenie sądowe może mieć i taki skutek, że Polacy na okres co najmniej kilku lat zostaną pozbawieni możliwości ubiegania się o swoje prawa przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Zgodnie bowiem z art. 35 par. 1 konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności trybunał może rozpatrzeć sprawę, która do niego trafiła, tylko wówczas, gdy skarżący wykorzystał wszystkie środki odwoławcze, jakie przyznaje mu prawo krajowe. Pytanie, czy ETPC uzna, że do takich środków zaliczać się będzie projektowana skarga nadzwyczajna. Zasada wyczerpania krajowej ścieżki odwoławczej nie ma jednak charakteru bezwzględnego. Trybunał wielokrotnie podkreślał w swoich orzeczeniach, że należy ją stosować z pewną dozą elastyczności i bez nadmiernego formalizmu. Nie jest ona również stosowana przez Strasburg automatycznie. Ponadto z orzecznictwa ETPC wynika, że wykorzystanie dostępnych środków zgodnie z procedurą krajową ma szczególne znaczenie tam, gdzie w grę wchodzą względy jasności i pewności prawa.
Ministerialny rzecznik dyscyplinarny
Spore wątpliwości wywołują zawarte w projekcie o SN przepisy zmieniające prawo o ustroju sądów powszechnych w zakresie postępowań dyscyplinarnych. Po pierwsze jest w nich mowa o tym, że minister sprawiedliwości będzie mógł wyznaczyć własnego rzecznika dyscyplinarnego. Będzie on powoływany ad hoc, do konkretnej sprawy, a jego udział w sprawie będzie wykluczał podejmowanie czynności przez stałego rzecznika dyscyplinarnego nazywanego w projekcie rzecznikiem sędziów sądów powszechnych. Podobne rozwiązanie było zawarte także w zawetowanym projekcie poselskim, jednak w jeszcze bardziej niebezpiecznej wersji. Wówczas bowiem była mowa o tym, że minister będzie powoływał swojego rzecznika spośród prokuratorów. Prezydencki pomysł jest taki, aby funkcję tę mogli pełnić tylko sędziowie sądów powszechnych lub Sądu Najwyższego. Obawy w środowisku sędziowskim wywołuje również rozwiązanie, zgodnie z którym sędziów do sądów dyscyplinarnych będzie wskazywał minister sprawiedliwości (identyczne przepisy były w zawetowanej przez prezydenta poselskiej ustawie).
– To bardzo złe rozwiązanie. Niedopuszczalne jest, aby minister sprawiedliwości – prokurator generalny wyznaczał jakiekolwiek składy sędziowskie. Nie mówiąc już o tym, że w ustawie nie wskazano żadnych kryteriów takiego wyboru. To jest sprzeczne ze wszystkimi standardami demokratycznego państwa prawnego – komentuje Bartłomiej Starosta, sędzia Sądu Rejonowego w Sulęcinie, przewodniczący stałego prezydium Forum Współpracy Sędziów.