Prezesa NIK nie da się tak łatwo wymienić w trakcie kadencji. Trzeba z tym poczekać na prawomocny wyrok skazujący.
Reklama
Zapowiadany od niemal dwóch lat akt oskarżenia przeciwko Krzysztofowi Kwiatkowskiemu, prezesowi Najwyższej Izby Kontroli, trafił do sądu. Ma się nim zająć III Wydział Karny Sądu Rejonowego dla miasta stołecznego Warszawy.
O zarzutach dla Kwiatkowskiego mówiło się już w 2015 r., a czyny karalne, których miał się dopuścić, miały miejsce w 2013 r. Chodzi o ustawianie konkursów na stanowiska dyrektora delegatury NIK w Rzeszowie i wicedyrektora tej jednostki, a także o podżeganie do przekroczenia uprawnień ówczesnego wiceprezesa NIK Mariana Cichosza. W związku z powyższym prokuratorzy doszli do wniosku, że Kwiatkowski popełnił przestępstwo, o jakim mowa w art. 231 kodeksu karnego – nadużycia władzy. Za ten czyn grozi kara pozbawienia wolności do lat trzech, jednakże jeżeli funkcjonariusz działał w celu osiągnięcia korzyści, wymiar kary wzrasta do lat 10.
Dlaczego dopiero teraz udało się sformułować akt oskarżenia? Wpływ na to miały przede wszystkim regulacje prawne, a właściwie ich brak. Przypomnijmy – uchylić Kwiatkowskiemu immunitet jako pierwsza próbowała w 2015 r. Prokuratura Apelacyjna w Katowicach. Nie udało jej się to, gdyż posłowie ówczesnej większości (PO-PSL) uznali, że jest to niemożliwe, m.in. dlatego, że nie ma procedury, która pozwoliłaby pociągnąć prezesa NIK do odpowiedzialności karnej przed sądami powszechnymi. Stwierdzili tak w oparciu o opinie sporządzone na zlecenie Kancelarii Sejmu. Ich autorami byli m.in. Wojciech Orłowski z UMCS w Lublinie, prof. Anna Młynarska-Sobaczewska z INP PAN czy prof. Sławomir Steinborn z Uniwersytetu Gdańskiego. Choć byli też prawnicy, którzy uważali, że jest to możliwe. Do tego grona należał np. Andrzej Seremet, ówczesny prokurator generalny, za pośrednictwem którego katowicka prokuratura składała do Sejmu wniosek dotyczący Kwiatkowskiego.

Reklama
Prezesa NIK nie da się też sądzić przed Trybunałem Stanu za zarzucane mu przez śledczych czyny, bo zgodnie z konstytucją tylko prezydent ponosi odpowiedzialność przed tym organem zarówno za delikt konstytucyjny, jak i za przestępstwo (w okrojonym zakresie również członkowie Rady Ministrów). Prezes NIK, jak i pozostałe organy państwowe, przed TS mogą odpowiadać tylko za czyny niezgodne z ustawą zasadniczą.
Pat trwał do 1 czerwca 2016 r. W tym dniu weszła w życie nowelizacja ustawy o Rzeczniku Praw Obywatelskich oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2016 r. poz. 677). Wprowadziła procedurę uchylania ochrony immunitetowej takim podmiotom, jak rzecznik praw obywatelskich, rzecznik praw dziecka, generalny inspektor ochrony danych osobowych czy właśnie prezes NIK. Zgodnie z nią wnioski o wyrażenie zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej osób pełniących te funkcje mają być, za pośrednictwem ministra sprawiedliwości – prokuratora generalnego, kierowane do marszałka Sejmu.
Regulacje te od początku jednak budziły wątpliwości co do ich zgodności z ustawą zasadniczą. Mariusz Bidziński, wspólnik w kancelarii Chmaj i Wspólnicy oraz wykładowca na Uniwersytecie Humanistycznospołecznym SWPS, jako niepokojące określił rozwiązanie, że to za pośrednictwem ministra sprawiedliwości będą składane wnioski o uchylenie immunitetu. – W procedurze zmierzającej do pozbawienia immunitetu takich organów jak RPO czy prezes NIK nie powinien brać udziału minister sprawiedliwości, który jest członkiem rządu. Te organy po to są wybierane przez Sejm, aby zapewnić im niezależność od organów władzy wykonawczej – podkreślił prawnik.
Ostatecznie wniosek o uchylenie immunitetu prezesowi NIK prokurator generalny złożył w październiku zeszłego roku. Posłowie się do niego przychylili, co pozwoliło skierować do sądu akt oskarżenia przeciwko Kwiatkowskiemu. To jednak dopiero połowa sukcesu. Teraz prokuratorzy będą musieli udowodnić stawiane mu zarzuty przed sądem powszechnym. I dopiero po tym, jak sprawa przejdzie przez wszystkie instancje i ewentualny wyrok skazujący się uprawomocni, Sejm będzie mógł odwołać Kwiatkowskiego z funkcji prezesa NIK. Ustawa o NIK (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 524) pozwala bowiem odwołać osobę zasiadającą w tym fotelu w trakcie sześcioletniej kadencji tylko w czterech przypadkach. Wśród nich jest właśnie skazanie prawomocnym wyrokiem sądowym za popełnione przestępstwa.
Cała sprawa ma polityczny podtekst. Gdy w lipcu 2015 r. pojawił się pierwszy wniosek prokuratury w sprawie uchylenia Kwiatkowskiemu immunitetu, zaczęto mówić o możliwej dymisji. Najpierw w PO, krytytcznej wobec części raportów NIK, których konkluzje nie były przychylne dla ówczesnej władzy. PO bała się też, że jeśli PiS wygra wybory, wykorzysta śledztwo prokuratorskie, by skrócić kadencję szefa NIK. Prezes pozostał jednak na stanowisku jako jeden z nielicznych szefów istotnych instytucji państwowych, który nie został nominowany przez obecną ekipę. Kadencja szefa NIK kończy się w lipcu 2019 r.

ROZMOWA

Prezes NIK chce, by sąd szybko wyjaśnił sprawę

Paweł Osik, obrońca Krzysztofa Kwiatkowskiego, adwokat z kancelarii Pietrzak Sidor & Wspólnicy

Jak do zarzutów, jakie postawiła prokuratura, odnosi się prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski?
Konsekwentnie nie przyznaje się do winy. Jesteśmy przekonani, że proces przed niezależnym, niezawisłym i bezstronnym sądem doprowadzi do wydania wyroku uniewinniającego. Prezes Kwiatkowski od samego początku nie ma sobie nic do zarzucenia. Gdy prokuratura wystąpiła z wnioskiem o uchylenie immunitetu, deklarował chęć jego zrzeczenia się. Nie było jednak takiej prawnej możliwości. Po nowelizacji ustawy, gdy pojawiła się taka możliwość i wnioskiem prokuratury zajęły się najpierw sejmowa komisja, a potem Sejm, prezes prosił o jak najszybsze uchylenie immunitetu, co się w końcu stało. Krzysztof Kwiatkowski chce, by sprawa została jak najszybciej wyjaśniona. Ubolewamy, że aż dwa lata upłynęły pomiędzy opublikowaniem przecieków rozmów, które miał rzekomo prowadzić mój klient, a momentem, gdy do sądu wpłynął akt oskarżenia. Ale cieszymy się, że wreszcie forum do analizy tej sprawy stanowić będzie sala rozpraw.
Jak prezes odnosi się do fragmentów podsłuchanych rozmów, które były ujawnione? Nie potwierdzają, że doszło do ustawienia konkursów?
Mój klient złożył wyjaśnienia w sprawie. A w związku z tym, że materiały te chronione są tajemnicą śledztwa, obrońcy w przeciwieństwie do prokuratury nie mają możliwości, by te informacje ujawniać bez narażania się na zarzut złamania prawa. Dopóki nie zostaną ujawnione na jawnej rozprawie sądowej, tajemnica śledztwa cały czas jest wiążąca. Dlatego nie mogę się do tej kwestii odnieść.
A czy Krzysztof Kwiatkowski rozważa rezygnację z funkcji lub zawieszenie jej pełnienia, dopóki sąd nie wyda wyroku?
Trudno odpowiedzieć mi na to pytanie, nie rozmawiałem z klientem na ten temat.
Czy pan lub prezes Kwiatkowski wiążecie postawienie zarzutów teraz z jakimś kontekstem politycznym?
Trudne pytanie, ponieważ jeślibyśmy chcieli, to – jak w pewnej anegdocie – wszystko moglibyśmy kojarzyć tylko z jednym. Chcę głęboko wierzyć, że działania prokuratury nie są motywowane żadnymi pobudkami o charakterze politycznym czy pozamerytorycznymi okolicznościami.