Według resortu rolnictwa obrońcy zwierząt, naginając przepisy, stworzyli niezły sposób zarabiania na odbieraniu czworonogów właścicielom oskarżanym o ich maltretowanie. Szykowane są więc zmiany w prawie.
Dotkną one 380 organizacji społecznych. Nowe regulacje mają pojawić się w przygotowywanej nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt.
Reklama

Reklama
Wątpliwości Ministerstwa Rolnictwa wzbudza brzmienie art. 7 ust. 3 obowiązującej ustawy, wprowadzonego do niej w 2011 r. Stanowi on, że „w przypadkach niecierpiących zwłoki” – gdy dalsze pozostawanie zwierzęcia u właściciela lub opiekuna zagraża jego życiu lub zdrowiu – policjant, strażnik gminny lub upoważniony przedstawiciel organizacji społecznej zabiera zwierze?, zawiadamiając o tym niezwłocznie wójta, burmistrza lub prezydenta miasta celem podjęcia urzędowej decyzji.
Resort uznał, że przepis, który miał dotyczyć "wyjątkowych sytuacji, zaczął być" nagminnie wykorzystywany przez organizacje społeczne. Zdaniem urzędników o nadużyciach świadczy to, że w wielu przypadkach samorządy wydają decyzje odmawiające odbioru zwierząt, a mimo tego organizacje nie zwracają właścicielom ich pupili. – Niekiedy przekazują zwierzęta w sposób nieuprawniony innym osobom lub podmiotom – mówi Dariusz Mamiński z biura prasowego resortu.
Dlatego ministerstwo chce wprowadzić przepisy, które zobowiążą wójta czy burmistrza do wydania decyzji o ewentualnym odebraniu zwierzęcia lub odmowie jej wydania w ciągu maksymalnie 24 godzin od wpłynięcia zawiadomienia. Brak zgody będzie oznaczać natychmiastowy powrót zwierzęcia do właściciela.
Na pierwszy rzut oka to dobry kierunek, bo postępowania potrafią ciągnąć się latami. Ale samorządowcy uważają, że nowe rozwiązanie nie ma szans na realizację. – A co jeśli zawiadomienie o odebraniu zwierzęcia wpłynie w piątek po południu? Jak urzędnik będzie chroniony przed błędnymi decyzjami podjętymi pod przymusem chwili? – dopytuje Leszek Świętalski ze Związku Gmin Wiejskich RP. Samorządowcy podejrzewają, że intencją resortu jest to, by zwierzę wracało do właściciela. – Inaczej po co byłby wyznaczony czas 24 godzin? – uzasadniają.
Wątpliwości mają organizacje społeczne. – My też byśmy sobie życzyli, by wójt wydawał decyzję w tak krótkim czasie. Sześć lat temu odebraliśmy 19 koni i do dziś czekamy na prawomocną decyzję wójta. Ale czy od decyzji wydanej w trybie 24-godzinnym będzie przysługiwać odwołanie do SKO i WSA? – pyta Cezary Wyszyński z Fundacji Międzynarodowy Ruch na rzecz Zwierząt Viva!.
Co będzie, jeśli wójt nie zdąży z decyzją? Pytani o to urzędnicy unikają odpowiedzi. – Projekt nowelizacji jest na bardzo wczesnym etapie legislacyjnym i nie jest zasadne, by dyskutować poszczególne rozwiązania tam proponowane – ucina Mamiński.
Słyszymy też, że do ministerstwa coraz częściej napływaja? skargi od obywateli na niezgodne z prawem przypadki odebrania zwierząt, nierzadko pomimo odmowy wydania decyzji przez wo´jta lub wyroku sadu nakazującego zwrot czworonoga. Poproszony o konkrety resort podaje, że w tym roku otrzymał cztery skargi. Dla porównania – tylko policja wszczęła w 2016 r. prawie 2,5 tys. postępowań w sprawie znęcania się nad zwierzętami (najwięcej od 1999 r.), a ich efektem były 1673 przypadki stwierdzonych przestępstw i 937 wykrytych.
Posłanka PiS Barbara Bubula w interpelacji skierowanej do Ministerstwa Rolnictwa pisze, że osoby zabiegające o interwencje w tej sprawie donoszą, iż organizacje pozarządowe są zainteresowane odbieraniem zwierząt ich właścicielom ze względów finansowych. Mechanizm ma polegać na tym, że zatrzymują psa czy kota, aby się nim opiekować, natomiast wysokimi kosztami za utrzymanie obciążają tę gminę, z której terenu czworonoga odebrano. W razie skazania właściciela uzyskują nawiązkę sądową, organizują też zbiórki pieniędzy na zwierzę odebrane interwencyjnie – zwraca uwagę.
Część tych zarzutów potwierdzają samorządowcy. W Polsce jest ok. 140 schronisk, a że zwykle brakuje miejsc, windowane są ceny. Dziś jednorazowa stawka wynosi od 1,5 tys. do nawet 7 tys. zł za zwierzę. Szacuje się, że tylko 40 proc. gmin posiada umowy o współpracy z przytuliskami. Dlatego część schronisk wprowadza opłaty dobowe za pobyt zwierzaka, np. w wysokości 25 zł. – Potem dzielą się zyskami z organizacjami, które im dostarczają zwierzęta – mówi jeden z wójtów.
– Z reguły koszty opieki nad odebranymi zwierzętami biorą na siebie nasi darczyńcy – prostuje Cezary Wyszyński z Vivy!. I dodaje, że jeśli nawet zakładamy, iż część organizacji nie przestrzega prawa, to dlaczego nagle ma zacząć je przestrzegać po nowelizacji? Ubocznym efektem pochopnej zmiany może być utrudnienie działania uczciwym organizacjom i przysporzenie dodatkowych cierpień zwierzętom – przekonuje działacz.