Opis czynu w orzeczeniu musi odpowiadać kompletowi znamion przewinienia dyscyplinarnego.
Stan faktyczny
Sprawa dotyczyła radcy prawnego – pełnomocnika szpitala. Wysłał on do wojewódzkiej komisji ds. orzekania o zdarzeniach medycznych pismo, w którym padły m.in. stwierdzenia, że w części medycznej składu orzekającego „brak zdolności do logicznego rozumowania” i że „nie przeczytała ze zrozumieniem akt postępowania”. Sprawa trafiła do okręgowego sądu dyscyplinarnego, który uznał radcę za winnego przekroczenia granic wolności słowa i naruszenia godności wykonywanego zawodu. Wymierzył mu za to karę upomnienia. Radca wniósł odwołanie, a Wyższy Sąd Dyscyplinarny Krajowej Izby Radców Prawnych uniewinnił obwinionego od czynu polegającego na użyciu w piśmie kilku zakwestionowanych określeń, ale utrzymał w mocy orzeczenie w pozostałym zakresie, a więc dotyczącym zawarcia w piśmie dwóch najbardziej rażących sformułowań. Obrońca prawnika skierował sprawę na wokandę Sądu Najwyższego, który uchylił orzeczenia sądów obu instancji i uniewinnił radcę (wyrok z 17 maja 2017 r., sygn. akt SDI 12/17).
Reklama
Uzasadnienie
SN wskazał na wadliwą konstrukcję zaskarżonego orzeczenia. Skoro zawartość art. 11 par. 1 kodeksu karnego, który ma wprost zastosowanie w radcowskim postępowaniu dyscyplinarnym, sprowadza się do nakazu traktowania jednego czynu jako jednego przewinienia dyscyplinarnego, to nie wolno go rozbijać na mniejsze elementy. Nie można było zatem uniewinnić radcy w kontekście niektórych fragmentów pisma i jednocześnie przypisać mu winę w zakresie innych jego elementów, bo chodzi o ten sam czyn. Innymi słowy, orzeczenie drugiej instancji przybrało jaskrawo sprzeczną z prawem postać, ponieważ doszło w nim do rozszczepienia jednego czynu na dwa. Ugruntowany jest bowiem pogląd, że złamanie zasady niepodzielności przedmiotu procesu, np. przez umorzenie postępowania w zakresie niesamodzielnych fragmentów czynu, wyklucza możliwości kontynuowania postępowania co do pozostałych elementów. Dla rozstrzygnięcia sprawy na etapie postępowania kasacyjnego kluczowe znaczenie miał art. 11 ust. 1 ustawy o radcach prawnych (Dz.U. z 1982 r. nr 19, poz. 145 ze zm.) Przepis ten stanowi, że radca prawny przy wykonywaniu czynności zawodowych korzysta z wolności słowa i pisma w granicach określonych przepisami i rzeczową potrzebą. Zarzut obrazy tego przepisu został w kasacji podniesiony. Wprawdzie sam skarżący nie przydał mu pierwszorzędnej rangi, ale nie stanęło to na przeszkodzie, aby SN uznał ten zarzut za szczególnie doniosły. Przepis ten przesądza, że wykonując czynności zawodowe, w szczególności sporządzając pisma w imieniu klienta, radca może w sposób swobodny dobierać treść i formę wypowiedzi, jeśli nie przekracza granic wyznaczonych w tej regulacji. Tym samym wypowiedzi radcy zawarte w pismach formułowanych w imieniu klienta nie mogą być podstawą odpowiedzialności dyscyplinarnej, jeżeli pozostają w granicach prawa i rzeczowej potrzeby ocenianej w kontekście całokształtu sprawy. Dwa przytoczone fragmenty pisma SN ocenił inaczej niż sądy dyscyplinarne niższych instancji. Nie uznał wyrażonych przez pełnomocnika opinii za delikt dyscyplinarny. Niewątpliwie były to zwroty dosadne i ostre, ale nie stanowiły „obraźliwego ataku personalnego”. Przesądzające znaczenie dla rozstrzygnięcia tej sprawy miało to, że radcy nie przypisano – ani w I, ani II instancji – przekroczenia granic rzeczowej potrzeby. SN wskazał też, że opis czynu zawarty w orzeczeniu przypisującym mu winę musi odpowiadać kompletowi znamion przewinienia dyscyplinarnego. Jeśli zatem nienaruszająca prawa wypowiedź radcy w piśmie sporządzonym w ramach wykonywania czynności zawodowych, w imieniu mandanta, ma prowadzić do jego odpowiedzialności dyscyplinarnej, to w opisie czynu powinno znaleźć się stwierdzenie o przekroczeniu granic rzeczowej potrzeby, tak jak wskazuje na to przepis ustawy o radcach prawnych.

Reklama

KOMENTARZ

Michał Paprocki, radca prawny, Chmaj i Wspólnicy

Można odnieść wrażenie, że sądy dyscyplinarne dwóch instancji wywodziły fakt naruszenia dyscyplinarnego we właściwym kierunku i że ich orzeczenia realizują szeroko pojętą sprawiedliwość. Musimy jednak pamiętać, że postępowanie dyscyplinarne – prowadzone w oparciu o przepisy kodeksu postępowania karnego (stosowane odpowiednio) – i jego wynik nie mogą się opierać na wrażeniach, intuicji orzekających, empatii czy antypatii. Sądy dyscyplinarne dopuściły się tak wielu istotnych naruszeń procedury karnej, że takie orzeczenie nie mogło się ostać w Sądzie Najwyższym. Naruszyły podstawowe prawa obwinionego: do obrony, do rzetelnego procesu.
SN, co do zasady, rozpoznaje kasacje w granicach zaskarżenia i podniesionych zarzutów. W tej sprawie wykazał się imponującą życzliwością w stosunku do skarżącego. Z uzasadnienia wyroku wynika, że zarzuty skargi nie były precyzyjne, a mimo to sąd stanął na straży prawa, dokonując benigna interpretatio (życzliwej interpretacji). Wskazany kazus wyraźnie wskazuje, jak ważna jest kontrola kasacyjna dokonywana przez SN oraz jak istotne jest zagwarantowanie w systemie wymiaru sprawiedliwości właściwej kontroli realizacji zasad wynikających z konstytucji oraz ustaw. Jak widać, zdarzają się przypadki, gdy drugoinstancyjna kontrola orzeczenia nie wystarcza. Jakkolwiek SN nie jest sądem III instancji i nie powinien być angażowany w każdej sprawie, to jednak w sytuacjach, gdy zwyczajne mechanizmy proceduralne zawodzą, konieczna jest interwencja nadzwyczajna.