statystyki

Więcej demokracji czy konstytucji?

autor: Artur Kotowski25.07.2017, 11:13; Aktualizacja: 25.07.2017, 13:15
W krajach niedemokratycznych sądy w ogóle mają siedzieć cicho i nie zabierać głosu na tematy publiczne

W krajach niedemokratycznych sądy w ogóle mają siedzieć cicho i nie zabierać głosu na tematy publiczneźródło: PAP
autor zdjęcia: Leszek Szymański

Konstytucyjne państwo prawne pozostaje czymś nowym zarówno w sferze praktyki, jak i refleksji naukowej. Jest chyba najsilniejszym przejawem związania sfery polityki prawem.

Najpierw, od końca 2015 r., mieliśmy do czynienia z kryzysem wokół Trybunału Konstytucyjnego. Od dwóch tygodni trwa społeczny konflikt o kształt całego polskiego sądownictwa. Już przeprowadzone zmiany w ustawie o sądownictwie powszechnym oraz o Krajowej Radzie Sądownictwa zostały przesłonięte przez rewolucyjną nową ustawę o Sądzie Najwyższym. Kryzys nosi – mimo wszystko – znamiona nie tylko polityczne. Jest także wydarzeniem społecznym, bowiem tocząca się na różnych polach i w różnych formułach debata publiczna elektryzuje różne środowiska, ale też spaja samo środowisko prawników. Warto zauważyć, że w dyskursie publicznym po 1989 r. ustrojowa formuła sądownictwa w zasadzie się nie pojawiała. Jest to w pewien sposób zrozumiałe, bowiem sąd – instytucjonalnie zobowiązany do wstrzemięźliwości (ze względu na apolityczność, niezawisłość, bezstronność orzekania) – komunikuje się ze społeczeństwem za pomocą pisemnych uzasadnień swoich orzeczeń lub przekazywanych po wydaniu rozstrzygnięcia jego ustnych motywów.

W krajach niedemokratycznych sądy w ogóle mają siedzieć cicho i nie zabierać głosu na tematy publiczne. W krajach demokratycznych za niepisaną regułę uznaje się, że gdy sędziowie zabierają głos w wystąpieniach publicystycznych (rzecz jasna poza sferą dydaktyczną albo naukową), to czynią to w imię wyższego celu, w sytuacjach wyjątkowych. Symbolika takiego aktu jest w dojrzałych demokracjach doskonale rozumiana i odczytywana.

O formułę władzy publicznej

Niezależnie od intencji głównych aktorów mamy do czynienia ze sporem o formułę władzy publicznej, a to jest już zagadnienie, które dotyka każdego obywatela. Argumentu tego nie ukrywają strony toczącej się dyskusji. Przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości i politycy większości parlamentarnej wskazują na cel polegający na przybliżeniu sądownictwa obywatelom i konieczność zmiany zasad wyboru sędziów zarówno w odniesieniu do SN, jak i mając na względzie nową ustawę o KRS, w oparciu o zwierzchność narodu. Demokratyczny aspekt tego wyboru miałby gwarantować większy udział czynnika politycznego, który pochodzi z wyborów parlamentarnych. Konstytucyjne zabezpieczenie niezawisłości sędziów stanowiłby fakt, że kandydatami mieliby być sami sędziowie, zatem o żadnym „sądzie ludowym” – w opinii zwolenników reformy – nie może być mowy. W takim kierunku idą też niektórzy przedstawiciele opozycji parlamentarnej, np. z klubu Kukiz’15, którzy wskazują na konieczność oddania sądów obywatelom, a nie partii (tak po spotkaniu z prezydentem wypowiadał się przewodniczący klubu).


Pozostało 83% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (2)

  • Pan Murzyński - Filipiński(2017-07-25 18:13) Zgłoś naruszenie 30

    Chciałbym zauważyć pewien błąd rozumowania. Jeżeli w dyskursie publicznym po 1989 r. ustrojowa formuła sądownictwa w zasadzie się nie pojawiała, co za tym idzie w sądownictwie nie zaszły żadne zmiany, mamy sytuację w której do demokratycznego państwa wszczepiono władzę sądowniczą która została stworzona i działała przez 45 lat na rzecz komuny, o której można powiedzieć wszystko poza tym, że miała coś wspólnego z demokracją i działalnością na rzecz obywateli. W spadku po okrągłostołowych ustaleniach otrzymaliśmy wiele takich żab do przełknięcia. To są fakty z którymi nie ma co dyskutować, chyba że uznamy komunę za formę demokracji, a Jaruzelskiego i Kiszczaka za zbawców narodu. Samooczyszczenie środowiska było fikcją, w którą idę o zakład, nie wierzyli nawet twórcy tego pomysłu. Sytuacja jest tak samo paranoiczna jak w przypadku partii z rodowodem PRL-owskim które zawłaszczyły nawet nazwy tych, które w przeszłości czynnie zwalczały, a w swej bezczelności posuwają się do stwierdzeń, że są kontynuatorami tamtych ruchów.

    Odpowiedz
  • realnie(2017-07-26 08:03) Zgłoś naruszenie 00

    Obecnej konstytucji raczej nie należy łączyć z demokracją? Przecież ona zawiera zapisy godzące w istotę demokracji i rzekomego ideału jakim jest trójpodział władz. Pierwszy i najważniejszy zarzut to wybory proporcjonalne. Prawodawcami zostają ludzie, bez poparcia, tylko dlatego, że ustawili się za tzw. lokomotywą. Druga rzecz to lekceważenie funkcji referendum. Referendum powinno być ostateczna i najważniejsza formą demokracji - bo bezpośrednią. Kolejna rzecz to sądy. Przecież ten system nie opiera się na suwerenie. Sędziowie wybierają siebie sami przy współudziale władzy wykonawczej. Nie mają zatem legitymacji publicznej, a ich legitymacja demokratyczna kończy się z utratą władzy przez tych, którzy ich mianowali. Nasze państwo wymaga gruntownej przebudowy, aby stać się prawdziwą demokracją. Nie sprzyjają temu natomiast histeryczne wrzaski czynione przez ludzi, którzy nie mają pojęcia o co chodzi.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane