Senatorowie głosowali nad inną wersją ustawy o Sądzie Najwyższym niż ta przyjęta przez posłów. To złamanie art. 121 ust. 1 konstytucji.

Prezydent dostanie więc na biurko albo akt w innym brzmieniu niż ten uchwalony przez Sejm, albo inny niż przegłosowany przez Senat. Wybitni polscy prawnicy – prof. Ewa Łętowska, sędzia TK w stanie spoczynku, prof. Jerzy Pisuliński, dziekan wydziału prawa UJ, prof. Ryszard Piotrowski z UW, dr Mariusz Bidziński z Uniwersytetu SWPS – mówią jasno: Andrzej Duda nie ma już trzech opcji do wyboru – podpis, weto bądź skierowanie aktu prawnego do Trybunału Konstytucyjnego. Jako strażnikowi konstytucji pozostały mu tylko te dwie ostatnie.

Artykuł 121 ust. 1 konstytucji stanowi, że ustawę uchwaloną przez Sejm marszałek tej izby przekazuje Senatowi. Wydaje się to oczywiste. W przypadku procedury legislacyjnej nad ustawą o Sądzie Najwyższym stało się jednak inaczej. 19 lipca wieczorem zebrała się sejmowa komisja sprawiedliwości. Posiedzenie było transmitowane przez wiele ogólnopolskich mediów. Wszystkie poprawki PiS zostały przyjęte. Ich treść znajduje się w druku sejmowym nr 1769. Następnego dnia Sejm w głosowaniu przyjął całą ustawę – wraz z tymi właśnie poprawkami. Jednak jeśli porównamy przyjęte zmiany (druk 1769) z treścią ustawy przesłanej Senatowi, okaże się, że dokumenty różnią się aż w 11 miejscach. Przykładowo przegłosowana przez posłów poprawka nr 46 przewiduje dodanie art. od 87a do 87c – kluczowych dla całej ustawy, bo określających procedurę pozostawienia obecnych sędziów w SN. Próżno jednak tak oznaczonych przepisów szukać w ustawie, bo ich treść finalnie znalazła się w art. 88 i następnych. Z kolei to, co zgodnie z wolą posłów miało stanowić treść art. 88, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmieniło się w art. 91. Bez wątpienia więc Senat głosował nad inną ustawą aniżeli ta, którą Sejm uchwalił.