Rządzący spodziewają się zaostrzenia sporu z Sądem Najwyższym. Konflikt jest coraz bardziej widoczny od chwili, gdy PiS uzyskał większość w Trybunale Konstytucyjnym.
Złożone pod koniec ub. tygodnia przez polityków PiS wnioski do TK prawnicy nazywają absurdalnymi i pozbawionymi podstaw prawnych. Jaki jest więc ich cel? To proste: zniszczyć autorytet Sądu Najwyższego, ostatniego organu władzy sądowniczej, który może postawić tamę próbie podporządkowania sądów politykom.
Awantura wybuchła po tym, jak SN w siedmioosobowym składzie uznał, że prezydent nie może ułaskawić osoby zanim o jej winie przesądzi prawomocny wyrok. Chodziło o Mariusza Kamińskiego oraz jego współpracowników, którzy zostali skazani przez sąd I instancji za przekroczenie uprawnień w czasie, gdy kierowali CBA. Przez dużą część polityków PiS stanowisko SN jest interpretowane jako dalszy etap wojny środowisk prawniczych z partią rządzącą, co powoduje, że nie ma mowy o ugodowym kursie.
Podkreślano, że SN nie był uprawniony do wydania tego orzeczenia. Pojawiły się głosy, że doszło do sporu kompetencyjnego między głową państwa a SN. Efektem są trzy wnioski, które wpłynęły do TK. Pierwszy, dotyczący właśnie rzekomego sporu kompetencyjnego, złożył marszałek Sejmu.
Abecadło prawa