Prawo stało się narzędziem demobilizacji życia publicznego, jego kolonizacji przez prawników. Używano argumentów prawnych, aby obywateli ubezwłasnowolnić, a w efekcie wykluczyć ze spraw publicznych. Dziś ten gorset pękł.
Od półtora roku PiS prowadzi wojnę z wymiarem sprawiedliwości. Jej ostatnią odsłoną jest polityczna reakcja na uchwałę Sądu Najwyższego, w której ten uznał, że prezydent nie mógł ułaskawić skazanego nieprawomocnym wyrokiem Mariusza Kamińskiego. Czy musiało dojść do tego konfliktu?
Tak, choć niekoniecznie w takiej formie, w jakiej obecnie się rozgrywa. Moim zdaniem wyobcowanie systemu prawnego, które stale postępowało od początków transformacji, a wraz z nim coraz bardziej krytyczne nastawienie społeczeństwa do roli prawników w życiu publicznym sprawiły, że wcześniej czy później doszłoby do sprzeciwu społecznego.