Takie rozwiązywanie sporów sprawdzi się przede wszystkim w mniejszych miejscowościach – mówi dr hab. Magdalena Tabernacka z Wydziału Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego.

Z informacji o działalności sądów administracyjnych za 2016 r. wynika, że do postępowania mediacyjnego zostało skierowanych zaledwie osiem spraw, z czego nie załatwiono w tym trybie żadnej. Dlaczego mediacja w postępowaniu sądowoadministracyjnym jest tak mało popularna?

Dr hab. Magdalena Tabernacka: Początkowo statystyki dawały nadzieję, że nowa regulacja się przyjmie. W pierwszym roku jej obowiązywania do mediacji skierowano bowiem aż 679 spraw, z czego załatwiono 170. Z każdym rokiem było ich jednak coraz mniej. Jest kilka powodów, dla których tak się stało.
Po pierwsze nie wszystkie sprawy zawisłe przed sądem administracyjnym nadają się do mediacji. Co prawda przepisy prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi nie wprowadzają żadnych wyłączeń przedmiotowych, to jednak w wielu przypadkach polubowne załatwienie sprawy jest niemożliwe. Należą do nich m.in. sprawy dotyczące aktów prawa miejscowego, gdzie trudno jest przewidzieć wynik uchwały organu kolegialnego.

Jednak działania mediacyjne podejmowane przez samorządowe kolegia odwoławcze często kończyły się sukcesem.

To prawda. Jeżeli jednak o nie chodzi, to w Polsce została przyjęta taka praktyka, że skład orzekający SKO podejmuje uchwałę, w której upoważnia jedną osobę ze swojego kręgu do podejmowania decyzji w postępowaniu mediacyjnym. Takie działanie jest prawnie dopuszczalne i ono się przyjęło. Dlatego pomimo, iż jest to organ kolegialny, to mediacje z jego udziałem mają szansę powodzenia.

Proszę jednak pamiętać, że SKO nie jest ciałem politycznym, w przeciwieństwie do rady gminy i dlatego nie zachodzą tu takie uwarunkowania jak w przypadku organów stanowiących jednostek samorządu terytorialnego.