Nawet jeżeli rodzic pił, bił i nie płacił alimentów, to gdy trafi do domu pomocy społecznej, dorosłe dziecko i tak musi za niego zapłacić. I nie ma co się odwoływać do sądów, bo tych historie z dzieciństwa nie interesują
Reklama

Reklama
W lipcu 2015 r. Wojewódzki Sąd Apelacyjny w Opolu orzekł: „Przedmiot skargi w niniejszej sprawie stanowi decyzja Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Opolu z dnia 12 grudnia 2014 r., którą uchylono decyzję Zastępcy Dyrektora Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Opolu, działającego z upoważnienia Prezydenta Miasta Opola i ustalono odpłatność R.P. za pobyt ojca J.P. w DPS w kwocie 1396,53 zł miesięcznie, od dnia 12 grudnia 2014 r”. Za tym prawniczym żargonem stoi konkretna ludzka historia.
Ojciec pana P. trafił do domu pomocy społecznej w 2007 r. Zgodnie z ustawą o pomocy społecznej z dochodu, jaki posiadał starszy mężczyzna, DPS pobrał na koszty utrzymania 70 proc., w tym wypadku 310 zł miesięcznie. To o wiele mniej niż kosztuje pobyt w DPS, więc miejski ośrodek pomocy społecznej postanowił kosztami obciążyć dorosłego syna. Ten jednak nie zgodził się na wywiad środowiskowy pozwalający ocenić, na ile syn może partycypować w kosztach utrzymania rodzica. Zamiast tego dostarczył sądowy wyrok oddalający powództwo, które kilka miesięcy wcześniej skierował ojciec, żądając od syna alimentów.
Okazało się, że wyrok cywilny nie był żadnym argumentem dla pomocy społecznej, która wstecznie podliczyła, ile syn powinien już zapłacić za opiekę. Tylko za pierwszy rok pobytu jego ojca w DPS dług wyniósł 19 tys. zł. Nawet po uwzględnieniu wniosków o umorzenie opłat MOPS wystawił rachunek na niemal 10 tys. zł. Syn jednak wciąż nie chciał płacić. Odwołał się samorządowego kolegium odwoławczego, a potem do wojewódzkiego sądu administracyjnego. W tym samym czasie opolski MOPS wystąpił do urzędu skarbowego o informacje na temat zarobków pana P. Kiedy skarbówka podała, jakie dochody ma mężczyzna, ten z prawnikami zaczął udowadniać, że zarabia już mniej i ma na utrzymaniu 16-letnią córkę, a na dodatek nie wierzy w wyliczenia gminy, która nie podaje faktycznych kosztów utrzymania klientów DPS. Pełnomocniczka syna podawała: „Koszt utrzymania pensjonariusza DPS ustala się na kwotę 2900 zł miesięcznie, a kryterium dochodowe w rodzinie na kwotę 1368 zł” i oceniała, że takie koszty są absurdalne.
Kolejne argumenty i sądowe batalie ciągnęły się aż 7 lat. Jednak nie przyniosły skutku. Sąd wojewódzki oddalił skargę i uznał, że nakaz zapłaty za pobyt ojca w domu pomocy społecznej w wysokości 1,4 tys. zł miesięcznie jest prawomocny.
Opieka pod lupą NSA
Podobnych procesów w orzeczeniach sądowych można odnaleźć dziesiątki. Wszystkie łączy jedno: na to, czy dziecko ma ponosić opłaty za rodzica, który trafił do DPS, nie ma żadnego wpływu, jak ten rodzic wypełniał swoje obowiązki wobec dziecka. Kwestie rodzinne i etyczne sądów nie interesują – istotna jest tylko zgodność z ustawą o pomocy społecznej.
Panią D. trudno skłonić do rozmowy o ojcu. Zgadza się pod warunkiem, że nie podamy jej danych ani miasta, z którego pochodzi. – Wezwanie do spotkania z pracownikiem socjalnym i kontroli mojego stanu finansowego przyszło prawie trzy lata temu. Właśnie urodziło mi się drugie dziecko, wymagające rehabilitacji, więc pomyślałam, że może chodzi tu o jakąś pomoc. Szybko okazało się, że to tata sobie o mnie przypomniał. I to po 17 latach, bo tyle minęło od czasu, gdy zostawił mnie z mamą i odszedł do innej kobiety do innego miasta. Początkowo utrzymywał z nami kontakt, przyjeżdżał w weekendy, pomagał finansowo, ale po jakichś dwóch latach wpadał coraz rzadziej, potem przeprowadził się, nie miał stałego numeru telefonu, gdzieś wyjechał za pracą. Ostatnio widziałam go, gdy byłam w VII klasie podstawówki, ostatnią kartkę na święta wysłał chyba w 1997 r. Nie miał rodzeństwa, tylko dalszą rodzinę, z którą nigdy nie byliśmy za blisko, i ona nie bardzo wiedziała, co się z nim dzieje – D. wzdycha i mówi, że gdyby zdawała sobie sprawę z problemów ojca, to przecież by mu pomogła. – Zamiast tego MOPS sprawdził, ile zarabiamy z mężem, i wyliczył, że skoro mamy wspólnie blisko 7 tys. zł zarobków, to mamy dopłacić do opieki nad ojcem blisko 2 tys. To, co nam zostaje po poniesieniu wszystkich opłat, w tym ciągłej rehabilitacji i leków dla synka, pozwala nam budżet domowy zamknąć na styk. Z dwójką dzieci, z kredytem na mieszkanie i na samochód zostaliśmy pozbawieni szansy na odkładanie na wypadek choroby, utraty pracy, starości. Czyli mamy za kilkanaście lat wystawić podobny rachunek naszym dzieciom? – kobieta jest rozżalona, bo sama finansowej pomocy od ojca nie miała przez niemal dekadę dzieciństwa, a dla gminy nie było to żadnym argumentem. Podobnie dla samorządowego kolegium odwoławczego i wojewódzkiego sądu administracyjnego. Teraz ich orzeczenia planuje zaskarżyć do Naczelnego Sądu Administracyjnego. I nie jest w tym odosobniona.
W 2016 r. NSA orzekał w dziesięciu takich sprawach. Każda z nich dowodzi, że polskie prawo rodzinne pisano pod utopijną wizję wielopokoleniowych rodzin żyjących w harmonii. A przecież za każdym wyrokiem stoi rodzinny dramat.
Ojciec pana O. w domu pomocy społecznej w Suwałkach przebywa od sierpnia 2013 r. DPS wyliczył, że skoro syn zarabia 2071,38 zł, to ma dopłacić do opieki nad ojcem 445,38 zł. Ale gdy mężczyzna w styczniu 2015 r. dostał 4 tys. zł pożyczki z kasy zapomogowo-pożyczkowej, pomoc społeczna szybko podliczyła: jego miesięczne dochody wzrosły do 2404,71, a więc i do pobytu ojca w DPS musi się mocniej dołożyć, i wyliczyła nową składkę na 778,71 zł. Syn złożył skargę i dotarł z nią aż do NSA. Bezskutecznie. Sąd skargę oddalił i nakazał płacić.
Pan M. jest osobą przewlekle chorą, ale i tak gdy jego ojciec jako bezdomny trafił do DPS w Suwałkach, szef domu odnalazł syna i wystawił rachunek: 364,10 zł miesięcznie. Syna skargi odrzucały kolejne organy administracyjne. Dopiero Naczelny Sąd Administracyjny uznał: skoro pan M. ma cukrzycę II typu i nadciśnienie, a dodatkowo opiekuje się niepełnosprawną matką, to jego dochód wynoszący niespełna 2 tys. zł nie jest wystarczający, by odprowadzać z niego opłatę na DPS. Tym bardziej że jego ojciec odmówił zgody na przeniesienie do tańszego ośrodka.
Pani Z. sama jest pracownikiem socjalnym w MOPS. Mimo to szef ośrodka wyliczył, że ona i jej brat mają dopłacać do pobytu ojca w domu pomocy społecznej. Kobieta się nie zgodziła i zastrzegała, że „ojciec nigdy się nią nie interesował, zawsze nadużywał alkoholu i stosował przemoc wobec rodziny”. Ale NSA zdecydował się przychylić do jej skargi z innego powodu: rachunek za DPS wystawiono wstecznie i tym samym naruszono prawo.
Nawet w NSA nie ma jasności, jak oceniać podobne sytuacje. – To postępowania czysto administracyjne i tylko kwestie prawidłowego wykonania ustawy o pomocy społecznej brane są pod uwagę. To, czy rodzic zajmował się dzieckiem, czy dbał o nie, czy nie bił, czy nie odszedł od rodziny przed wieloma latami, czy sam opłacał alimenty, nikogo nie interesuje. Jeżeli dziecko czy wnuk, bo obowiązek dotyczy zstępnych w najbliższej rodzinie, ma wystarczająco wysokie zarobki – musi płacić – rozkłada ręce Lesław Nawacki, kierownik zespołu prawa pracy i zabezpieczenia społecznego w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Ile tego typu spraw toczy się obecnie przed samorządowymi kolegiami odwoławczymi i wojewódzkimi sądami administracyjnymi w całym kraju, nikt nie wie.
– Choć ewidentnie widać tu wzrosty, podobnie jak w przypadku spraw o alimenty od dzieci dla rodziców – mówi adwokat Maciej Organiściak specjalizujący się w prawie rodzinnym.
Alimenty na tatusia
Pozwów o alimenty dla rodziców przybywa i to skokowo. Jeszcze w 2010 r. było ich w całym kraju nieco ponad 700, dwa lata później już prawie dwukrotnie więcej. Jak wynika z najnowszych danych Ministerstwa Sprawiedliwości, w 2016 r. ta liczba wzrosła aż do 2610. Powody nie są trudne do przewidzenia: pauperyzacja starszego pokolenia, bogacenie się młodszego i rozchodzenie się więzi rodzinnych. Dodatkowo w wiek emerytalny wchodzi pokolenie ludzi przez lata bezrobotnych, pracujących na nieoskładkowanych umowach. Ich emerytury są tak niskie, że szukają pomocy finansowej nawet w taki sposób. Do niedawna były to sprawy wyjątkowe, dziś nie zaskakują już ani prawników, ani sędziów. Orzecznictwo wciąż jest jednak sporym wyzwaniem.
Pani N., która ma 92 lata i otrzymuje emeryturę w kwocie 978,51 zł, mieszka z synem. Ten jednak nie daje rady opiekować się chorą matką, a jej nie stać na wynajęcie pielęgniarki. Kobieta wystąpiła więc o alimenty od córki, drugiego syna i dorosłego wnuka. Od każdego wnioskowała po 600 zł.
Pan W. ma 58 lat, wykształcenie średnie i trzy córki z pierwszego małżeństwa. Nie utrzymywał z nimi kontaktu od połowy lat 90. Dziś mieszka w schronisku dla bezdomnych i złożył wniosek o alimenty od każdej z córek po 150 zł.
Jak rozstrzygać w takich sprawach? W pierwszym przypadku sąd powództwo oddalił, w drugim zasądził alimenty od dwóch starszych córek. Czy to było sprawiedliwe? Nie ma tu prostych wyroków. – Sytuacja i tak jest o wiele bardziej przystępna dla dzieci pozwanych o alimenty przez rodziców niż w przypadku podobnych roszczeń kierowanych przez opiekę społeczną – uważa dyrektor Nawacki.
A tych spraw jest coraz więcej, bo coraz więcej pracowników miejskich ośrodków pomocy społecznej wie, jak korzystać z podobnych instrumentów prawa. – Pracownicy MOPS-ów nawzajem się szkolą i informują, jak funkcjonują te mechanizmy – mówi mecenas Organiściak.
Ktoś musi zapłacić
System znajdowania pieniędzy na utrzymanie osób skierowanych do DPS wydaje się klarowny. To gmina odpowiada za kwestie pomocy społecznej, ale w praktyce robi wszystko, by nie wykładać za dużo pieniędzy. Według ustawy z 2004 r. do opłacania kosztów pobytu w takim domu zobowiązane są bezwzględnie rodziny pensjonariuszy. – Artykuł 61 ustawy o pomocy społecznej mówi o obowiązku pokrycia kosztów beneficjenta w domu opieki społecznej. W pierwszej kolejności zobowiązany do płacenia jest ten, kto do DPS jest kierowany, ale zobowiązanie sięga 70 proc. jego dochodów. W następnej kolejności obowiązek dotyczy współmałżonka, a zaraz potem zstępnych, czyli w praktyce dzieci i wnuków – tłumaczy pracownica warszawskiego MOPS.
– Takie opłaty zaczynają obowiązywać dopiero przy przekroczeniu 300 proc. kryterium dochodowego. W przypadku osoby samotnej to obecnie ponad 1900 zł dochodów, a w przypadku rodziny 1542 zł na osobę. I tylko powyżej tej kwoty rodziny są zobowiązane do ponoszenia opłat za DPS – dodaje pracownik ze Szczecina.
Jeśli krewny odmówi udzielenia informacji o swoich dochodach, kierownik ośrodka pomocy społecznej może poprosić o pomoc urząd skarbowy. A gdy rodzina – której zarobki przekraczają wspomniane kryterium dochodowe – odmawia płacenia za opiekę społeczną dla najbliższych, sprawa może trafić do sądu. Pracownicy socjalni przekonują jednak, że gminy nie chcą bawić się w procesy, które długo trwają i nie mają pewnego finału, więc nie dochodzą swoich roszczeń tą drogą zbyt często. – Jest to źródło dochodu gminy i zgodnie z przepisami nie powinno się tak pochopnie odstępować od ściągania go, bo w razie kontroli może to być wytknięte jako działanie na szkodę gminy – tłumaczy nam jedna z urzędniczek z Białobrzegu.
Parę lat zabrało urzędnikom nauczenie się ustawy z 2004 r. i wypracowanie procedur pomagających namierzyć dzieci i wytropić ich dochody. – Od mniej więcej 2013 r. ewidentnie widzimy, że jest to problem, bo napływają kolejne skargi i prośby o pomoc. Do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich trafiło ich około 20 – mówi Nawacki. – Oczywiście nie jest tak, że w każdej z tych spraw rodzic był wyrodny lub zły, a teraz dorosłe dziecko mimo wszystko musi płacić za jego utrzymanie. Ale ludzie szukający u nas pomocy ewidentnie czują się poszkodowani, bo po latach przychodzi im płacić za rodziców, którzy nie byli dla nich wsparciem, a czasem wręcz niszczyli im dzieciństwo. I ci ludzie są poszkodowani przez system prawny – dodaje.
Dziura nr 64
Prawnicy obarczają za to poszkodowanie art. 64 ustawy o pomocy społecznej. W cywilnych sprawach o alimenty na rodzica dziecko ma szansę odwołać się do sądu, wskazując na art. 144 pkt 1 kodeksu rodzinnego, czyli ten, który mówi o zasadach przestrzegania współżycia społecznego. Jeśli więc rodzic zostawił dziecko, jeśli stosował przemoc, sam nie płacił alimentów, a po latach, będąc w finansowych kłopotach, sobie o potomkach przypomniał, można odwołać się do ogólnej zasady. Tymczasem w przypadku spraw o zapłatę za DPS takiej możliwości nie ma. – To są wnioski urzędowe, kierowane przez MOPS-y, badane przez samorządowe kolegia odwoławcze i tu kwestie etyczne po prostu nie są rozpatrywane – dodaje dyrektor Nawacki i tłumaczy, że to jest prawny defekt: – I co więcej, to jest problem, który zacznie narastać. Wielokrotnie więc apelowaliśmy i wskazywaliśmy potrzeby zmiany w prawie, by również w tych przypadkach dzieci były chronione, podobnie jak w przypadku cywilnych spraw o alimenty.
Wniosków o zmiany było w ostatnich latach kilka. W 2015 r. na wniosek posłanki Magdaleny Kochan z PO wprowadzono poprawki, które miały wyeliminować możliwość obciążania dorosłych dzieci kosztami pobytu w DPS ich rodziców pozbawionych praw rodzicielskich. – Ale to tylko wydaje się poprawą sytuacji dla dorosłych dzieci. Wydaje się, bo 20 czy 30 lat temu, gdy dzisiejsi dorośli byli dziećmi, mało kto występował o pozbawienie praw rodzicielskich. Tak więc to wyłączenie niespecjalnie komukolwiek pomaga – ocenia dyrektor Nawacki.
Tak więc o dalsze zmiany w tym prawie apelowało kilka razy samo Biuro RPO. Czasami do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej piszą osoby prywatne. Ostatnio taka petycja trafiła tam w sierpniu 2016 r. Napisała ją kobieta, którą ojciec porzucił w dzieciństwie, alimenty płacił tyko w takim zakresie, jaki wyegzekwował komornik, ale teraz ona sama musi ponosić opłaty na rzecz jego pobytu w DPS. Ministerstwo po kilku tygodniach odpisało: nie ma szans na zmiany w prawie, bo obowiązek wobec gminy jest czym innym niż obowiązek alimentacyjny. Dodatkowo ministerstwo wskazało, że samorządy mogą przecież samodzielnie zdecydować o rezygnacji z pobierania opłat z powodów innych niż finansowa sytuacja dziecka.
Mogą. Ale decydują się na to coraz rzadziej. – W myśl ustawy o pomocy społecznej mamy obowiązek dołożyć wszelkich starań, by odzyskać wyłożone przez gminę pieniądze. Każde odejście od tej zasady w czasie kontroli może zostać uznane za złamanie prawa – wzdycha pracownica społeczna z Warszawy i dodaje, że w stolicy przepisy są jeszcze ostrzejsze. – W kwietniu ubiegłego roku weszła w życie procedura warszawska, a zgodnie z nią nie możemy do DPS skierować nikogo przed dokładnym rodzinnym wywiadem i wskazaniem, kto konkretnie poniesie koszty utrzymania – opowiada nam pracowniczka MOPS. A że koszty w stołecznych DPS są bardzo wysokie (od 3,8 do 5,2 tys. zł), to i poszukiwanie krewnych nie jest proste. Skąd takie zaostrzenie zasad? – To decyzja Warszawskiego Centrum Pomocy Rodzinie. Ale ich też trzeba zrozumieć. Procedurę zmieniono pod wpływem kontroli, które wskazywały, że wszelkie zwolnienia z opłat mogą być podejmowane tylko na podstawie kryterium dochodowego – tłumaczy urzędniczka.
To zjawisko nie ogranicza się wyłącznie do Warszawy. Kiedy kilka lat temu samorządowe budżety okazały się coraz trudniejsze do domknięcia, zaczęły się naciski z izb obrachunkowych na poszukiwanie wszystkich możliwości zwiększenia dochodów lub ograniczenia wydatków.
Efekt jest np. taki, jak w kontroli w 2015 r. w szczecińskim Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie przeprowadzonej przez wydział kontroli i audytu urzędu miasta. Kontrolerzy odkryli, że w dwóch przypadkach (na 14 przebadanych) nie ustalono pełnego kręgu osób zobowiązanych do wnoszenia opłat za DPS. Postępowaniami dotyczącymi odpłatności zstępnych objęto jedynie dzieci osób skierowanych do DPS, za to odpuszczono wnukom. W kolejnych dwóch przypadkach kontrolerzy uznali, że uzasadnienie bezterminowego całkowitego zwolnienia z opłat zstępnych ze względu na „brak podstaw moralnych do egzekwowania opłat” oparte było jedynie na oświadczeniu zstępnego. A w jednym przypadku zwolnienie uzasadniono jedynie brakiem kontaktu z ojcem. „W ocenie kontrolujących wnioskujący nie wykazał uzasadnionych okoliczności przemawiających za pozytywnym rozstrzygnięciem złożonego wniosku”. A przecież „należało podjąć wszelkie czynności niezbędne do dokładnego wyjaśnienia stanu faktycznego oraz do załatwienia sprawy, mając na względzie nie tylko słuszny interes strony wnioskującej o zwolnienie, ale także interes społeczny”.
Ten interes społeczny to oczywiście zmniejszenie wydatków gminy.
Niegodny pomocy
Który interes jest tu ważniejszy? Które prawo powinno przeważać? Zaczynają się pojawiać głosy ze środowiska zajmującego się prawem rodzinnym, że konieczne jest przygotowanie poważniejszej reformy w prawie. Początkiem powinna być nowelizacja art. 64 tak, by brzmiał: „osobę zobowiązaną do wniesienia opłaty za pobyt krewnego w domu pomocy społecznej zwalnia się całkowicie z tej opłaty, gdy zostaną spełnione przesłanki zawarte w art. 144 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego”, czyli wspominanych już zasad współżycia społecznego. W tym przypadku zachowania w sposób niegodny dla rodzica.
Iwona Ramus, prawniczka i autorka monografii o prawie alimentacyjnym, nie ukrywa, że widzi tu poważne luki wymagające dogłębnej dyskusji i wypracowania nowego modelu przyznawania alimentów płaconych przez dzieci na rzecz rodziców. Według niej powinna w prawie pojawić się nowa instytucja: niegodności alimentacji. W niedawnym wywiadzie dla „Polityki” tłumaczyła, że chodzi o uregulowanie sytuacji, w której osoba domagająca się, by dziecko utrzymywało ją na starość, nie zasługuje na takie wsparcie, ponieważ jej postępowanie było rażąco sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. – Na podstawie orzeczenia o niegodności alimentacji, wydanego w osobnym postępowaniu, osoba pełnoletnia mogłaby dochodzić definitywnej ochrony prawnej poprzez wyłączenie prawa do alimentacji sprawcy przemocy. Być może po wyroku karnym trzeba byłoby przejść przez jeszcze jeden proces, ale tylko jeden, żeby zamknąć portfel przed kimś, kto zabrał już prawie wszystko. Po orzeczeniu niegodności alimentacji zły rodzic byłby trochę jak nieżyjący. Wykluczony z kręgu osób, na które mamy świadczyć tylko z faktu pokrewieństwa. Każde kolejne powództwo alimentacyjne niegodnego byłoby na podstawie orzeczenia niegodności alimentacji oddalone – mówiła Ramus.
Rozwiązanie to miałoby także zwalniać samorządy z obowiązku świadczenia pomocy na rzecz takich osób. Pomysł dosyć drastyczny i zapewne obarczony wadami. Ale pilnie wymaga dyskusji. Zanim dzieci, których odwołania odrzuci NSA, pójdą na skargę do Strasburga, a problem rachunków za DPS stanie się masowy.