Drugi rok z rzędu państwo nie dostanie pełnych danych o umieralności okołoporodowej. Winne są resort zdrowia i MSWiA, które wprowadziły nowy wzór zbierania informacji.
Istniejące od dekady wzory karty urodzenia żywego i martwego zostały zmienione na początku 2015 r. przez ówczesne kierownictwo resortu zdrowia. W zaktualizowanej wers ji w przypadku martwego urodzenia obowiązkowe informacje zostały ograniczone do minimum, tj. do danych osobowych matki, jej daty urodzenia, a także określenia, czy do zgonu doszło przed, w trakcie czy po porodzie. – Efekt jest absurdalny, GUS stracił możliwość odnotowania podstawowych danych np. o śmiertelności okołoporodowej, która jest liczona od 22. tygodnia ciąży albo od masy urodzeniowej (500 g). W nowym wzorze nie ma informacji, na jakim konkretnie etapie ciąży doszło do martwego urodzenia, ani o wadze dziecka – mówi dr hab. Katarzyna Szamotulska, kierownik Zakładu Epidemiologii i Biostatystyki Instytutu Matki i Dziecka.
Tymczasem to istotna kwestia. Dzięki tego typu danym można było ustalić liczbę śmierci okołoporodowych, których np. w 2013 r. było ok. 1,4 tys. z 6,5 tys. wszystkich wydanych kart urodzenia martwego. Teraz jest to niemożliwe. – Rzeczywiście jest problem. Informacje o noworodku i matce dziecka umieszczone na nowym wzorze Karty martwego urodzenia całkowicie uniemożliwiają nam wyodrębnienie danych o urodzeniach martwych – przyznaje Arkadiusz Borowy z Głównego Urzędu Statystycznego. Dodaje, że w 2015 r. dane o umieralności okołoporodowej zostały w GUS przygotowane na ogólnym poziomie w oparciu o informacje zbierane przez szpitale.