statystyki

Gumowy kręgosłup u sędziego politykom nie przeszkadza

autor: Maciej Gutowski, Piotr Kardas27.12.2016, 10:16; Aktualizacja: 27.12.2016, 10:31
Zmian wymaga także system kształcenia i naboru do pełnienia funkcji sędziowskich, dla których doświadczenie w innych zawodach prawniczych, a także nabywana wraz z wiekiem właściwa perspektywa są nie do przecenienia.

Zmian wymaga także system kształcenia i naboru do pełnienia funkcji sędziowskich, dla których doświadczenie w innych zawodach prawniczych, a także nabywana wraz z wiekiem właściwa perspektywa są nie do przecenienia.źródło: PAP
autor zdjęcia: Leszek Szymański

W sporze o Trybunał Konstytucyjny znaczącą rolę odegrała ludzka ułomność, którą politycy bezwzględnie i cynicznie wykorzystali.

W internecie furorę zrobił krótki filmik, w którym przesłuchiwany przed sejmową komisją śledczą były prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku na pytanie „kto to jest caryca” wyjaśnia, że jedyna, która przychodzi mu do głowy, to caryca Katarzyna. A przepytujący go poseł partii rządzącej indaguje dalej, próbując wyciągnąć jej nazwisko. Wobec komizmu płynącego z bezsensownych pytań, siedząca obok parlamentarzysty adwokat – posłanka tej samej partii – nie potrafi ukryć rozbawienia.

Historia ta jest i śmieszna, i smutna. Ale skłania też do kilku głębszych refleksji. Obrazuje z jednej strony, czym może skutkować tzw. udział czynnika ludowego w wymiarze sprawiedliwości. Wbrew intencjom, niewłaściwie sformatowany prowadzi do całkowitego dyletanctwa w wymierzaniu sprawiedliwości. Do uznaniowości, emocjonalności i bezrefleksyjności, podporządkowanej orzekaniu w myśl tzw. odczuć społecznych, czyli – innymi słowy – szukania taniego poklasku na szpaltach tabloidów. Zabawna historyjka zaczyna przerażać, gdy uświadomimy sobie, że ktoś pozbawiony kompetencji prawniczych mógłby rozstrzygać naszą własną sprawę.

Z drugiej strony budzi przerażenie świadomość, że urzędnik z Ministerstwa Sprawiedliwości mógłby dzwonić w naszej własnej sprawie do prezesa sądu i wymusić podjęcie jakichkolwiek czynności, nie mówiąc już o sugerowaniu kierunku rozstrzygnięcia. Smutna historia byłego prezesa SO w Gdańsku obrazuje, jak słabi bywają ludzie; że to oni wedle własnych możliwości i ograniczeń decydują o obrazie wymiaru sprawiedliwości. Obraz ten bywa oczywiście różnorodny. Praktyk dostrzega na co dzień prokuratorów, którzy potrafią, ryzykując własne kariery, zachować się przyzwoicie. I to mimo, że nie mają gwarancji, które chroniłyby ich przed ewentualnymi negatywnymi konsekwencjami postawy niezgodnej z oczekiwaniami przełożonych. Widzi też sędziów – na szczęście nielicznych – dla których nawet gwarancje niezawisłości nie stanowią wystarczającej ochrony przed oportunizmem, chęcią przypodobania się politykom, dążeniem do taniego poklasku i aprobaty bliżej nieskonkretyzowanej opinii społecznej. Nie zapobiegają rutynie i urzędowości rozstrzygania spraw, wymagających czegoś więcej niż tylko bezrefleksyjne odwołanie się do automatycznie odczytanej normy.

Wreszcie uległość prezesa sądu dowodzi, że prowokacja dziennikarska – stanowiąca przedmiot analiz komisji sejmowej – „trafiła w dziesiątkę”. Że taki telefon nie stanowił zaskoczenia. Że interwencje polityczne w praktyce sądowej niestety się zdarzają. Że politycy wiedzą, że mogą zadzwonić.


Pozostało 84% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane