Czy to prawda, że osoba, która wymyśliła reorganizację najmniejszych sądów rejonowych, straciła już pracę w ministerstwie?

Nieprawda, bo reorganizacja nie była koncepcją jednej osoby, lecz dużego zespołu. Przygotowywano ją przez wiele lat, w trakcie rządów trzech koalicji. Mamy grube tomy statystyk, z których wynika, że obecna struktura organizacyjna sądów jest sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem. Taki sam wniosek płynie z innego wyliczenia, które wiem, że irytuje sędziów, ale jest niestety prawdziwe: jeżeli na 7 tys. sędziów sądów rejonowych, 3,2 tys. to sędziowie funkcyjni, to jest to świadectwo kompletnej dysfunkcjonalności tej struktury.

Spotkało pana w minionym roku coś bardziej przykrego niż ta reorganizacja?

To na pewno najtrudniejsze doświadczenie, ale nie żałuję. Płacę za to bardzo wysoką cenę polityczną, ale uważam, że to reforma niezbędna. Nie najważniejsza, natomiast niezbędna dla usprawnienia sądownictwa. Rząd wykazał w tej sprawie determinację, nie ulegliśmy naciskom – także koalicjanta – a to dobry prognostyk przed następnymi reformami.

Pan śpi spokojnie? Nie boi się pan, jak wszystko zadziała 2 stycznia 2013 r.?

2 stycznia w zreorganizowanych sądach załatwimy wszystkie sprawy, których nie zdążyliśmy załatwić przed sylwestrem, a także te nowe. Na pewno nie uda się natomiast umówić na rozmowę z prezesem, bo go już tam nie będzie.

I nie będzie chaosu? Nie poznikają sprawy, formalnie zamknięte w sądzie X i otwarte na nowo w wydziale zamiejscowym sądu Y? Urzędnicy zdążą im nadać nowe sygnatury?

Z prawnego punktu widzenia nie powinno to stanowić kłopotu. Sprawy będą przecież prowadzone przez ten sam skład sędziowski, jedynie pod nową sygnaturą. Zmianę nazwy sądu będzie trzeba jedynie odnotować w części wyroku, która określa m.in. sąd rozpatrujący sprawę i wydający rozstrzygnięcie. Z tego, co wiem, to większość prezesów sądów apelacyjnych bardzo profesjonalnie przygotowuje się do zapewnienia sprawnego wejścia w życie konsolidacji najmniejszych sądów rejonowych.

Reforma mogłaby się nie udać, gdyby ludowcy przeprowadzili przez Sejm obywatelski projekt ustawy, który utrwalał obecną strukturę sądownictwa. Prace nad nim jednak zawieszono w komisji sprawiedliwości w tajemniczym głosowaniu, które wygrał pan dzięki nieobecności posłów PiS. Jak udało się namówić opozycję, by nie blokowała pańskiego pomysłu?

Przecenia pani moje zdolności perswazyjne. Ich nieobecność to był zbieg okoliczności.