ORZECZNICTWO

W maju 2009 r. sąd w Londynie oddalił pozew francuskiego koncernu L’Oreal przeciwko serwisowi eBay o ochronę praw własności przemysłowej (przede wszystkim znaków towarowych) przed naruszeniami w internecie. Naruszenie praw polegało na sprzedaży podróbek towarów powoda na aukcjach tego serwisu (sprawa nr HC07C01978).

Odpowiedzialność dostawcy

Przywołane orzeczenie dotyczy odpowiedzialności dostawcy usług internetowych za działania jego użytkowników. Mimo że wyrok wydał sąd brytyjski, może on mieć znaczenie także dla naszego rynku oraz systemu prawnego jako wykładnia dyrektywy 2000/31/WE o handlu elektronicznym oraz przepisów przyjmowanych w celu jej implementacji. Na tej właśnie Dyrektywie są oparte rozwiązania polskiej ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną z 2002 roku.

W sprawach między eBay a L’Oreal wyroki zapadły także we Francji i w Belgii; bliskie zakończenia jest również postępowanie toczone w Niemczech. Spór z eBayem toczyli również Louis Vuitton i Hennessy, choć ze zgoła odmiennym skutkiem niż L’Oreal. Przytoczona tutaj sprawa znajdzie też zapewne swój finał w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości. Może więc także wpłynąć na orzeczenia polskich sądów.

Zgodnie z naszą ustawą (art. 14 ust. 1 stawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną) odpowiedzialność dostawcy usług internetowych, który udostępnia zasoby systemu teleinformatycznego, za przechowywane tam dane jest wyłączona, gdy nie wie on o bezprawnym charakterze tych danych lub związanej z nimi działalności. W opisanej sprawie L’Oreala chodziło o oferowanie i wprowadzanie do obrotu podróbek.

Stopień staranności serwisów

Nierozstrzygnięty definitywnie jest jednak problem stopnia staranności wymaganej od dostawcy usług internetowych W szczególności nie wyjaśniono dotychczas jednoznacznie, czy na dostawcy ciąży jakikolwiek, choćby minimalny obowiązek monitorowania treści jego serwisów internetowych pod kątem ewentualnych naruszeń prawa, zwłaszcza gdy świadczone przez niego usługi mają charakter masowy. Sam sąd brytyjski stwierdził zresztą w komentowanym orzeczeniu, że odpowiednie przepisy prawa wspólnotowego też nie są w tej sprawie jasne. Ostatecznie podkreślił jednak, że z faktu, iż eBay, przynajmniej teoretycznie, mógł uczynić więcej w celu ochrony interesów i praw L’Oreal, nie wynika jeszcze, że po stronie serwisu internetowego istniał taki prawny obowiązek.

Na gruncie prawa polskiego mogłoby to oznaczać, że dopóki organizator aukcji internetowej nie otrzyma z zewnątrz wiarygodnej (lub urzędowej) informacji o naruszeniu prawa, to nie musi podejmować żadnych kroków w celu przeciwdziałania bezprawnym praktykom (art. 15 ustawy). Drugi wniosek płynący z wyroku zapadłego w sprawie L’Oreal kontra eBay jest jeszcze ważniejszy. Przede wszystkim serwis internetowy nie poniesie odpowiedzialności, nawet gdy ma świadomość, że do takich naruszeń może dochodzić (proceder obrotu podróbkami w internecie jest bowiem powszechnie wiadomy), dopóki nie uzyska wiedzy o konkretnym, zindywidualizowanym naruszeniu.

Konieczna współpraca

Wobec masowego charakteru handlu podróbkami w internecie i trudności z przeciwdziałaniem temu zjawisku za jedną z ważniejszych konkluzji tego orzeczenia należy uznać stwierdzenie, że wysiłki stron powinny być skierowane bardziej na współpracę w celu zahamowania tego procederu niż na konfrontację przed sądami. Jednocześnie należy mieć nadzieję, że pozostałe wyroki w sprawie, a także oczekiwana wypowiedź ETS wyznaczą jakiś wspólny, europejski standard staranności dostawcy usług.

Ważne!

Przesłanką odpowiedzialności serwisu internetowego będzie wiarygodna informacja o konkretnym, zindywidualizowanym naruszeniu prawa