statystyki

Ivanova: Korporacyjna sprawiedliwość od kuchni

autor: Ewa Ivanova02.08.2016, 07:17; Aktualizacja: 02.08.2016, 07:56
Ewa Ivanova

Nie zachłystuję się jawnością, ale dostrzegam więcej jej plusów niż minusówźródło: Materiały Prasowe

Jestem fanką Ivana Krasteva, znanego bułgarskiego politologa. Uwielbiam czytać jego teksty o korupcji, demokracji, dezintegracji i buncie przeciwko elitom. Ale nic mnie bardziej intelektualnie nie irytuje niż jego tezy na temat jawności.

Reklama


Reklama


W dużym skrócie: Krastev od lat powtarza, że jawność jest wyrazem braku zaufania do władzy. I paradoks polega na tym, że im więcej jawności, tym mniej zaufania do instytucji, a więcej podejrzeń. W efekcie: gdy mamy więcej przejrzystości, mamy też więcej myślenia spiskowego. Krastev chętnie przypomina słowa Goethego, który już kilkaset lat temu powiedział: „Tam, gdzie jest dużo światła, pada też wielki cień”. Niestety, nie przytacza praktycznie żadnych dowodów na swe tezy.

Nie zachłystuję się jawnością, ale dostrzegam więcej jej plusów niż minusów. Widzę, jak buduje świadomość i zaangażowanie obywatelskie. Widzę blogerów, społeczników, radnych, lokalnych dziennikarzy, którzy poprzez – zdawałoby się beznadziejne – spory sądowe rzucają rękawicę systemowi i zmieniają własne państwo. Krok po kroku, bez fanfar. Widzę ludzi, którzy pomagają zrozumieć na sali sądowej I prezesowi Sądu Najwyższego, prezesowi Trybunału Konstytucyjnego czy radcom Prokuratorii Generalnej, jak bardzo się mylą. Od lat systematycznie promuję ich na łamach DGP. Sama też bywam utrapieniem dla urzędników, prokuratorów i sądów: pozywam o dostęp do informacji publicznej. Wielu pyta, czy ten rodzaj dialogu z władzą przynosi efekty? Czy ma sens?

Oto przykład. W październiku 2014 r. zainicjowałam spór sądowy z Andrzejem Seremetem, prokuratorem generalnym. Poszło o nieudostępnienie wyroku kończącego dyscyplinarkę jednego z oskarżycieli. PG przekonywała, że – choćby chciała – nie może wydać mi orzeczenia, bo dyscyplinarki prokuratorów, jako jedyne wśród zawodów prawniczych, są z mocy ustawy niejawne. Zmiany tego stanu rzeczy chciało wielu – ministrowie sprawiedliwości, środowisko prokuratorskie i sam PG – nikt jednak nie wykonał kroku w tym kierunku.

Spór z PG przegrałam w I instancji. Czekam na termin przed Naczelnym Sądem Administracyjnym. Czy mam szanse wygrać? W innej sprawie – dzięki RPO – skład orzekający uznał, że wyroki dyscyplinarne stanowią informację publiczną (choć postępowanie jest niejawne). Okazuje się też, że z niespodziewaną odsieczą przyszła mi nowa władza zaprowadzająca swoje porządki w prokuraturze: od marca tego roku w ramach pisowskiej reformy prokuratury wprowadziła jawność dyscyplinarek oskarżycieli. Zapytacie, co ma ona wspólnego z moją sprawą, skoro mamy żelazną zasadę niedziałania prawa wstecz? Śpieszę wyjaśnić: minister sprawiedliwości w owej nowelizacji poszedł dalej i przesądził, że wszczęte i niezakończone postępowania dyscyplinarne prokuratorów także toczą się jawnie. Mało tego: zdecydował, że akta dawnych, zamkniętych już dyscyplinarek są dostępne w trybie dostępu do informacji publicznej. I to jest dopiero prawdziwa rewolucja!

Jeśli parlament uchwali te przepisy, wszyscy będziemy mogli zajrzeć za kurtynę sprawiedliwości korporacyjnej i zobaczyć: komu, za co i w jakim stylu wytaczano dyscyplinarki. Kiedy po nie sięgano, bo były powody, a kiedy traktowano je jako użyteczne narzędzie nacisku czy odwetu zawodowego. Czy dzięki tej wiedzy będziemy bardziej ufać swojemu państwu? Chciałabym wierzyć, że tak. 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

Reklama

  • Asesor (2016-08-02 09:55) Odpowiedz 10

    Ulala! Śliczna i cięta pani redaktor! I jak zwykle celnie.

  • WKUTY(2016-08-02 18:48) Odpowiedz 00

    Do takiego działania trzeba odwagi i wiary w to, że ma się do czynienia z ludźmi myślącymi - piszę tu o tych, którzy będą chcieli mieć wgląd w takie dokumenty. Intencja jest jasna - zmierzamy w kierunku ludzi z charakterem żony Lota , czyli bez skazy. Czyżby nareszcie selekcja pozytywna ??? Oj, naiwny Don Kichocie wierz w to .............

  • StAAbrA(2016-08-04 22:47) Odpowiedz 00

    A nie uważa , Madame , że ci łańcuchowi prezesi , którym " ludzie pomagają zrozumieć ich błędy" , to oni wszystkich normalnie , regularnie i centralnie dymają ? Bo mnie się wydaje , że wie o tym każde dziecko . I każdy głupi .

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama