Walka z przywilejami w obrocie gospodarczym nie ominęła banków. Z jednej strony Trybunał Konstytucyjny pozbawił w ubiegłym tygodniu bankowe księgi rachunkowe mocy dokumentów urzędowych, z drugiej strony Ministerstwo Gospodarki przygotowało projekt nowelizacji prawa bankowego, w którym proponuje ograniczenia w wystawianiu bankowych tytułów egzekucyjnych.

To strzały w dziesiątkę. Zarówno wyciągi z bankowych ksiąg rachunkowych, jak i bankowe tytuły egzekucyjne miały złą opinię wśród klientów. Dłużnicy nazywali je wyrokami bez prawa do odwołania. Sądy nie musiały w praktyce badać, czy roszczenia banku rzeczywiście istnieją. Bez zmrużenia oka przystawiały klauzulę wykonalności i egzekucyjna gilotyna ruszała. Dlatego próby ograniczenia procesowego uprzywilejowania banków są krokiem w dobrym kierunku. Podnoszą na duchu klientów tych instytucji, dodają im wiary w równość praw przed sądem, a bankom też krzywdy nie zrobią. Placówkom przybędzie natomiast obowiązków. Będą musiały dostarczać szczegółowych wyliczeń i rozkładać na czynniki pierwsze dochodzoną kwotę. Ale w takiej buchalterii banki czują się przecież jak ryba w wodzie.

Zwycięstwo klientów banków może okazać się więc zwycięstwem Pyrrusowym. Kto jak kto, ale przecież te instytucje finansowe to mistrzowie w przerzucaniu niewygodnych obowiązków (czytaj opłat) na klientów przychodzących po kredyt czy pożyczkę. Tylko patrzeć, jak rozpocznie się powrót do aktów notarialnych. I zamiast złożyć odręczny podpis na umowie kredytowej, trzeba będzie się pofatygować do rejenta. Banki mogą też częściej sięgać po weksle – zabezpieczenie stare jak świat, którego dłużnicy obawiają się najbardziej.

Dlatego większe znaczenie praktyczne mogą mieć argumenty, jakie zostały przywołane na rzecz ograniczania procesowego uprzywilejowania banków. Wyjątkowo przekonująco zabrzmiały te, które padły z ust sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Nie pozostawiają złudzeń zarówno co do dalszych kroków legislacyjnych, jak i interpretacji prawa bankowego przez sądy. Otóż, zdaniem trybunału, moc prawna dokumentów urzędowych może być związana z wykonywaniem zadań publicznych, a nie z księgami rachunkowymi prywatnych banków. Dlatego zmuszanie klientów do udowadniania, że nie są dłużnikami tego wszystkiego, co zapisane w księgach rachunkowych, zostało bez ogródek nazwane reliktem gospodarki nakazowo-rozdzielczej. To mocne słowa, które powinny otworzyć drogę do zreformowania w podobnym duchu innego reliktu z przeszłości – bankowego tytułu egzekucyjnego. W 2005 r., kiedy trybunał badał konstytucyjność przywilejów związanych z bankowym tytułem egzekucyjnym, słów takich niestety zabrakło. Może teraz sięgną po nie autorzy projektu nowelizacji prawa bankowego z Ministerstwa Gospodarki. Lepsza okazja do zakwestionowania prawa do jednostronnego ustalania przez banki rozmiarów wysokości zobowiązania dłużnika może się tak szybko nie pojawić.