Resort chce odciążyć od pracy część sędziów funkcyjnych i członków Krajowej Rady Sądownictwa. Przy okazji naprawia błąd, który nie pozwala dokładać obowiązków nowym sędziom
ikona lupy />
Ile muszą pracować sędziowie funkcyjni / Dziennik Gazeta Prawna
Propozycje zmian w zakresie procentowego wskaźnika udziału sędziów funkcyjnych w przydziale spraw wpływających do sądów pojawiły się w projekcie nowelizacji regulaminu urzędowania sądów powszechnych. I od razu wywołały kontrowersje. Ich beneficjentami mają bowiem być przede wszystkim te osoby, które wbrew apelom stowarzyszeń sędziowskich przyjęły funkcje lub stanowiska od obecnych rządzących.
Sędziowie z KRS pod parasolem
Na zmianach zyskają m.in. prezesi sądów, w których orzeka więcej niż 100 sędziów, asesorów i referendarzy sądowych. Po wejściu w życie nowych zasad będą mieli o 90 proc. mniej pracy niż sędziowie liniowi. Teraz wskaźnik obciążenia dla prezesów, niezależnie od tego, jak liczebny jest sąd, na czele którego stoją, wynosi 25 proc.
Sądem, w którym orzeczników jest więcej niż 100, jest m.in. Sąd Okręgowy w Krakowie. Na jego czele zaś stoi sędzia Dagmara Pawełczyk-Woicka, która jest mocno krytykowana przez część krakowskiego środowiska. Zarzuca się jej m.in., że nie ma żadnego doświadczenia w administrowaniu sądem, a nawet to, że jest dobrą znajomą Zbigniewa Ziobry. Obecnie Pawełczyk-Woicka zasiada w Krajowej Radzie Sądownictwa, w stosunku do której formułowane są zarzuty m.in. upolitycznienia.
Na zmianach zyskają również inni członkowie rady. Regulamin już niedługo będzie stanowił, że ci spośród nich, którzy równocześnie pełnią funkcję prezesa lub wiceprezesa sądu okręgowego lub apelacyjnego, będą mieli aż o 85 proc. mniej pracy niż sędziowie liniowi. Obecnie zasiadający w radzie, niezależnie od tego, czy pełnią jeszcze jakieś dodatkowe funkcje czy nie, wskaźnik mają obniżony o 50 proc. Beneficjentem tej zmiany będzie np. Rafał Puchalski, który oprócz tego, że zasiada w radzie, to na mocy decyzji Zbigniewa Ziobry stoi także na czele rzeszowskiego sądu okręgowego.
Środowisko oburzone
W środowisku sędziowskim zawrzało.
– Jest to bardzo przykre. Nie bez powodu przecież takich zmian dokonuje się właśnie teraz, po tym jak wymieniono na „swoich” prezesów sądów, a także dokonano wymiany sędziowskiej części składu KRS – komentuje sędzia Beata Morawiec, prezes Stowarzyszenia Sędziów „Themis”.
Z kolei Sławomir Pałka, sędzia Sądu Rejonowego w Oławie i były członek KRS, wspomina, w jaki sposób swego czasu wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak tłumaczył potrzebę wprowadzenia procentowego wskaźnika udziału w przydziale spraw.
– Mówił wówczas, że takie rozwiązanie pozwoli walczyć z rzekomymi patologiami w sądownictwie, jeżeli chodzi o rozdział obowiązków między sędziami, i wyeliminuje zjawisko świętych krów. Najwyraźniej Ministerstwu Sprawiedliwości, odkąd dokonano zmian kadrowych na stanowiskach funkcyjnych, święte krowy przestały przeszkadzać – ironizuje sędzia Pałka.
Zmiany krytykuje również Mariusz Królikowski, sędzia Sądu Okręgowego w Płocku, prezes tamtejszego oddziału Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.
– To zmierza nie w takim kierunku, w jakim powinno. Wprowadzenie procentowego przydziału spraw rzeczywiście poprawiło sytuację w wielu sądach. Sędziowie funkcyjni zaczęli więcej orzekać, dzięki czemu liniowi byli mniej obciążeni pracą. Szkoda, że teraz zmiany idą w dokładnie odwrotnym kierunku – uważa płocki sędzia.
A Sławomir Pałka przypomina, że KRS w poprzednim składzie podnosiła, że wskaźniki procentowego przydziału spraw nie zdały egzaminu w praktyce i należałoby dokonać ich zmiany.
– Wówczas jednak ignorowano ten głos. To, że teraz problem dostrzeżono jak na dłoni, pokazuje, że przepisy regulujące podział pracy w sądach są wykorzystywane instrumentalnie – kwituje oławski sędzia.
Stracą sądy
Beata Morawiec ostrzega również, że zmiany mogą spowolnić pracę w niektórych sądach.
– W związku z tym, że minister sprawiedliwości przez lata wstrzymywał konkursy na stanowiska sędziowskie, w wielu sądach występują wakaty. Czy w takich warunkach naprawdę stać nas na to, żeby eliminować z orzekania kolejnych sędziów? – pyta retorycznie.
Sędzia Morawiec była prezesem krakowskiego sądu okręgowego, zanim na to stanowisko przyszła Dagmara Pawełczyk-Woicka.
– W związku z tym mój przydział spraw wynosił 25 proc. A to się przekładało na jedną wokandę w miesiącu. Dzięki temu miałam czas na zarządzanie sądem, ale też nie traciłam kontaktu z orzekaniem. A przecież podstawowym zadaniem sędziego jest orzekanie, a nie pełnienie funkcji – podkreśla była prezes. Dlatego też jej zdaniem obniżanie wskaźnika przydziału spraw prezesom i wiceprezesom to nie tylko obłuda ze strony rządzących, lecz także działanie na niekorzyść wymiaru sprawiedliwości.
– Dziś prawo zmieniane jest bardzo często. Na skutek tego, gdy tracimy kontakt z orzekaniem, bardzo łatwo jest wypaść z obiegu – zauważa krakowska sędzia.
O tym, że obniżki są zdecydowanie przesadzone, mówi również sędzia Królikowski.
– Jeżeli prezes będzie miał aż o 90 proc. mniej pracy, to automatycznie sędziowie liniowi będą mieli jej więcej. A przecież oni już dziś są przeciążeni obowiązkami orzeczniczymi – wskazuje. Poza tym jego zdaniem wprowadzenie takich nierówności doprowadzi do jeszcze większych antagonizmów w środowisku, które i bez tego jest dość mocno poróżnione. Jak przypomina, nawet obecnie pojawiają się głosy, że prezesi w ogóle nie powinni mieć ulg w przydziale spraw albo mieć je w niewielkim zakresie, gdyż otrzymują dodatek funkcyjny, który ma im rekompensować kumulację obowiązków orzeczniczych oraz administracyjnych.
MS do czasu zamknięcia numeru nie odpowiedziało na nasze pytania o powody wprowadzania kontrowersyjnych zmian. Z uzasadnienia projektu można wyczytać jedynie, że „obciążenie dodatkowymi obowiązkami uzasadnia obniżenie wskaźnika udziału w przydziale spraw w odniesieniu do sędziów będących członkami Krajowej Rady Sądownictwa oraz prezesów sądów liczących powyżej 100 sędziów, asesorów sądowych i referendarzy sądowych”.
Jednak nie wszystkie zmiany zaproponowane przez resort zostały uznane za złe. Z aprobatą spotkał się przepis, który pozwoli przewodniczącemu wydziału przydzielić nowemu sędziemu wszystkie wpływające sprawy aż do momentu, gdy jego obciążenie będzie takie jak średnio innych sędziów w wydziale. Obecnie, gdy przychodzi nowy sędzia, przewodniczący nie może go dociążyć, gdyż o przydziale spraw decyduje nie on, a system losujący. Na skutek tego taki nowy sędzia ma przez kilka miesięcy dużo mniej spraw w swoim referacie niż jego koledzy z wydziału. O problemie tym DGP alarmował w połowie maja br.