Prawie idealna podróbka polskiego dowodu osobistego czy prawo jazdy? A może coś bardziej egzotycznego – dokumenty z Quebecu, Albanii czy Kalifornii? Każdy, za stosunkowo nieduże pieniądze, może sobie wyrobić dokumenty kolekcjonerskie, które nawet policjant czy pracownik banku uzna za oryginalne. Wystarczy zajrzeć do internetu, by przekonać się, jak wiele jest ofert tego typu. W ostatnich latach konkurencja zrobiła się na tyle duża, że sami producenci ostrzegają przed tanimi podróbkami.

Te droższe zawierają hologramy, świecą w świetle UV, można na nich umieścić odręczny podpis i własne zdjęcie. A także dowolnie przesłane dane. Ceny zaczynają się od kilkuset złotych, a kończą powyżej tysiąca. „Dokładność większości wzorów jest odzwierciedlona w 99,9 proc. na podstawie oryginału” – można przeczytać zachętę na jednej ze stron.

Mało prawdopodobne, by ktoś wydawał kilkaset złotych dla żartu. Oczywiste jest, że dokumenty takie kupuje się po to, aby posługiwać się nimi jako oryginałami. Osoba, która będzie ich próbowała użyć np. w celu wyłudzenia kredytu, popełni przestępstwo. Samo jednak wytwarzanie i sprzedawanie „dokumentów kolekcjonerskich” jest dzisiaj zgodne z prawem. W myśl art. 270 kodeksu karnego odpowiedzialności podlega podrabianie dokumentu w celu użycia go za autentyczny. Tymczasem producent nie zamierza sam go używać, a dokument sprzedaje jako przedmiot kolekcjonerski.

– Zgodnie z poglądami doktryny prawa karnego samo posiadanie sfałszowanego dokumentu nie jest jego używaniem, a więc posiadacz kolekcjonerskiego dokumentu nie popełnia czynu zabronionego. Podobnie nie jest penalizowane podrobienie – nie w celu użycia za autentyczny, co chętnie wykorzystują sprzedawcy dokumentów kolekcjonerskich – analizuje Monika Kolasińska, radca prawny z kancelarii Sadkowski i Wspólnicy.

Niebawem ma się to jednak zmienić. MSWiA pracuje nad przepisami zakazującymi wytwarzania dokumentów, które można uznać za prawdziwe. Nadal będzie można produkować kolekcjonerskie dowody, ale wielkości innej niż oryginały.

– Projekt ustawy o dokumentach publicznych przewiduje przepis karny zakazujący wykonywania kopii lub reprodukcji dokumentów publicznych w wielkości oryginału lub zbliżonej do oryginału, tj. od 75 do 120 proc. jego wielkości. Zakaz nie dotyczy kopii dokumentów wykonywanych na własny użytek osoby, dla której dokument został wystawiony – wyjaśniono nam w resorcie.

Sankcja za złamanie zakazu będzie taka sama jak ta przewidziana w art. 270 par. 2a k.k., a więc podrabianie dokumentu w celu użycia go za autentyczny, za co grozi do dwóch lat więzienia.

Jak dowiedzieliśmy się w MSWiA, projekt ustawy o dokumentach publicznych niebawem zostanie przekazany do uzgodnień międzyresortowych i społecznych. Ma on kompleksowo regulować zasady dotyczące dokumentów od ich projektowania, przez wybór producenta, aż do nadzoru nad tymi wycofywanymi z obiegu.