Tak przynajmniej zapewniają posłowie klubu Kukiz’15 w uzasadnieniu do ich projektu ustawy o broni i amunicji. Od korzyści ze zliberalizowania przepisów o dostępie do broni może w głowie zaszumieć.

Bo oto „Możliwie szeroki, aczkolwiek ściśle kontrolowany dostęp praworządnych obywateli do broni stanowi z jednej strony gwarancję poszanowania swobód obywatelskich, a z drugiej jest ważnym elementem zapewnienia bezpieczeństwa państwowego”. W tym miejscu trochę się zmartwiłem, bo jako, mam nadzieję, praworządny obywatel, nie miałem poczucia, że moje swobody obywatelskie są naruszane. Zaraz jednak pocieszyłem się, że kiedy już broń uzyskam, to za jej pomocą sam będę mógł teraz zadbać o poszanowanie moich swobód i praw.

Zwłaszcza że jak wynika z uzasadnienia, na państwo nie ma co liczyć. I wcale nie chodzi o policję. „W dobie armii zawodowej, która sama nie jest w stanie obronić kraju przed agresją, niezbędne jest posiadanie odpowiedniej infrastruktury inżynieryjno-technicznej – ale także posiadanie odpowiednio wyszkolonych w umiejętności posługiwania się bronią obywateli”. Proszę państwa, to nie są żarty. Nie trzeba nikogo uświadamiać, jakie zagrożenie stanowią różnego rodzaju zielone ludziki. Jednak skoro na wojsko nie można liczyć, to czemu posłowie partii Kukiz’15 poprzestają na półśrodkach? Dlaczego nie ma słowa o ręcznych wyrzutniach rakiet, moździerzach do stosowania na balkonach czy minach przeciwpiechotnych, którymi można użyźnić przydomowe ogródki? Nawet granatów brak, przez co skazuje się obywateli na stosowanie samoróbek w postaci butelek z benzyną. Te są już dziś dość prymitywną formą. A przecież „wszystkie kraje Unii Europejskiej dopuszczają swoich obywateli do broni palnej, traktowanej jako naturalny przedmiot związany z rozwojem cywilizacji europejskiej”.

I tu znowu pełna zgoda. Sprzęty, którymi się otaczamy, od mikrofali, do telefonów komórkowych, wyposażone są w kosmiczną technologię. A krakowscy kibole załatwiają pomiędzy sobą porachunki za pomocą maczet! Czy my jesteśmy jakimś Bantustanem? W ten sposób nigdy nie dogonimy Zachodu. Biała broń była dobra w czasach husarii. Husarz XXI w. zasługuje co najmniej na M-16. W ten sposób zwaśnione gangi czy kibolskie grupy będą mogły stosować metody adekwatne do naszego miejsca w Europie i czasów, w których żyjemy.

Pragnę też uspokoić Czytelnika, że nie doprowadzi to do wzrostu przestępczości. Wręcz przeciwnie. „Na podstawie doświadczeń innych krajów spodziewany jest spadek przestępczości, zwłaszcza najbardziej uciążliwej dla obywateli przestępczości o charakterze rozbójniczym oraz rabunkowym”. Same plusy! W tej sytuacji nie dziwi, że brak jest szacunków dotyczących wzrostu liczby ofiar broni palnej. Za to bardzo szczegółowo pokazano, jak dzięki zmianie przepisów wzrośnie sprzedaż poszczególnych rodzajów broni. Oczywiście wcale nie uważam, że projekt jest efektem lobbingu przemysłu zbrojeniowego. Chodzi przecież o „korzystny wpływ na zdrowie obywateli poprzez upowszechnienie strzelectwa jako formy rekreacji” czy rozwój kultury m.in. poprzez ułatwienia dla grup rekonstruktorskich. Po cichu liczę też na to, że nasi rodzimi gangsta raperzy będą tacy jak w USA i miast rapować o scyzorykach, będą mogli o pistoletach. Które jak widać są dobre na wszystko.