Nie tylko bowiem zmieniły poziom dopuszczalnych zanieczyszczeń, a także m.in. istotnie poszerzyły listę substancji, które uznawane są za szkodliwe, a ponadto zmieniły metodologię prowadzenia badań. Efekt? Poszerzenie zakresu nieruchomości, które powinny być przedmiotem badania, zwiększenie zakresu badania, a co za tym idzie – wzrost kosztów. Przepisy dotyczące tzw. zanieczyszczeń historycznych przewidują bowiem, że władający ziemią – jeżeli zostaną wyselekcjonowani przez inspektoraty i dyrekcje ochrony środowiska – muszą takie badanie przeprowadzić na własny koszt. Ma ono wskazać, czy ziemia jest w dobrym stanie, czy też jest zanieczyszczona. A jeśli okaże się, że określone w rozporządzeniu limity są przekroczone, to dodatkowo właściciel będzie musiał zainwestować także w oczyszczanie gruntu (tzw. remediację). Odmowa wiąże się z ryzykiem sankcji administracyjnej oraz karnej (grzywna).

Może się nawet okazać, że nieruchomości uznawane dotychczas za bezpieczne – po wejściu w życie nowych rozporządzeń stały się zanieczyszczone. Pociągnie to za sobą z kolei obowiązek podjęcia działań remediacyjnych, które mogą przekraczać nawet wartość gruntu.

Sam obowiązek usunięcia zanieczyszczenia nie jest nowy – rozporządzenia są aktami wykonawczymi do nowelizacji ustawy o ochronie środowiska z 11 lipca 2014 r. (Dz.U. poz. 1101). Jak wyjaśnia Ministerstwo Środowiska, rozszerzenie listy substancji powodujących ryzyko wynika z unijnych wymogów – a konkretnie dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2010/75/UE w sprawie emisji przemysłowych (tzw. dyrektywy IED). Uchwalenie rozporządzeń było konieczne, bo bez nich przez dwa lata praktycznie nie było wiadomo, jak stosować przepisy znowelizowanej ustawy.

Co zatem robić? Czekać bezczynnie, aż starosta zacznie sprawdzać grunty, czy też samemu podejmować działania? Okazuje się, że w niektórych przypadkach to drugie rozwiązanie może być w interesie przedsiębiorcy. Przykładowo: jeżeli zanieczyszczenie powstało przed objęciem gruntu we władanie i zostało dokonane przez innego sprawcę – warto go ustalić. To pozwoli właścicielowi gruntu przerzucić na niego koszty remediacji.

Dla tych, którzy kupują działki z myślą o inwestycji, z nowych przepisów płynie wskazówka: przed dokonaniem transakcji warto nieruchomość bacznie sprawdzić pod kątem ewentualnych zanieczyszczeń. Podpowiedzi, jakie grunty powinny powodować zapalenie się czerwonej lampki, można znaleźć w załącznikach do rozporządzenia. Wskazano w nich kilkadziesiąt rodzajów działalności, które mogą prowadzić do zanieczyszczenia i które mogą znaleźć się wkrótce pod lupą starostów.