statystyki

Stoicyzm sądowy. Czy musi być aż tak źle, by w końcu było dobrze?

autor: Piotr Mgłosiek15.09.2016, 07:37; Aktualizacja: 15.09.2016, 08:49
Zachowanie na sali rozpraw pozwanego w randze wiceministra jest, o ironio, dobrym przykładem pozwalającym pokazać Kowalskiemu, do czego potrzebna jest sędziowska niezawisłość

Zachowanie na sali rozpraw pozwanego w randze wiceministra jest, o ironio, dobrym przykładem pozwalającym pokazać Kowalskiemu, do czego potrzebna jest sędziowska niezawisłośćźródło: ShutterStock

Czy musi być aż tak źle, by w końcu było dobrze (...)”. Ta myśl nurtuje mnie już od dłuższego czasu. Z jednej strony uderza banalnością, z drugiej zaś emanuje dyskretnym urokiem racjonalizmu. Ja jednak przede wszystkim dopatruję się w niej refleksu szkoły stoickiej. Skłaniającej, jak pisał Marek Aureliusz w swoich „Rozmyślaniach”, do dostrzeżenia nawet w największej tragedii zalążka czegoś pozytywnego.

Reklama


Reklama


Tak to już bowiem jest, że większość rozwiązań, szczególnie tych prawnych, sprawdza się wyłącznie w boju. Pisałem już na tych łamach („Prawnicy muszą stworzyć rzeczywistość alternatywną”, DGP z 30 sierpnia 2016 r.), że obecnie nastał czas wyjątkowego sprawdzianu dla szeroko ujętego wymiaru sprawiedliwości. Z całkiem bliska można bowiem zaobserwować, jak funkcjonują rozwiązania, które miały zagwarantować jego sprawność i niezależność. Morze farby drukarskiej wylano już, by wykazać, że swoiste bezpieczniki systemowe, ulokowane w aktach prawnych, od konstytucji zaczynając, na poszczególnych ustawach kończąc, okazały się niewystarczające. A pomysł na ich neutralizację był zabójczo prosty. I nie chodzi tutaj o demontaż TK kolejnymi „ustawami naprawczymi”. Wystarczyło po prostu nie drukować jego orzeczeń, by wprowadzić chaos. Ale TK wciąż się broni.

Chciałbym dzisiaj szanownym czytelnikom zaproponować nieco inny punkt widzenia. Najprościej wyrazić go właśnie pierwszym zdaniem tego tekstu. Wydaje się, że od piątku 9 września 2016 r. mamy do czynienia z nową jakością w relacjach między władzą sądowniczą a wykonawczą, która, co tu dużo kryć, dość brutalnie zaznaczyła swoją obecność tym razem wprost na sali sądowej.

Tu już nie chodzi wyłącznie o słowne harce w postaci: „grupy kolesi” czy „orzekania przy espresso i ciasteczkach”. Zachowanie na sali rozpraw pozwanego w randze wiceministra, jest, o ironio, dobrym przykładem pozwalającym pokazać Kowalskiemu, do czego potrzebna jest sędziowska niezawisłość.


Pozostało jeszcze 49% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 89,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama